Wiele przekazow od duchow charakteryzuje sie przyjeciem przez nich konkretnej osobowosci. Duchy nie mowia nigdy o swojej przyszlosci, mowia tylko o przeszlosci - stad wskazuje to na pewna liniowosc czasu (a nie jak wiele osob sugeruje inna percepcje czasu) oraz troche kloci sie np z reinkarnacja bo jak np moja babcia, ktora rzekoma mialaby sie juz reinkarnowac albo jakis inny XVI wieczny duch mialby odpowiadac na nasze pytania skoro juz sie inkarnowal?
To z kolei naprowadzilo mnie na teorie jednego z autorow - o rzedzie dusz do nas podobnych, rodziny dusz - ktora gdzies tam "z gory" patrzy na nas i wspomaga nasze dzialania i nasza inkarnacja wzbogacamy pole wspolnych doswiadczen tej grupy - z ktorej kazda dusza stanowi tez "czesc nas w nas". Obserwuje czasem tez ludzi, ktorych znam. Wiele z nich niezwykle lustrzanie wrecz uosabnia sie do swoich rodzicow - kobiety do matek, synowie do ojcow. Staja sie wrecz mimicznymi odpowiednikami wyrazow twarzy zachowan i decyzji. Wykluczam genetyke ale wyglada jakby ten rodzic albo jego energia faktycznie w jakis sposob kontynuowala swoje istnienie w swoich potomkach. Jak to jest na prawde? Wiem, ze zaraz grono ludzi powie, ze wszyscy jestesmy polaczeni, jestescmi bracmi i siostrami i w ogole jestesmy czescia jednego Boga itp ale pytam o ten indywidualizm i wlasna droge myslenia, rozwoju. Czy my faktycznie je mamy?
