Nie pamietam co bylo wczesniej przed tym pomieszczeniem. Najdalej w stecz siegam do momentu jak wchodzimy do tego pomieszczenia/przestrzeni. Poruszalam sie na koncu calej grupy.
Moze powiem jak doszlo do tego, ze "pamietam". Od 2-3 roku zycia zaczelam pamietac wszystkie moje sny i tak jest do dzisiaj. Miewam takie sny, ktorymi moge sterowac, ponoc zwane snami kontrolowanymi. Zyje na tym swiecie juz troche i mysle, ze jestem tu na forum jedna z nie licznych osob w moim wieku

. Ale dla mnie to nie ma znaczenia poniewaz czuje i zachowuje sie jakby moja dusza, czyli ja , nie miala wieku stosownego dla wieku ciala. Co do pamieci tego co bylo przy wejsciu na ten swiat: to, ze bylam w wozku (od momentu zauwazenia swiatla przez powieki) i ta cala sytuacje mam w pamieci od zawsze. Ostatnio (tzn. 2-3 miesiace) zastanawialam sie jak to jest, ze pamietam tak wiele z okresu od 3 roku zycia, a nie moge zapamietac obecnej wiedzy jaka jest mi potrzebna. Szlag mnie trafia jak sobie pomysle, ze tak niby nie istotne rzeczy, ktore sie wydarzyly siedza mi w glowie, a to co potrzebuje juz sie nie miesci. I tak sobie doszla do wniosku, ze jesli pamietam tak wczesne wydarzenia, to powinnam gdzies to miec w glowie co bylo wczesniej. Nie naciskalam na swoje zwoje i nic nie wymyslalam. Poprostu ta pamiec wrocila i jestem pewna na 100%, ze to bylo realne. To nie byl sen. Wracam myslami caly czas do tego co bylo po tamtej stronie, ale nic nie ma wiecej. Moze pozniej otworzy sie kolejna zaslona.
Nie napisalam jeszcze co czulam w momencie wessania mnie w inny wymiar. Otoz gdy stalam przed tym ostatnim obrazem poczulam jak mnie ciagnie , moje cialo/niecialo w miejscu tuz pod zebrami az docierajac do kregoslupa. Czy to tzw. splot sloneczny? Jakbym miala w tym miejscu jakas kotwice (?), za ktora mnie wciagnieto. To moje takie ziemskie odczucie. Mam to wrazenie caly czas.
No to sie nagadalam.

Nigdzie o tym nie pisalam tak obszernie, bo faktycznie nie ma gdzie. W moim srodowisku wiedza o tym tylko 3 osoby, w tym jedna jest tylko pewna, ze mi wierzy. Sama bym nie wierzyla.
