Witam, jestem tu nowa :)...

Najlepsze miejsce do tego, by zacząć przygodę z naszym forum. Przywitaj się, napisz, kim jesteś, jak do nas trafiłeś...

Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: Jagoda_ » 10 mar 2016, 13:22

Witam wszystkich serdecznie...
Bardzo chcialabym sie przedstawic, ale najpierw grzecznie zapytam...
Czy administratorzy i czytelnicy beda bardzo zli, jesli bede pisac bez polskich znakow?...
Mieszkam za granica i nie mam tu mozliwosci, badz tez nie wiem, jak tu wlaczyc polskie znaki....
A wyprodukowalam juz bardzo dlugi tekst o sobie :oops:
Nie wiem nic, nie pragnę niczego...
Awatar użytkownika
Jagoda_
 
Posty: 14
Rejestracja: 10 mar 2016, 13:16

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: bernadeta1963 » 10 mar 2016, 13:29

Witaj :)
Mnie zwykłemu czytelnikowi nie przeszkadza . Chętnie przeczytam twój wpis .
bernadeta1963
 
Posty: 546
Rejestracja: 30 gru 2014, 18:31
Lokalizacja: Łódź

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: Jagoda_ » 10 mar 2016, 14:25

Zaryzykuje zatem... jakby co, to watek prosze usunac :(


Witam wszystkich bardzo serdecznie,
Od dluzszego czasu jestem czytelniczka forum, z zaciekawieniem obserwujaca toczace sie tu dyskusje :) W koncu postanowilam sie zarejestrowac i przywitac z Wami. Od stycznia 2016 szukam. Szukam i wiem, ze jestem na prawidlowej drodze. Stalam sie spokojniejsza dzieki wiedzy, ktora teraz chlone.
________________________
Nie jestem z rodziny katolickiej - moja Babcia nie wierzyla nigdy w Boga, przez co moja mama rowniez nie szla polska, katolicka droga :)
Babcia jest typowa materialistka, uwazajaca wszelkie wypowiedzi na temat duszy, Boga czy niesmiertelnosci za farmazony ;). Dla niej wszystkim rzadzi nasz mozg - umieramy, koniec, nie ma nas, nie ma juz nic. Mam nadzieje, ze w ktoryms momencie jej zycia uda mi sie zasadzic w niej ziarenko niepewnosci co do dalszych losow po smierci :)...
Moja mama za to od zawsze szukala. Od zawsze chciala wierzyc, ze istnieje cos wiecej. Dusza, UFO, itd., czasopismo Nieznany Swiat bylo jej ulubiona lektura. Po stracie ukochanego mezczyny ratowala sie ksiazkami o tym, czy istnieje zycie po smierci.
Pamietam kilka jej opowiadan, ktore fascynowaly mnie jeszcze jako dziecko.
Gdy byla mala dziewczynka, kapiac sie w jeziorze prawie utonela. W czasie bycia pod woda przemknal jej przed oczami caly film z jej krotkiego zycia. Nastepnie uslyszala glos, ale nie pochodzacy od niej, mowiacy jej, ze ma walczyc, ze to jeszcze nie teraz. Udalo jej sie wyplynac.
Kolejna historia - w dniu smierci babci mojej mamy, na drzwiach od mieszkania (blokowisko malego miasteczka) siedziala cma trupia glowka. Mogl to byc oczywiscie przypadek..ale moim zdaniem przypadkow nie ma :)
Jeszcze jedna historia - pozny wieczor, pies lezacy na podlodze gleboko spi. Nagle zrywa sie i zaczyna wyc rozpaczliwie. W nastepny dzien mama dowiaduje sie, ze o tej porze zmarl sasiad mieszkajacy pietro nizej.
Opowiesc sasiadki mieszkajacej wyzej nad nami (taki maly blok a tyle wydarzen :)) - w chwili, gdy jej maz zginal w wypadku samochodowym, z szafek z jej kuchni pospadaly i potlukly sie naczynia.
