to nie żadna nauka, i nie goliłem się! kłóciłem się (i trochę za dużo powiedziałem) i nagle krew zaczęła mi strumieniem spływać z brody i kapać po rękach (nie z nosa!). leje się zresztą nadal tak samo jak na początku (już pół rolki toaletowego i jeden ręcznik namoczony zużyłem - a krew jak woda nadal się leje z tej cholernej brody - z jakiegoś punktu znikąd.
a że rozrzedzam ją to być może się wykrwawię dziś bo po karetkę nie zadzwonię !
Nie ważne który to - znajdę Was!
