Konsekwencje mogą dotknąć dzieci w przypadku, gdy para je posiada. By tego uniknąć, ludzie powinni bardzo dobrze poznać się wzajemnie, zanim stworzą trwały związek. Powinni wiedzieć jak żyć razem, co czasami wymaga, aby jeden z partnerów zrezygnował z pewnych zachcianek na rzecz drugiej osoby.Konsekwencje mogą dotknąć dzieci w przypadku, gdy para je posiada. By tego uniknąć, ludzie powinni bardzo dobrze poznać się wzajemnie, zanim stworzą trwały związek."
Taaaaak. Sęk w tym że człowiek w wieku osiemnastu- dwudziestuparu lat nie jest w stanie tak naprawdę zadecydować o swoim życiu. myślisz sobe-tak to ta jedyna/ten jedyny na całe życie. Dobiegając czterdziestki masz już inny pogląd na życie, na świat, na istnienie... I nawet jeżeli związek się nie rozpadnie to niekoniecznie jest to to samo co kilkanaście lat wcześniej. Czysto hipotetycznie: niejeden/niejedna z nas marzy o tym żeby cofnąć czas. Zrobiłbym/zrobiłabym inaczej... ale czy na pewno? Wybór którego dokonaliśmy z jednej strony boli teraz po latach a z drugiej przyczynił się do tego co mamy najcenniejsze (np. dzieciaczki). Patrząc z tej strony już nie chcemy cofać się w przeszłość... choć żyć też nie jest łatwo. A może w tzw międzyczasie szukając pomocy, rozwiązania problemów tkwiących głęboko w duszy( że się tak wyrażę) poznaliśmy smak miłości i zrozumienia? Tej, jak się wydaje, prawdziwej miłości? Która nie znika z serca mimo upływu miesięcy, lat.... A może to tylko fatamorgana, albo wystawianie nas na próbę, albo złośliwości duchów niesprzyjających nam...?Chowamy się w sobie, żyjemy tu i teraz tak, byle tylko żyć. A w myślach i w wyobraźni żyjemy tak jak sobie to wymarzyliśmy.... A czas płynie.... Depresja? Możliwe. Załamanie? Pewnie tak. Ale mimo wszystko robimy dobrą minę do złej gry. Potrafimy się spiąć w sobie i tak naprawdę żyć w dwóch światach... Czy to jest dobre? pewnie nie. Zdajemy sobie z tego sprawę ale mimo wszystko tak żyjemy. Czy w tej sytuacji pomoże jakikolwiek lekarz? Wątpię. Pozostaje nam tylko żyć dalej tylko co jest w tej sytuacji dobrem a co złem? Rodzina której nie chcemy zawieść, którą musimy pielęgnować i dbać o nią bo takie jest nasze zadanie w tym życiu, czy pomyśleć tylko o sobie i dać się ponieść miłości... I co nie zrobisz będzie źle dla jednej albo drugiej strony... Czy czeka nas za to jakaś kara na tzw sądzie ostatecznym? Czy przez to nie pomagamy sobie w duchowym rozwoju? Tak wiele pytań... I tak naprawdę odpowiedzi otrzymamy po śmierci... albo i nie....
I jeszcze piosenka. Wiem że to nie ten dział ale bardzo w temacie... przynajmniej dla mnie ... dziś...
https://www.youtube.com/watch?v=2UQ8ARNGJTA
Pozdrawiam, Mariusz