Z opowiadan znajomej mojej mamy pamietam, ze wywolywala duchy i niestety zle sie to skonczylo - jej dom byl pelen zlej energii, ktorej potem z czyjas pomoca sie pozbyla.
Sa to wszystko historie, ktore w jakis sposob zatrzymaly sie na stale w mojej glowie i spowodowaly, ze nigdy nie bylam zamknieta na sprawy nieznanego.
________________________
Jako dziecko mialam wybor - bylam zapisana na lekcje religii i mialam prawo wg mojej mamy zdecydowac, czy chce wierzyc czy nie. Dzieci ze szkoly wiedzialy, ze nie jestem ochrzczona, dlatego nie obylo sie bez wyzwisk i docinek... Mimo tego, przez pewien okres intensywnie wierzylam, pamietam, iz z calego serca modlilam sie do mojego Aniola Stroza. Niestety potem z winy katechetow oraz coraz wiekszej ilosci informacji, ktore nie zgadzaly sie z logika, zaczelam sie Boga bac. Po prostu. Pamietam, gdy katechetka powiedziala mi, ze wyladuje w czysccu w powodu tego, ze nie jestem ochrzczona, przerazila mnie wizja, ze wyladuje tam cala moja rodzina i bedziemy tam czekac wieki, dopoki prawdziwi katolicy nas stamtad nie wymodla.
Cala sprawiedliwosc boza nagle okazala sie bez sensu, z biblijnych opowiadan wyciagalam jedynie gniew i zemste Boga. Odpuscilam, opowiadania biblijne nagle zamienily sie dla mnie w bajki na poziomie Czerwonego Kapturka. W gimnazjum bylo jeszcze gorzej. Wypisana bylam z lekcji religii, jednak aby nie siedziec na korytarzu, badz po toaletach, wolalam siedziec w klasie i przysluchiwac sie lekcji. Ile nasluchalam sie wrecz obelg na moj temat, ile nienawisci i niezrozumienia w oczach katechetki musialam sie naogladac. W koncu, gdy prawie okreslono mnie pomiotem szatana nie wytrzymalam i wyszlam, od tej pory kolejne kilka lat (ciagnelo sie az przez liceum) spedzajac na szkolnym korytarzu.
Tak stalam sie ateistka :).
________________________
A teraz droga powrotna...
Smierc mojego ukochanego ojczyma, D..
Byl chory, ciezko chory na raka, jednak ukrywal to przed wszystkimi. Mieszkal w Niemczech, przyjezdzalysmy do niego rzadko, ja bylam zakochana nastolatka, siostra jedynie 10 lat, nie widzialysmy jego choroby, a moja mama chyba nie chciala widziec...
Pojechalysmy do niego w wakacje, ja wrocilam z nich do Polski wczesniej i mialam czekac na przyjazd mamy i siostry.
Dzwoni telefon: lekarz powiedzial D., ze zostaly mu moze 2 miesiace zycia, mama w szoku, D. placze. Mialam wtedy 16 lat ale odczulam wielka potrzebe powiedzenia D. wtedy, ze kocham go bardziej niz prawdziwego ojca i ze bedzie dobrze. Do tej pory czuje radosc, ze mu to wtedy powiedzialam (wiem, ze zawsze sie martwil, ze nie jest idealnym ojczymem), choc moze mu wtedy tym emocjonalnie utrudnilam...Wiedzial, ze umrze, od kilku dobrych lat to wiedzial...
Mama i D. podjeli decyzje, ze wracaja razem do Polski i tam zajma sie nim lekarze. W drodze do PL zatrzymali sie u mojej babci (Mamy mojej mamy). I tam, poznym wieczorem D. zaczal umierac. Swiadkiem tej rozpaczy, nieudolnych prob pierwszej pomocy mamy, byla moja 10-letnia siostra. Zanim przyjechalo pogotowie, trwalo to dlugo... Siostra od tamtej pory (bylo to w 2004) miala kilka prob samobojczych, wiele wiele problemow...
