Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Rozwój nauki, naukowe ciekawostki, pseudo i paranauki. Sprytne i ciekawe rzeczy, badania i doswiadczenia.. Pisz o swoich zainteresowaniach.

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: Mirek » 28 paź 2014, 11:13

atalia pisze:Bardzo sensowna i wyczerpująca wypowiedz, Lukasie.
Mirek, miarkuj, co mówisz, bo twierdzeniem, ze farmakologia nie jest potrzebna możesz komuś naiwnemu krzywdę wyrządzić!
A tak w ogóle to wierutnym bzdurom mówimy zdecydowane NIE!

Zaobserwuj ludzi wychodzących z apteki. Jak zobaczysz, kto dłużej choruje z większą reklamówką wychodzi. Co może o tym świadczyć? To że farmaceutyki są potrzebne i dlatego kupuje więcej, czy dlatego, że są małoskuteczne choroba postępuje i trzeba zwiększać dawki?
Jak czegoś nie wiesz, to pytaj, a nie zasłaniaj się, że ktoś bzdury pisze.
„Osądzanie, obrazy i jakakolwiek wewnętrzna agresja wobec siebie jest ukrytym życzeniem sobie śmireci."
Awatar użytkownika
Mirek
 
Posty: 4398
Rejestracja: 25 cze 2014, 13:52
Lokalizacja: Śląsk

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: 000Lukas000 » 28 paź 2014, 12:42

Mirek pisze:
atalia pisze:Bardzo sensowna i wyczerpująca wypowiedz, Lukasie.
Mirek, miarkuj, co mówisz, bo twierdzeniem, ze farmakologia nie jest potrzebna możesz komuś naiwnemu krzywdę wyrządzić!
A tak w ogóle to wierutnym bzdurom mówimy zdecydowane NIE!

Zaobserwuj ludzi wychodzących z apteki. Jak zobaczysz, kto dłużej choruje z większą reklamówką wychodzi. Co może o tym świadczyć? To że farmaceutyki są potrzebne i dlatego kupuje więcej, czy dlatego, że są małoskuteczne choroba postępuje i trzeba zwiększać dawki?
Jak czegoś nie wiesz, to pytaj, a nie zasłaniaj się, że ktoś bzdury pisze.


Kiedyś te same choroby, na które farmaceutyka zwiększa dziś dawki, nie było w ogóle lekarstwa, więc jak najbardziej na plus.
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: atalia » 28 paź 2014, 12:43

Bo to sa wierutne bzdury, wystarczy spojrzec na statystyki , zeby zobaczyć o ile wzrosła długośc życia w krajach rozwinietych. Pewnie żyją dłuzej na skutek odczyniania uroków.
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 12:30

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: 000Lukas000 » 28 paź 2014, 12:53

Polecam również przeczytanie tego artykułu, powiem wam że jakoś mam większe zaufanie do dzisiejszej medycyny.
I chyba wybrał bym chemię niż upuszczanie krwi :lol:

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5669
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: Xsenia » 28 paź 2014, 13:00

Witaminy A, E, C, B komplet. Tabletki na trawienie, na opróżnienie, na odwodnienie organizmu, na odkwaszenie organizmu. Tabletki na sen, na pobudkę. Tabletki na depresję, na melancholię. Tabletki na stres, na pamięć. Tabletki na magnez, na cynk, na żelazo. Tabletki na serce, na układ moczowy, na nerwy, na mózg.

I to wszystko tylko profilaktycznie, nie daj Boże, jak się zachoruje...

Jakby nie można było zmienić diety, herbat.
Nigdy nie będę uważała, że zioła są 100% bezpieczne. Ale zamiast stosować tysiąca sztucznych tabletek wolę wypić herbatę, dosypać zmielone zioła do potrawy.

