1. A dlaczego nie może to być Ojciec Pio, bo co, czy to zjawisko mogło przebiegać tylko z jego udziałem? On nie był człowiekiem?
Wpisu o zepsutym ciele w ogóle nie rozumiem. Skąd się wzięło w ogóle to określenie o wcielaniu się ducha w ciało? Przecież ono jest niewłaściwe. My
w żadne gotowe ciało się nie wcielamy, od samego początku duch korzystając z materiału biologicznego organizuje to ciało, wypracowuje jego kształt, to życie się rozwija od najmniejszej komórki, rośnie, zmienia wygląd każdego dnia. Jeśli ono zaczyna się psuć, chorować to widocznie ten duch skupia się bardziej na innych sprawach, lub dobrał słabszy materiał, lub coś/ktoś mu przeszkadza w tym, oddziałuje na tę materię i ją psuje.
2. A robi to siłą demoniczną, którą dysponuje inna świadomość - inny człowiek

Nie doczytałeś, bo 5 stron nie zmieści opisu całego mojego życia. To co tam opisałam działo się w roku 1997. Moja świadomość zaczęła się otrząsać i przywołanie całej swojej przeszłości i sił na nią oddziałujących okazało się być nieprzypadkowe - widocznie i ten akt był zapisany w planie, ten akt zobaczył silny mag w roku 1982 - kiedy to po rytualiku z moim petem papierosa, włosem, z paleniem ich w jakimś dziwnym artefakcie i mamrotaniu czegoś przy tym pozwiązywał moją świadomość ze swoją, wpływał podprogowo na moje rozumienie, bym czasem nie odkryła tego przekrętu( tu chodzi o zmienianie mi widzenia, jak ta "przyjaciółka" robiła to kochanym przeze mnie osobom, bo nie tylko temu chłopcu który umarł, ale też innym, a on to zrobił mnie). On wtedy przyciśnięty do muru przeze mnie, przez zaciśnięte zęby wydał tylko tyle - "Dowiesz się wszystkiego za 15 lat". Ten cały atak na miłość miał swój początek poza czasem, włączył parę osób do przypilnowanie jego przeprowadzenia, osób, które specjalnie znalazły się w moim otoczeniu, aż w bardzo dziwny nienaturalny sposób i mogę powiedzieć tak, że był atakiem demona, zapoczątkowanym w tej klątwie rzucanej na dwie rodziny- moją i tego co umarł - opisywałam go o rozsypaniu korali na łące, pozbieraniu ich przez rodzinę i dziwnej złośliwej przepowiedni - "Jeśli te dwie rodziny połączą się - jedno umrze". Zatem po tych 15 latach stoczyłam z nim walkę, oderwałam go od swojej świadomości, odrzuciłam przyjaciółkę i wszystko to co mieszali w moim umyśle, całe od nich pojmowanie i zobaczyłam nagą prawdę, walka była przez wzburzenie umysłu, ale ono trwało tylko 3/4 dni po odzyskaniu możliwości snu, po farmakologicznych końskich dawkach, gdy wreszcie zasnęłam mój rozum przestał szaleć i wszystkie klepki wróciły na swoje miejsce, a te demony zostały przegnane ode mnie i od wpływu na moje życie daleko na zawsze. I znalazłam na to siłę, bo niestety tu trzeba było ją mieć. Zrobiłam to sama i nikt mi nie pomógł. - Żadni demonologowie, egzorcyści i cwaniacy. Ten wstrząs był mi potrzebny a moje słowa "Najpierw potrzeba zwariować, by móc zmądrzeć" są powtarzane na forach, na których to dawno pisałam przez znających je do dziś.