1Prawda1 pisze:Chciałem pokazać tym, że ''suma sumarum'' życzliwość pozostanie zawsze tylko emanacją, cieniem, ładnym ''zapachem wokół człowieka'', lecz nigdy nie będzie to wyższa forma dobra, to jedynie tylko emanacja.
A co do samego cytatu, pewnie, że rozwinę. Chodziło mi o to w sumie co powyżej, tylko w takim głębszym, ciekawszym sensie... że prawdziwa miłość bierze się z serca jak tu piszecie moi drodzy : ) Ale życzliwość zakryje tę miłość jeśli nie będzie ta miłość większa, wzniosła, a skoro życzliwość zakryje prawdę o niej to jest i zawsze będzie jak już chyba trzeci raz piszę - tylko samą emanacją : ). Osobną rzeczą.
Podam wam taki przykład. Człowiek wygrał w lotto i w ogóle szał łał radocha itp. Zawsze był tak gburowaty do ludzi i jak wygrał to wszystkim zaczął mówić dzień dobry, komplementy i w ogóle - czyli mamy krótki dowód tutaj na to, że życzliwość nie ma nic w wspólnego z rozwojem w sensie ''składnika'' rozwoju. Jest to jedynie jakby ''narzędzie'' którym może posłużyć się człowiek, by wytworzyć fajną atmosferę.
Czytam ten nowy wątek w dyskusji i zaczęło mnie zastanawiać, czy życzliwość zawsze "emanuje" od człowieka dbającego o rozwój duchowy, jako coś tak głęboko wpisującego się w duszę, że przychodzi naturalnie. Słusznie zaobserwowałeś tu zależność naszej postawy od nastroju. Człowiek jako wrażliwa istota psychiczna jest podatny na rozmaite bodźce, czasami te negatywne, i nie zawsze ma siłę woli, by rozsiewać wokół dobroć, kiedy jemu dzieje się źle. Pytanie, czy ktoś, kto jest wewnętrznie ukształtowany i dba o to, by nie krzywdzić innych, lub by nie być wobec nich obojętnym, zawsze potrafi się w tych trudnych momentach "skorygować". Wątpię, by tu na Ziemi znalazły się osoby w 100% życzliwe.