Nie odrzucam farmakologii, ale podchodzę do niej z rozumem. Już piszę dlaczego:

Sytuacja pierwsza: styczeń. Mój chory na alergię i astmę syn zaczyna mocno kaszleć. Jakby miał silne zapalenie płuc. Ponieważ jesteśmy na feriach u dziadków idziemy do lekarza ze wsi. Lekarz przepisuje bardzo silny antybiotyk w zastrzykach 2x dziennie przez tydzień. Po tygodniu przedłuża do 2 tygodni zastrzyków. Syn jako tako z tego wychodzi.
Luty. Syn zaczyna chorować identycznie jak w styczniu. Kaszle tak jakby chciał płuca wypluć. Idziemy już do naszej pani doktor. Lekarka: spróbujemy go wyleczyć inhalacjami. Miał antybiotyk więc na razie nie damy mu nowego. Po dwóch dniach natychmiastowa poprawa stanu zdrowia. Dziecko wyzdrowiało bez antybiotyków, tylko na inhalacji. I po co ja maltretowałam syna zastrzykami 2x dziennie przez 14 dni????

Sytuacja druga: miałam obfity i długotrwały okres, ciągle nawracające anemie, ogólne osłabienie organizmu. Ginekolog: nie poradzę, do endokrynologa. Endokrynolog, po 5 dniach w szpitalu na badaniach: "taka pani uroda" (cytat dokładny). To, że się wykrwawiałam co miesiąc, to ma być dla mnie normą, bo "taka moja uroda".
3 miesiące temu wpadłam na informacje o krwawniku i taszniku. Wiem, że w nadmiarze są to rośliny trujące. Piję zmniejszoną dawkę (szklankę dziennie). Mój okres znormalniał, skrócił się, nie wykrwawiam się tak bardzo. I pomogły mi zioła, o których informację znalazłam sama. NIE LEKARZE, którzy tylko rozłożyli ręce.

Każdy ma prawo stosować co chce. Lekoholikami też można być, jak się lubi. Ja wolę wierzyć ziołom.
Mięta, szałwia, krwawnik, tasznik, oregano, majeranek, skrzyp, dziurawiec, czystek, żyworódka, lipa, malina, tymianek, cząber, czarny bez, pinia, melisa to są zioła, które zawsze mam w domu. Większość z nich moja matka zbiera i hoduje sama. I ciągle poluję na macierzankę :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: 000Lukas000 » 28 paź 2014, 13:24

Xsenia pisze:Witaminy A, E, C, B komplet. Tabletki na trawienie, na opróżnienie, na odwodnienie organizmu, na odkwaszenie organizmu. Tabletki na sen, na pobudkę. Tabletki na depresję, na melancholię. Tabletki na stres, na pamięć. Tabletki na magnez, na cynk, na żelazo. Tabletki na serce, na układ moczowy, na nerwy, na mózg.

I to wszystko tylko profilaktycznie, nie daj Boże, jak się zachoruje...

Jakby nie można było zmienić diety, herbat.
Nigdy nie będę uważała, że zioła są 100% bezpieczne. Ale zamiast stosować tysiąca sztucznych tabletek wolę wypić herbatę, dosypać zmielone zioła do potrawy.

Nie odrzucam farmakologii, ale podchodzę do niej z rozumem. Już piszę dlaczego:

Sytuacja pierwsza: styczeń. Mój chory na alergię i astmę syn zaczyna mocno kaszleć. Jakby miał silne zapalenie płuc. Ponieważ jesteśmy na feriach u dziadków idziemy do lekarza ze wsi. Lekarz przepisuje bardzo silny antybiotyk w zastrzykach 2x dziennie przez tydzień. Po tygodniu przedłuża do 2 tygodni zastrzyków. Syn jako tako z tego wychodzi.
Luty. Syn zaczyna chorować identycznie jak w styczniu. Kaszle tak jakby chciał płuca wypluć. Idziemy już do naszej pani doktor. Lekarka: spróbujemy go wyleczyć inhalacjami. Miał antybiotyk więc na razie nie damy mu nowego. Po dwóch dniach natychmiastowa poprawa stanu zdrowia. Dziecko wyzdrowiało bez antybiotyków, tylko na inhalacji. I po co ja maltretowałam syna zastrzykami 2x dziennie przez 14 dni????