Tej nocy mialam sen. Sen, ktory mnie w jakis sposob zmeczyl i przygnebil, chociaz kompletnie nie umialam go do niczego przyporzadkowac. Obudzilam sie rano lekko otumaniona. Zaraz jednak to uczucie sie rozproszylo, byl piekny letni poranek, przyszedl do mnie chlopak i caly dzien mielismy spacerowac po parku, jak zwykle. Dzwoni domofon. Dwie przyjaciolki mojej mamy. Prosza bym usiadla, mowia, ze D. umarl. Jestem w szoku, ale mowie, ze dam sobie rade. Caly dzien rozmyslam, podswiadomosc mi mowi, ze tak mialo byc, bo przeciez widzialam, ze byl w jakis sposob chory... Kiwalam glowa sama do siebie i myslalam, D. umarl. Na drugi dzien dotarlo - wylam w lozku jak zbity pies, nie rozumialam swiata, nie rozumialam nic, gdzie on jest?! Jak to, umarl, nie ma?! Przeciez BYL! Koszmar...
Wracajac do snu... Tej nocy snil mi sie dlugi, szary korytarz, w nim jedno krzeslo a na nim moja mama. Siedzaca jak kukla, wpatrzona w jeden punkt. Stoje przed nia, mowie do niej, mamo, mamo, co Ci jest, slyszysz mnie? Niestety, zadnej reakcji, jakby mnie nie bylo. Odwracam sie, a przede mna stoi siostra, cala czerwona, zaplakana, krzyczaca do mnie z zacisnietymi piastkami, ale wszytsko bezglosnie, nie slysze jej. Mowie do niej, co sie stalo?! Co sie dzieje?! Ale ona mnie rowniez nie slyszy...
Ten sen jest wazny bo po tygodniu wrocily one z Niemiec.
Usiadlam z mama w kuchni by opowiedziala mi jak to wszystko wygladalo... D. zostal zawieziony do kliniki. Moja mama siedziala w korytarzu, lekarz jej przekazal, ze D. nie udalo sie uratowac. Szok, niedowierzanie, nie dociera do niej nic. Przychodzi ksiadz, by sprobowac je pocieszyc. Moja siostra stoi przed nim, placzac i krzyczac do niego, ze Bog nie istnieje, bo zabral jej Tate...
No i wtedy przypomnial mi sie moj sen z tej nocy. Mialam wrazenie, ze to ja bylam tym ksiedzem, ktory stoi przed moja zaplakana siostra i ktory widzi moja nic nie rozumiejaca mame...
Pamietam jeszcze, ze moja mama mowila mi, ze gdy tam siedziala, poczula jakby chlodna dlon ja dotknela przez moment, jak na pozegnanie...
________________________
W domu mama wpadla w depresje. Spala calymi dniami. Ja zajeta bylam moim zakochaniem, moja siostra zajeta sama soba...
Owszem, prosilam D. aby przyszedl do mnie w snie.. Nic z tego.
Czekalysmy na urne z prochami, miala przyjsc z Niemiec. Nikt sie tego nie spodziewal - przyslali ja w zwyklej paczce, zwykla poczta! Nasz zal byl ogromny. I co jest w tym istotne - moja tesciowa (wtedy jeszczce nie :)), mimo, ze D. nigdy nie poznala, miala sen, w ktorym on sie jej przysnil, mowil do niej ze czuje sie caly rozsypany... Tesciowa nic nie wiedziala w tym czasie o urnie, a my dopiero czekalysmy na przesylke...
Gdy opowiadalam o tym mamie, byla tak samo jak tesciowa zdziwiona, co to moze znaczyc, ze D. sie czuje ROZSYPANY. Gdy zobaczylysmy roklekotana urne w paczce, slowo to nabralo znaczenia...

