Im większą wiedzę zdobywasz, tym bardziej sie z tym oswajasz. Nawet jeśli to wiedza tylko i wyłącznie o sobie samym. Na podstawie analizy swojego własnego zachowania, można się zorientować, gdzie leży błąd i go rozpracować.
W sumie też mam teraz jeden problem ze sobą i nie wiem dlaczego reaguję tak, a nie inaczej. Jeśli się nie obrazisz Pawłeku to opisze w skrócie mój problem.
Od kilku miesięcy moja koleżanka z pokoju zaczęła ośmieszać naszego współpracownika, który był nieoficjalnym kierownikiem. Zaczęła wyszukiwać jego i moich błędów. Gdy się myliła, to wzruszała ramionami i zostawiała temat. Natomiast jeśli się okazywało, że to rzeczywiście błąd któregoś z nas, to robiła awanturę na całą firmę(nawet jeśli ten błąd naprawiało się dwoma zdaniami do spawacza). I w sierpniu prezes zrobił z niej oficjalnego naszego kierownika. Ja się wściekłam, przyznam szczerze. Prezes wybrał też najgorszy czas do poinformowania o tym. Bo mój kolega był wtedy na urlopie, a ja za dwa dni zaczynałam urlop. No i tu zaczyna się mój problem. Ogólnie jestem w stanie z nią pracować i rozmawiać na tematy pracy. Jedyne co wpływa na mnie jak czerwona płachta na byka, to udzielanie mi przez nią "dobrych rad", wysyłanych do połowy firmy, np. że powinnam konsultować rysunki standardowe z warsztatem. Gdzie rysunki te są zawsze konsultowane z każdym zainteresowanym, zanim trafią na serwer do standardów. Ale taki mail zwraca uwagę, że akurat ja tego nie robię. Co może sugerować, że w standardach są rysunki nie zweryfikowane.
Albo miałam zrobić rysunek ramy, ponieważ miałam jeszcze dwa inne rysunki do zrobienia, i dwa inne zadania do zrobienia (które dostawałam od kierowniczki), i dzień urlopu (który mi sama podpisywała) po tygodniu rysunek nie był jeszcze gotowy. A ona wysłała maila do mnie i do inżynierów projektu "dlaczego ten rysunek nie jest jeszcze gotowy?". Tak jakbym przez całe 4 dni nic nie robiła, tylko się leniłam z nogami na biurku. Według mnie psuje mi opinię w firmie. Według innych pracowników reaguję zbyt emocjonalnie, bo tak naprawdę i tak mi nic nie grozi (prezes jest bardzo dobrym menagerem).
Zazdrosna o stanowisko nie jestem, nigdy nie miałam ambicji to bycia kierowniczką. Z tą koleżanką miałam dotychczasowo dość dobre stosunki (aż do czasu gdy została kierowniczką). Dlaczego więc ona tak na mnie wpływa? Mam wrażenie, że budzą się we mnie demony, gdy ona każe mi się doszukiwać jej "dobrych zamiarów", bo przecież ona wytyka mi błędy (zwłaszcza przy innych) tylko po to by firma lepiej działała. Wyciąga na wierzch całe zło jakie mam w sobie i to mnie przeraża. Od sierpnia szukam pracy.