Sytuacja druga: miałam obfity i długotrwały okres, ciągle nawracające anemie, ogólne osłabienie organizmu. Ginekolog: nie poradzę, do endokrynologa. Endokrynolog, po 5 dniach w szpitalu na badaniach: "taka pani uroda" (cytat dokładny). To, że się wykrwawiałam co miesiąc, to ma być dla mnie normą, bo "taka moja uroda".
3 miesiące temu wpadłam na informacje o krwawniku i taszniku. Wiem, że w nadmiarze są to rośliny trujące. Piję zmniejszoną dawkę (szklankę dziennie). Mój okres znormalniał, skrócił się, nie wykrwawiam się tak bardzo. I pomogły mi zioła, o których informację znalazłam sama. NIE LEKARZE, którzy tylko rozłożyli ręce.

Każdy ma prawo stosować co chce. Lekoholikami też można być, jak się lubi. Ja wolę wierzyć ziołom.
Mięta, szałwia, krwawnik, tasznik, oregano, majeranek, skrzyp, dziurawiec, czystek, żyworódka, lipa, malina, tymianek, cząber, czarny bez, pinia, melisa to są zioła, które zawsze mam w domu. Większość z nich moja matka zbiera i hoduje sama. I ciągle poluję na macierzankę :)


No widzisz, a kiedyś, przyszła by znachorka, i zaleciła kurację, by wsadzić go do pieca chlebowego i odmówić 3 zdrowaśki.
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: Xsenia » 28 paź 2014, 13:39

Żadna normalna znachorka by tego nie zaleciła. Co najwyżej pod dwie pierzyny i na piec, a raczej zapiecek, jak to się wtedy mówiło.
To mi przypomniało jak dawno, dawno temu chorowałam na anginę. Miałam 40 stopni gorączki. Żadne leki jej nie zbijały. Pomogły dopiero 2 kołdry, koc, mokre skarpetki, okłady na czoło i herbata z liści maliny.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: 000Lukas000 » 28 paź 2014, 13:42

Xsenia pisze:Żadna normalna znachorka by tego nie zaleciła. Co najwyżej pod dwie pierzyny i na piec, a raczej zapiecek, jak to się wtedy mówiło.
To mi przypomniało jak dawno, dawno temu chorowałam na anginę. Miałam 40 stopni gorączki. Żadne leki jej nie zbijały. Pomogły dopiero 2 kołdry, koc, mokre skarpetki, okłady na czoło i herbata z liści maliny.


Dziś by tego nie zalecił nikt, ale wtedy była inna mentalność, i jeśli standardowe sposoby nie działały to "pomagano" w inny sposób.
Nawet realna wiedzy o ziołach dziś jest większa niż ta kiedyś, mimo iż zwykliśmy mówić że kiedyś wszystko było lepsze.

Polecam przeczytać sobie jak kiedyś to było gdy zioła i inne metody nie skutkowały

- Napalcie, kumo, w piecu do chleba. Trza dziewczynie zadać na dobre poty, to ją odejdzie.
Wdowa napaliła w piecu jak się patrzy i wygarnęła węgle czekając dalszych rozkazów.
- No, teraz - rzekła znachorka - położyć dziewuchę na sosnowej desce i wsadzić ją w piec na trzy zdrowaśki. Ozdrowieje wnet, jakby kto ręką odjął!
Istotnie, położono Rozalię na sosnowej desce (Antek patrzył na to z rogu izby) i wsadzona ją, nogami naprzód, do pieca.
Dziewczyna, gdy ją gorąco owiało, ocknęła się.
- Matulu, co wy ze mną robicie? - zawołała.
- Cicho, głupia, to ci przecie wyjdzie na zdrowie.
Już ją wsunęły baby do połowy; dziewczyna poczęła się rzucać jak ryba w sieci. Uderzyła znachorkę, schwyciła matkę obu rękami za szyję i wniebogłosy krzyczała:
- A dyć wy mnie spalicie, matulu!...
Już ją całkiem wsunięto, piec założono deską i baby poczęły odmawiać trzy zdrowaśki...
- Zdrowaś, Panno Mario, łaski pełna...
- Matulu! Matulu moja!... - jęczała nieszczęśliwa dziewczyna. - O, matulu!...
- Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami...
Teraz Antek podbiegł do pieca i schwycił matkę za spódnicę.
- Matulu! - zawołał z płaczem - a dyć ją tam na śmierć zaboli!...
Ale tyle tylko zyskał, że dostał w łeb, ażeby nie przeszkadzał odmawiać zdrowasiek. Jakoś i chora przestała bić w deskę, rzucać się i krzyczeć. Trzy zdrowaśki odmówiono, deskę odstawiono.
W głębi pieca leżał trup ze skórą czerwoną, gdzieniegdzie oblazłą.
- Jezu! - krzyknęła matka ujrzawszy dziewczynę niepodobną do ludzi.
I taki ogarnął ją żal za dzieckiem, że ledwie pomogła znachorce przenieść zwłoki na tapczan. Potem uklękła na środku izby i, bijąc głową w klepisko, wołała:
- Oj! Grzegorzowa!... A cóż wyście najlepszego zrobili!...
Znachorka była markotna.
- Et!... Cicho byście lepiej byli. Wy może myślicie, że dziewuszysko od gorąca tak sczerwieniało? To tak z niej choroba wylazła, ino że trochę za prędko, więc i umorzyła niebogę. To wszystko przecie w mocy boskiej”.

