,,W „Księdze Duchów" Allan Kardec, założyciel doktryny spirytystycznej (kardecyzmu), oświadczył, że „śmierć, jako naturalny fenomen, posiada swoje prawa. Cierpienie samobójcy jest samowolnym zerwaniem tych praw. To jakby zerwać z drzewa zielony owoc". Samobójstwo jest więc widziane w spirytyzmie jako przekroczenie Prawa Naturalnego. Nie chodzi tutaj tylko o prawo moralne, ale o prawo biologiczne, co duszy samobójcy przynosi straszne cierpienie. Dla wyznawców kardecyzmu istnieje pewne specjalne połączenie między ciałem a duszą, i kiedy poprzez samobójstwo połączenie to zostaje zerwane, to dusza zachowuje jeszcze wiele z cielesnej siły, która zazwyczaj, poprzez śmierć naturalną, samorzutnie by osłabła. Jako że przed rozdzieleniem się ciała od duszy nie został oznajmiony żaden wcześniej zapoczątkowany rozpad, samobójstwo powoduje przedłużenie się zamieszania w duszy osoby, która odebrała sobie życie, pozostającej dalej w iluzji, że pozostaje żywa. Związek pomiędzy duchem i ciałem samobójcy pozostaje mocny i powoduje pewien rodzaj oddźwięku stanu fizycznego na aktualny już stan duchowy zmarłego, co powoduje, że czuje on np. skutki rozkładu jego ciała, czego doświadcza poprzez uczucie rozpaczy i horroru. Kiedy się czyta książki spirytystyczne, można znaleźć w nich wiele relacji dotyczących właśnie samobójców, którzy chociaż byli już zmarli, to czuli np. jak robaki drążyły ich ciała. Według „Księgi Duchów" Kardeca stan ten może trwać tak długo, jak długo trwałoby życie, które poprzez samobójstwo zostało przerwane.,,
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3948