Leczenie autosugestią, placebo, nocebo, czy świadomością jaźni - zwał jak zwał, jest intensywnie badane prze odpowiednie paranauki.
Wszystko to opiera się na świadomości mózgu.Znam historię chłopca z nowotworem, który wyobrażał sobie, że ten rak to "Gwiazda Śmierci" z Gwiezdnych Wojen i co dzień go niszczył - rak zniknął po jakimś czasie.
Znam historię badań, nad ludźmi którzy potrafili, autosugestią wyleczyć się z poparzeń.
Sam zaintrygowany tymi naukowymi doniesieniami, kilka lat temu postanowiłem spróbować rad z książki "Samoleczenie potęgą podświadomości".
Nie było wcale łatwo cokolwiek osiągnąć, niemniej autor podszedł do tego niemal z wiedzą medyczną oparta na ludowych metodach leczenia, bez opowieści o bóstwach, aniołkach czy diabołkach, co powodowało, że nie uznałem tego za szarlataństwo, i próbowałem.
Po 3 latach mam trochę większe doświadczenie w tej materii, i empirycznie potwierdzam, da się wyleczyć z kataru nosa, po jednym dniu bez leków, można uśmierzyć ból głowy niemal w parę minut.
Ba, specjalnie nawet odmrażałem sobie ręce, próbując siła woli je rozgrzać - za którymś razem zaczęło przynosić efekty, chociaż, metoda zaproponowana przez autora u mnie się nie sprawdziła.
W tym momencie znam już lepszą.
Czy da się leczyć skomplikowane złamania, jak twierdzi autor, nie wiem - musiałbym poszukać informacji o takich zbadanych przypadkach.
Jednak, nadal nie widzę w tym boskiej ingerencji - nie znamy jeszcze możliwości ludzkiego mózgu, a przypadki cudownych uzdrowień, odnotowywane przez ludzi dużej wiary z różnych religii, a także ateistów, nakazują, się zastanowić, czy nie ma to bardziej związku z właśnie silną ingerencją fal mózgowych i pozytywnym myśleniem, niż tym, że Jan Paweł II "stoi w oknie u Ojca i uzdrawia"
Co więcej, wcale nie neguje istnienia świadomości po śmierci ciała fizycznego - to że profesor Wolniewicz, mówi, że to bzdury to jego zdanie.
Świadomość jest manifestacją fizykochemicznych procesów zachodzących w ludzkim mózgu, zatem jest skomplikowanym wzorem, który można skopiować.
Istnieje projekt Awatar, który za cel stawia sobie skopiowanie świadomości pszczoły.
Ludzi mózg to już większy problem - z punktu widzenia neurologii, jest to możliwe - ale pod warunkiem, że znalibyśmy dokładnie aktywność (elektryczną) mózgu. Nie znamy.
Co do Boga/bogów - nie wierze w nich, nie potrzebuję bóstw, bo niby po co?
Nawet jeśli istnieję po śmierci ciała (zakładając) jakaś forma życia, czy to astralna czy innej materii, to wizja, że nadal jest jakiś koleś/kolesie, który mną rządzi, doprowadza mnie bardziej do nieprzyjemnej konkluzji.
Sama wizja, że cos muszę, bo tak jest ustalone mi się nie podoba - np. ta zabawa w reinkarnację?
Na cholerę to?