Jest to fragment opisujący jedną z metod z książki "Antek"

Osobiście chyba wole iść do lekarza :? I faszerować się lekami ;)
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: Xsenia » 28 paź 2014, 14:01

Zastanów się Lukas co piszesz i do kogo. Nie znajdujesz odpowiedzi to walisz poniżej pasa.
Jeśli tak chcesz widzieć naturalne sposoby leczenia twoja wola. Już mi cię trochę żal, ale to twoje życie i twoje zdrowie. Chcesz się paść sztucznymi lekami, które częściej szkodzą niż leczą, to proszę cię bardzo.
Moja mama w lato odstawiła wszystkie lekarstwa, które brała dotychczas. Nie są to leki podtrzymujące życie. Tylko leki ułatwiające życie. Po 3 miesiącach musiała do nich wrócić, bo organizm zareagował jak po odstawieniu narkotyków. Powiedziała wtedy jedną rzecz: "jak już zaczniesz brać leki to musisz je łykać do końca życia".
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Znaczenie medycyny konwencjonalnej i farmakologii

Postautor: 000Lukas000 » 28 paź 2014, 14:33

To nie jest poniżej pasa, takie były wtedy realia.
Ludzie zamiast się myć smarowali się mąką, bo woda była "szkodliwa".
A choroby postrzegano jako ingerencje demonów, najlepsze metody to były upusty, lewatywa, wymioty.
Albo metody bardziej drastyczne, tylko że dzisiejszą chemie zastępowano właśnie wsadzaniem do pieca lub jeszcze gorszymi zabiegami.

Dzisiejsza wiedza o ziołach, obejmuje naukowe badania nad nimi połączone z tą pożyteczną wiedza z tamtych czasów a odcięta została ta większość która była zwykłymi gusłami. Nie było wtedy większej wiedzy, to iluzja którą wpajają sobie pokolenia, że kiedyś było lepiej.

Dziś mamy lekarstwa, które leczą choroby które wtedy były jak dzisiejszy rak. Kiedyś chłop się zranił, wdała się gangrena, nie stać go było na nic, więc brał siekierę i sobie odcinał nogę, a następnie się wykrwawiał. Dziś jak coś złego się dzieje idzie do lekarza i ma zapewnioną opiekę i mimo wszystko, dostęp do tych leków też.

To że są skutki uboczne lekarstw, się zgodzę, ale zioła nie są w stanie wyleczyć wszystkiego, i lekarstwa są wtedy jedynym ratunkiem.
Są choroby na które medycyna nie zna lekarstwa, są leczone skutkowo a nie przyczynowo i lekarze są tego świadomi. Tutaj dopiero podejście medycyny spirytystycznej może wiele wnieść, ale nie mylcie tego podejścia z czasami średniowiecza, bo to była po prostu ciemnota.

Problem jest więc tylko w dwóch iluzjach, które tworzymy sami sobie, pierwsza to stwierdzenie "bo kiedyś było lepiej" a druga to to, że nie doceniamy tego co mamy, a zauważamy to wtedy kiedy to tracimy.

Podobnie z farmakologią, gdybyśmy nagle przestali brać leki i chodzić do lekarza, szybko byśmy do niego wrócili, bo byśmy zobaczyli prawdziwe skutki tych medykamentów.
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

PoprzedniaNastępna

Wróć do Nauka

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości