autor: konrad » 19 paź 2014, 23:05
Generalnie przewagą spirytyzmu nad innymi filozofiami jest to, że jedna z jego głównych zasad dotyczy tego, by nie przyjmować ślepo wszystkich jego twierdzeń, jeśli do nas nie przemawiają. Jeżeli zatem ktoś nie uznaje modlitwy, to ma do tego pełne prawo. Podobnie jeśli nie uznaje religijności... Ale tutaj spojrzałbym raczej na definicję słowa religijność... Jest czymś innym niż duchowość, o czym mówiliśmy dziś na kongresie medycyny i duchowości. Duchowość to otwarcie człowieka na poszukiwanie sensu życia, głębszego znaczenia w tym, co nas otacza. Religijność to z kolei wykonywanie pewnych praktyk, których działania nie rozumiemy, ale traktujemy je w sposób magiczny, czyli oczekujemy, że dzięki nim osiągniemy jakiś skutek.
Weźmy przykład modlitwy. Osoba religijna będzie ją odmawiała w sposób mechaniczny, bez zrozumienia słów... Zupełnie jak mantrę. Pewna powtarzalność słów i elementów tej modlitwy (w naszym kręgu kulturowym najlepszym przykładem jest tu różaniec), ma niby wzmacniać jej działanie. Oddziałuje jednak na człowieka, bo daje mu pewne poczucie bezpieczeństwa, które wynika z tej powtarzalności. Ludzie najczęściej modlą się albo ze strachu przed piekłem, albo w celu osiągnięcia jakiejś wymiernej rzeczy.
Jeżeli chodzi o ludzi uduchowionych, modlitwa ma inne znaczenie. My spirytyści wiemy, że istnieją duchy i że modlitwa jest tak naprawdę formą rozmowy z duchami albo z Bogiem. Za każdym razem płynie zatem z serca, jest spontaniczna. Owszem, czasem możemy wykorzystywać w modlitwie określony tekst, ale staramy się wsłuchać w każde słowo i odnieść je do naszej sytuacji. Dziś na kongresie mówiliśmy też m.in. o badaniach amerykańskich, w których wykazano, że modlitwa wpływa pozytywnie na zdrowie pacjentów, za których się modlimy, nawet jeśli o tym oni nic nie wiedzą. A zatem mamy tutaj też wymierne jej skutki, które warto badać głębiej.
Czy zatem warto odrzucać jakieś narzędzie a priori, tylko dlatego że korzysta z niego ktoś inny? Czy mam przestać kroić chleb nożem, tylko dlatego że kiedyś ktoś użył noża do zrobienia krzywdy innym ludziom? Modlitwa była źle rozumiana i dziś staramy się przywrócić jej sens w oparciu o wiedzę na temat świata duchowego. Ale jeśli kogoś nie przekonuje, nie musi z niej korzystać. Najważniejsze by chciał być lepszym człowiekiem, bo to jest główne przesłanie spirytyzmu - stawać się lepszym człowiekiem dzisiaj niż byliśmy wczoraj, a jutro lepszym niż jesteśmy dzisiaj.
Podobne rozważania można odnieść do innych aspektów, które łączy się z religią. W spirytyzmie nie ma mowy o Bogu osobowym, ale o pierwszej przyczynie wszechrzeczy... Obraz Boga jest bardzo deistyczny. Anioł stróż to z kolei słowo, które zastępujemy określeniem duch opiekun, pozbawionym konotacji religijnych, choć Kardec używał tego pierwszego, pewnie dlatego że przemawiało lepiej do współczesnych ludzi. Gdy mowa natomiast o Ewangelii, staramy się uratować jej przesłanie. Mniej istotne jest to, czy ktoś wierzy, że Jezus jest Bogiem, najbardziej rozwiniętym duchem, który żył na Ziemi, geniuszem, wyjątkowym człowiekiem, czy po prostu że w ogóle nie istniał i jest postacią mityczną. Liczy się to, że jego przesłanie jest ponadczasowe, a stosowanie jego zaleceń ma bezpośredni wpływ na nas samych i nasze zdrowie (np. gdy mówi o przebaczaniu).
Spirytyzm nie jest religią - jest filozofią życia, która dotyczy życia we wszystkich aspektach, a więc mówi także o sferach, które omawiały niegdyś religie. Ale czy mamy uciekać od tych aspektów tylko dlatego, że kiedyś mówili o nich księża? Czy mamy uciekać od nich, nawet jeśli widzimy w życiu codziennym ich skuteczność? Spirytyzm uczy mądrego zrozumienia duchowości, ale niczego nie narzuca. Każdy z nas może wybrać w nim to, co uważa za wartościowe.