W koncu D. mi sie przysnil. Lezal jakby na brzegu rzeki, badz w rzece, na wznak, glowa o cos lekko podparta. Mowie do niego, dlaczego sie nie odzywasz, dlaczego nie pokazujesz. A on na to, takim strasznie zmeczonym glosem, wrecz jakby ze smutkiem, ze mu to tak wyrzucam: "Jagus, ja odpoczywam...".
Byl to dla mnie do tej pory bardzo dziwny sen, ale gdy znalazlam Wasze forum i przeczytalam KD, ukazal mi sie on z calkiem innej strony. Podpielam go pod to, ze niektore dusze musza przeciez odpoczac, nabrac sil, przygotowujac sie do dalszej drogi...
________________________
Moja mama plakala nocami, w dzien spala... To byl juz wrzesien, ja spedzilam cale lato i jesien na spacerach z ukochanym po parku...
Moja mama ma sen: w parku stoi budka telefoniczna, mama stoi w niej i rozmawia z D. On wrecz krzyczy do niej, ze ma ona juz przestac, ze ile tak mozna (chodzilo o to, zeby juz tyle nie plakala). Ona stara mu sie cos tlumaczyc, ale on dalej krzyczy zniecierpliwiony. Mama podchodzi do mnie i mojego chlopaka, siedzacych na lawce, mowi nam, podekscytowana, ze rozmawiala z D. My usmiechamy sie ironicznie, bo przeciez dorze wiemy, ze D. umarl. Mama prowadzi nas do budki, chodzcie, musicie sie przekonac, naprawde z nim rozmawialam! Telefon w budce zaczyna dzwonic. Moj chlopak do niego podchodzi, siega po sluchawke...
w tym momencie moja mama budzi sie, w naszym mieszkaniu naprawde dzwoni telefon, zrywa sie z lozka, biegnie, podnosi sluchawke...a tam glucha cisza... Halo, halo!....cisza...
________________________
Po jakims czasie przyjechala przyjaciolka mojej mamy, jako wsparcie. Wyszly po zakupy, wracajac do mieszkania poczuly niezwykle intensywny zapach waleriany. D. bedac w Niemczech, pil waleriane, by mogl lepiej spac... Moja babcia tez byla swiadkiem tego zapachu, wszystkie trzy uznaly to za bardzo dziwne i wrecz nieprawdopodobne....
________________________
D. byl wspollokatorem domu pewnego bardzo poboznego Niemca. Chodzace dobro. D. czul sie cale zycie bardzo zobowiazany wobec tego czlowieka, zawsze sie martwil, ze nigdy mu sie nie odwdzieczy... Po kilku miesiacach napisal ten czlowiek do nas list, aby nas pocieszyc...ale tez przyznac sie, ze przez dlugi okres czasu telewizor (przed ktorym D. zawsze czesto lezal) sam sie wlaczal i wylaczal. Czul obecnosc D... Zamowil dla niego kilka mszy, bo czul, ze D. nie moze odnalezc spokoju...
________________________
O tym snie napisze, bo byl dla mnie pelen emocji... Bylo to juz w o wiele dalszym okresie...
Tesknilam za D. bardzo. Oczywiscie do bolu za strata juz sie przyzwyczailam, ale pogodzona z nia nie bylam...
Jestesmy na tarasie w domu w Niemczech, ja, siostra, mama, D. Nagle D. upada na ziemie, ja w histerii, rzucam sie na niego, probuje udzielac pierwszej pomocy, chociaz wiem, ze nie umiem. Nagle D. chwyta mnie za nadgarstki i zaczyna sie radosnie smiac: "Jagus, to nic, NIC mi nie jest, ja zyje, jest OK!". Smial sie tak radosnie, jak z najlepszego zartu...
Po tym snie mialam rowniez takie uczucie blogiej radosci w sercu, bylo mi po tym snie bardzo milo....
________________________
W sumie, to az do niedawna chodzilam pelna smutku, ze D. juz nigdy nie zobacze, ze tak ciezko mi uwierzyc, ze cos jest po smierci... i to MIMO TYLU ZNAKOW opisanych powyzej :D... Nie docieraly one do mnie ani do mamy, az do teraz, do tego roku, gdy przeczytalam KD i naswietlilam to mojej mamie - ona teraz tez dopiero zobaczyla, ze tych rzeczy bylo za wiele, aby mogly byc przypadkiem... Obydwie czujemy sie, jakbymsy do tej pory chodzily z klepkami na oczach, ktore dopiero teraz, po 12 latach nam spadly! :)
Ostatnio nawet musialam sobie porozmawiac z D, musialam go przeprosic... Ze jesli to wszystko byly znaki, ktore nam dawal, a my bylysmy na nie slepe i tak dlugo cierpialysmy... to przepraszam za to...
________________________
Po lekturze KD, wyslaniu mojej mamie watkow Juniperus (Juniperus, tchniesz nadzieje w kazdego, dziekuje Ci za to...), moja mama byla pod ich wrazeniem. Mimo tylu lektur o zyciu po smierci, Nieznanych Swiatach i osobistych przypadkach, dopiero teraz chyba znow jakby zainteresowala sie tematem i nim uspokoila :) I teraz najnowsze nasze historie ;)
Moja mama jest znow w szczesliwym zwiazku. Tym dziwniej bylo mi po snie, ktory byl chyba w styczniu.. Jestem ja, siostra, mama i od baaardzo dawna nie sniacy mi sie D. Przepelnia mnie ciekawe uczucie - bycia po prostu dzieckiem tych dwojga, jestem razem z siostra i jestesmy takie beztroskie...a pomiedzy tymi dwojga, moja mama i D, jest ta wspaniala chemia, D. usmiecha sie szelmowsko do M., podaje jej jakas szklanke, ja wiem, ze to afrodyzjak ;). M. plonie na twarzy, wstydliwie zerka, czy dzieci nie widza. A mnie przepelnia radosc, ze moi rodzice sie tak kochaja! Budze sie i az mi glupio, bo wiem, ze moja mama jest juz z kims innym, a mi sie tu jeszcze sni D. razem z nia :)...
Po kilku dniach rozmawiam z M., mowi do mnie, nie uwierzysz co mi sie snilo.. snil mi sie D! Od razu zapytalam ja - kiedy?. Okazalo sie ze tej samej nocy, co moj sen.
Snil jej sie D., patrzyl na nia wzrokiem pelnym milosci i pozadania. Obudzila sie i przytulila do obecnego partnera, proszac w myslach D., zeby jej tak nie robil i tak jej sie nie snil, bo jej az glupio przy obecnym partnerze.
Potem myslala o D. caly dzien. W trakcie odkurzania domu i myslac o D. nagle, bez powodu wylaczyl sie jej odkurzacz. Zaczela sie smiac sama do siebie i do D., mowiac mu, ze jesli ma dawac jej takie smieszne znaki, to niech da jej jeszcze trzeci do kompletu.
Wsiadajac do auta, zapominajac w sumie o D., wlaczyla radio. Radio szwedzkie, w ktorym leca jedynie szwedzkie utwory badz rock. A tu NIEMIECKA piosenka. Tak ja to uderzylo, ze od razu przypomnialo jej sie o prosbie o trzeci znak. Piosenka traktowala tez o milosci.
Sa to rzeczy, ktore raduja serce, mimo, ze i tak usilnie wmawiamy sobie potem, ze to jedynie przypadek.
________________________
Co do mnie i moich snow - czasem mam je bardzo kolorowe, az nie chce sie z nich budzic, tak mi tam fajnie... Ale czasem trafiaja sie sny, ktore sa jakby prorocze, jak np. ten, sprzed kilku miesiecy. Stoje przed jakas kobieta, ktora mowi do mnie, ze jej i tak juz wszystko obojetne i nic nie ma sensu. Ma raka brzucha i juz jej niewiele pozostalo...Przenika mnie uczucie ogromnego smutku i zalu dla tej kobiety, emocja jest tak ogromna, ze az sie budze... jest 4 rano. Tego samego dnia dowiaduje sie, ze w tych godzinach rannych zmarl moj daleki kuzyn, ktory mial raka trzustki (o czym nie wiedzialam). Pozniej snil mi sie on, ze stal na parkingu, chcialam go przytulic i pozegnac, ale balam sie, ze go tym skrzywdze, a on mowil do mnie "spoko, juz mnie nic nie boli". :)
________________________
W lutym tego roku zmarla moja psinka, 18letnia suczka. Musialam ja uspic. Jej choroba nasilila sie tydzien przed uspieniem. Poniewaz kochalam moja psia przyjaciolke calym sercen, ze smutku zaczelam intensywne przeczesywanie internetu - czy zwierzeta maja dusze?
Absolutnie nie jestem w stanie sobie przypomniec jak trafilam na fragment KD i dlaczego zaczelam ja czytac. Po prostu stalo sie. I to zmienilo moje zycie.
Juz od kilku miesiecy wszystko przewartosciowywalam, mam w sobie potrzebe pozbywania sie zbednych rzeczy, odciazenie mojego organizmu od chemii, przetworzonej zywnosci, chec ulzenia Ziemi, naturze, nie uzywajac chemikaliow, po prostu chec uproszczenia calkowicie swojego materialnego zycia i skupienie sie na przezyciach i emocjach...
KD tylko mnie w tym utwierdzilo, zamienilo jedynie slowo PRZEZYCIA i EMOCJE na DUSZA, DOBRO, SPOKOJ, itd....
Od dluzszego czasu tez zaczelam studiowac informacje o NWO, unikam mediow, bo wiem, ze to klamstow, ze to wszystko matrix, ze zlo chce zapanowac od wiekow nad swiatem, czuje po sobie, ze jestesmy w czasie przebudzenia...
Naprawde sama sobie nie umiem wytlumaczyc, dlaczego, jak to sie stalo, ze w ciagu niecalego roku, to co mialam w glowie, zmienilo sie o 180 stopni! Jeszcze rok temu bylam zwykla dziewczyna, podniecajaca sie nowinkami sklepowymi i ogladajaca wiadomosci w tv...
Teraz mnie juz takiej nie ma! Od zawsze bylam osoba spokojna, jestem typowym OBSERWATOREM, cichym, kochajacm nature i zachwycajacym sie promieniami slonca. Ale teraz zaczelam widziec WIECEJ i to jest z jednej strony cudowne a z drugiej przerazajace, bo juz wiem, ze nic nie bedzie dla mnie takie jak kiedys :)
Czytajac Was, najpierw poczulam wielkie zalamanie i beznadziejnosc, ze jestem jeszcze na tak dalekim etapie, niektorym z was wrecz zazdroscilam, kontaktow z opiekunem, itd. Ale wiem, ze to nie tedy droga - jestem osoba niecierpliwa i to moja lekcja - aby nauczyc sie cierpliwosci. A wszystko przyjdzie z czasem.
Kto szuka, ten znajdzie, to mnie pociesza, a ja szukam :)...
Wczoraj zakupilam na rivail troche ksiazek... Ale nie stresuje sie - chce ze spokojem i dobrem sprobowac przejsc przez to zycie i dziekuje Wam za to, ze jestescie, ze wiem, ze nie jestem sama, ze moge sie do Was zwrocic.

Dziekuje.
Nie wiem nic, nie pragnę niczego...
Awatar użytkownika
Jagoda_
 
Posty: 14
Rejestracja: 10 mar 2016, 13:16

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: atalia » 10 mar 2016, 14:27

Nie będziemy zli. Mnie się ciężko wybija polskie znaki na moim laptopie, więc tez często są pominięte.
A poza tym witaj. :)
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 12:30

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: danut » 10 mar 2016, 15:33

Jesteś bardzo dobrym obserwatorem. Witaj! :)
danut
 
Posty: 6760
Rejestracja: 27 paź 2015, 09:27

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: Darel » 10 mar 2016, 15:48

Witaj na forum. Pięknie się tutaj nam zaprezentowałaś, cudowne świadectwo drogi, którą już przebyłaś. Mimo młodego wieku widać, że wiele lekcji życiowych już odebrałaś.
Bardzo dobrze się czyta Twoja wypowiedź, przemknąłem przez nią tak płynnie, że nie zwracałem nawet uwagi na znaki diakrytyczne, pędziłem naprzód ciekawy tego co jeszcze masz do powiedzenia :)

Witaj jeszcze raz!
:chico:
Narodzić się, umrzeć, odrodzić ponownie i wciąż się rozwijać - takie jest prawo
Darel
 
Posty: 175
Rejestracja: 22 mar 2014, 16:12

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: Xsenia » 10 mar 2016, 15:58

Witaj serdecznie :)
O polskie znaki się nie przejmuj, jest tu kilka osób piszących zza granicy i też nie mają polskich znaków :)

świetnie, że udało ci się tutaj trafić. KD wielu osobom otwiera szeroko oczy, mnie też otworzył :D
Nie przejmuj się, że ktoś jest dalej, czy bliżej w rozwoju od ciebie. Każdy z nas ma własną drogę i własne tempo, i tak powinno być. :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: Hansel » 10 mar 2016, 16:27

Witam serdecznie :)
Narodzić się, umrzeć, odrodzić ponownie i wciąż się rozwijać - takie jest prawo
Awatar użytkownika
Hansel
 
Posty: 3766
Rejestracja: 13 gru 2014, 17:26

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: Pawełek » 10 mar 2016, 16:38

Witaj wśród nas Jagodo ;)

Bardzo się cieszę, że trafiłaś do nas, a przede wszystkim cieszę się z tego, że spirytyzm pomógł Tobie jak i Twojej matce zrozumieć pewne sprawy związane ze śmiercią, dzięki czemu na pewno ukoiło to Wasz ból po stracie.

Jeszcze się z nim spotkacie, nie martwcie się o to :)

Pozdrawiam!

Ps. Tak - zwierzęta mają dusze ;)
Awatar użytkownika
Pawełek
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 1941
Rejestracja: 27 kwie 2015, 21:36
Lokalizacja: Śląsk

Re: Witam, jestem tu nowa :)...

Postautor: Pablo diaz » 10 mar 2016, 17:31

Witaj Jagódko :)
Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Następna

Wróć do Witamy!

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości