Witam serdecznie,
jestem nową osobą. Zarejestrowałam się tutaj ponieważ szukam odpowiedzi.
Świat spirytyzmu jest mi obcy. Nie interesowałam się nigdy tym tematem.
Wiele lat temu, kiedy kończyłam studia, udałam się do poleconej mi przez koleżankę pani numerolog. Traktowałam to pół serio, na zasadzie nie zaszkodzi. Według koleżanki ta pani miała wyliczyć z mojej daty urodzenia jaka czeka mnie przyszłość zawodowa, czy i gdzie znajdę fajną pracę. Miała też zmienić mój podpis, tak abym podpisując się na różnych dokumentach przyciągała do siebie pieniądze.
Tak też było na tym moim spotkaniu. Niestety w pewnej chwili ta pani odeszła od scenariusza i zaczęła wykrzykiwać, że jestem osobą przyciągającą do siebie duch i że one działają na moją niekorzyść. A najbardziej jeden z nich, złośliwy i wściekły że ja żyję a on nie. Bylam zdumiona, dałam się zmanipulować (albo i nie) i wymieniałam tej pani wszystkie zmarłej osoby, które znałam za życia. Tym złym duchem miał być mój kolega, który zmarł na nowotwór w drugiej klasie szkoły podstawowej. Fakt - byliśmy zaprzyjaźnieni od kołyski.
Wyszłam stamtąd i postanowiłam zapomnieć o sprawie.
Dodam, że skończyłam psychologię i jestem raczej osobą twardo stąpającą po ziemi. Jednak do dziś w moim życiu osobistym się nie układa.
Przeszłam terapię własną, na której przerobiłam również i tamto spotkanie. Wiem czym jest silna sugestia, która wypala mózg i zmusza ich do postępowania tak aby spełniały się słowa osoby, która je wypowiedziała.
Napisałam o tym kiedyś na forum spirytystycznym Gazety Wyborczej, gdzie dostałam bardzo pozytywne wsparcie. Ludzie pisali, że dzieci nie są złośliwymi duchami, a ta kobieta chciała ode mnie wyciągnąć pieniądze.
Dlaczego do tego wracam?
Przechodzę do sedna:
Dopiero miesiąc temu opowiedziałam o tej sprawie mojej Mamie. Troszkę chciałam się pożalić na los, na to nie udane życie osobiste i pół żartem powiedziałam, że to wina duchów, które złośliwie mi w życiu mieszają. Myślałam, że się roześmieje i powie, że głupoty gadam.
Jednak moja równie mocno co ja - stąpająca po ziemi Mama, bardzo spoważniała. Powiedziała mi coś czego nikomu dotąd nie mówiła, bo bała się, że zostanie wzięta za wariatkę.
To co się stało miało miejsce ok, 6 lat temu, na rok przed śmiercią mojej Babci. Zdarzenie miało miejsce w kuchni. Babcia siedziała przy stole i rozmawiała z Mamą, która stała przy zlewie i zmywała naczynia.
Mama zmywała kiedy nagle kątem oka zobaczyła jak po jej lewym ramieniu schodzi na ziemię czarny cień - kiedy cień ten znalazł się na podłodze - Mama nagle poczuła się lekka, szczęśliwa, spokojna, jak gdyby z jej ramion spadła tona trosk. Niestety czarny cień natychmiast znowu wspiął się po Mamy nogach, na jej ramiona i Mama poczuła się przybita, ciężka, smutna, jak gdyby ktoś zrzucił na nią znowu wielki ciężar i smutek.
Babcia nic nie zauważyła tylko prowadziła rozmowę jak gdyby nigdy nic.
Mama wstydziła mi się to opowiedzieć.
Czy to możliwe, ze jesteśmy jakoś rodzinie obciążone jakąś klątwą, jakimś złym duchem? Dodam, że ani Mama, ani Babcia nigdy nie miały specjalnie udanego życia osobistego...
Gdzie się udać? Kogo zapytać o radę?
Będę wdzięczna za odpowiedzi, porady, wskazówki.
G.

