Krzysztoff pisze:
na ścieżce nieskończonego rozwoju
Informacja: Jakakolwiek emanacja zniechęcania i negatywnych emocji jest przeze mnie zniwelowana do zera w poniższym poście.Jak może istnieć nieskończony rozwój, to jest nie do przyjęcia dla mnie. Świadczy po pierwsze o wiecznej niedojrzałości pełni moralnej ducha, gdyż wynika to z logiki (pełnia moralna istnieje, gdy duch osiąga jedność całym sobą z dobrem i wszystkim co z tym dobrem związane), po drugie rozwój, który sam się ''napędza'' czyli nie ma swojej idei, ale działa sam przez siebie - prowadzi do błędu, nie posiada on źródła, lecz jedynie pojęcie, które zaczyna i kończy się na definicji słowa ''rozwój'' i używany jest on w czasie rzeczywistym bez jakiegokolwiek wzorca i pewności czy dana droga rozwoju jest tą właściwą. Jak rozwój sam w sobie ma dla mnie jeszcze jakiś sens, choć i tak nazwałbym to inaczej* - tak nieskończony rozwój mija się z rozwojem, po prostu sam sobie szkodzi/przeczy, dlatego, że działa na ślepo - nie posiada wzorca.
*Rozwój musi mieć swoją ideę, swoje źródło z którego on wypływa, w przypadku rozwoju nie posiadającego swojej zaawansowanej formy mamy do czynienia z jedynie znaniem pojęcia rozwoju jako takiego i to co jest tu największym problemem - czynienia go indywidualnie, na swój własny wykreowany sposób. Czym ma się kierować człowiek, który czyni swój rozwój, gdzie pod słowem ''rozwój'' którego użyłem mam na myśli jedynie znanie jego definicji. Człowiek ten wie, że ma się jakby ''wspinać ku dobru'' jednak to jest wszystko co on wie, nie posiada on wzorca, nie posiada on pewności czy dobrze myśli - co jeśli istnieje pięć tysięcy różniących się od siebie przypadków, w których to ''rozwijanie się, wspinając się ku dobru'' - posiada gdzieś tam w połowie, samo w sobie błąd? Błędem tym niech będzie na przykład zapętlenie się latami wokół własnego postrzegania dobra, którego konsekwencją będzie swego rodzaju bardzo trudny do opisania rodzaj egoizmu.
Zatem to, co według mnie można nazwać rozwojem to ''stykanie się'' jakby przy każdym prawdziwym, nowym doświadczeniu dobra - z jego ideą. Idea dobra napędza wszystko co z dobrem jest związane, a człowiek stara się tą ideę naśladować, to bardzo głębokie. Jego wzorcem jest dobro samo w sobie, ale nie w rozumowaniu polegającym na stwierdzeniu, że człowiek, gdy stara się być dobry - zawsze dotyka tego źródła, ponieważ wtedy dotyka tylko jego podobizny. Sięgnięcie całkowitego sensu rozwoju, lub inaczej mówiąc sięgnięcie idei dobra ma możliwość tylko w sytuacji doświadczenia metafizycznego. Rozwój zatem jest skończony, posiada swój wzorzec, swój napęd, którym są rzeczy same w sobie. Jedną z kolejnych najwyższych rzeczy rozwoju moralnego, po Dobru jest Piękno - w zasadzie są one równe, jednak różnią się swoją swoistością w ich pojmowaniu. Piękno, o którym tak mało się mówi w tematach moralności również posiada swój wzorzec, swoją ideę, jest związane z Dobrem i wzajemnie się z nim przenika, najwyżej jest właśnie idea Dobra-Piękna. Człowiek na Ziemi ma nabywać piękna, którego źródło leży w jego boskiej, metafizycznej idei. Zatem to co już możemy stwierdzić w takim pojmowaniu rozwoju to dążenie ziemskie do wzorców rzeczy, które przecież jak najbardziej uznajemy w naszym życiu za wartościowe, pełne sensu i moralne.
Informacja: to, na czym najbardziej mi zależy w tym poście to część postu, która znajduje się poniżej:Lubię ludzi tego forum i nie mam złych zamiarów, ja tylko stawiam pytania, by przekalkulować sobie zdanie innych i wywnioskować samemu czy się przypadkiem mylę czy nie.