Luperci Faviani pisze:Obserwator pisze:Wybór pomiędzy wojowniczym islamem a przywróceniem pozycji KrK w Europie jest w sumie żadnym wyborem.
Oczywiście nie chcemy powrotu świetności Św. Inkwizycji. Mam na myśli mniej radykalne rozwiązania. Na początek wystarczy, że ludzie będą demonstrować poparcie dla Kościołów. Nie trzeba opluwać w mediach wszystkich kapłanów przez jednego pedofila w sutannie. Pozwólmy, aby w szkołach i w urzędach wisiały krzyże, nie wściekajmy się, gdy procesja zablokuje drogę na 15 min, nie krytykujmy proboszcza za to, że ma dobry samochód. Starajmy się wesprzeć Kościół w dobrych rzeczach, które czyni dla swoich parafian i chwalmy to. Kto, jeśli nie my - Polacy - zapłaci za renowacje wielu katedr i pięknych kościołów, które są nie tylko miejscem kultu, ale także są spuścizną naszej kultury; wysyłajmy nasze dzieci na lekcje religii, aby uczyły się o wierze naszych przodków. Jeśli ktoś nie chce ochrzcić swojego dziecka, niech przynajmniej czuje się zobowiązany do wyjaśnienia mu dlaczego Europa jest chrześcijańska, a nie islamska, i co to w ogóle jest chrześcijaństwo...
Widzisz, to nie chodzi o tolerancję z mojej strony - to chodzi o brak tolerancji ze strony KrK przekładający się na moje życie.
Mnie osobiście jest wszystko jedno czy chodzi sobie jakaś procesja czy nie, czy wisi krzyż czy nie. Mieszkam w Częstochowie, która mniej więcej w sierpniu jest po prostu zakorkowana przez pielgrzymów. W porządku - ktoś chce, niech przychodzi i się modli na swój sposób. Krzyży jest tutaj więcej niż w całej Polsce, ale w porządku, nie przeszkadza mi to. Nie jestem wrogiem katolików, ale ... no właśnie ale...
Nie chciałem posyłać swoich dzieci na katechezę, ale została wprowadzona nawet w przedszkolach. Musiałem to zrobić, bo na czas kiedy katechetka nauczała o jedynie słusznej wierze, moje dzieci oraz kilkoro innych były wypraszane na korytarz i siedziały z dala od grupy. Tak potraktowano kilkuletnie dzieci. To spowodowało, że płakały i czuły że są "wyrzucane za drzwi" - bo tak rozumieją takie rzeczy małe dzieci. Ugiąłem się pod presją. Zgodziłem się na katechizację.
Teraz są w szkole podstawowej i nadal odbierają jedynie słuszne nauki. Jedna córka już nie chce tego - ale nie zdecyduje się na rezygnację bo: inni by ją wyśmiewali i nazywali kociuchem. Druga córka nie da mi powiedzieć złego słowa na jedynie słuszną wiarę, chociaż w wieku dwunastu lat nie potrafi w najmniejszym stopniu obronić jej argumentami. Po prostu mam się nie odzywać bo ona wierzy i już.
Drugi przykład. Moja żona musiała zrobić badania ginekologiczne. Nie chodziło o przerywanie ciąży ale z jakichś powodów lekarz zalecił jej przed tym badanie przyjęcie lekarstw hormonalnych mogących sprawić poronienie. Zdobycie ich zajęło mi niemal tydzień, bo klauzula sumienia nie pozwalała aptekarzom na handel tymi środkami. Dopiero klauzula zysku przełamała lody.
W moim mieście przekazano klasztorowi sporą część ziemi należącej kiedyś do miasta. Zaowocowało to zlikwidowaniem jednego z lepszych szpitali położniczych, bo obecnie ten budynek stanowi źródło dochodów klasztoru który wynajmuje go bankom.
Kwestia finansów publicznych - wydano gigantyczne pieniądze na remont parków leżących pod klasztorem (i będących w ich posiadaniu) z pieniędzy miasta, podczas gdy ludzie emigrują za pracą. Z ponad 300 000 tysięcy obecnie zostało trochę więcej niż 200 00 tysięcy starców i dzieci, bo młodzi wyjechali za pracą, a miasto wspomaga klasztor - jaka w tym logika ?
Wybacz mi Luperci, jeśli cię uraziłem, ale takie przykładny mógłbym mnożyć w nieskończoność. Dla mnie KrK na zawsze pozostanie jako organizacja drapieżną korporacją która zarabia na wierze innych i stara się narzucać swoje dogmaty na poziomie tworzenia prawa w państwie. Doceniam to, co robią poszczególne osoby w tym kościele (kierujące się empatią i chęcią niesienia pomocy innym ludziom) , ale jako organizacja kierowana przez biskupów, którzy żyją w pałacach (sic) nie przedstawia dla mnie wielkiej wartości - ani moralnej, ani nawet sentymentalnej. Nie chcę Islamu, tylko że nie dostrzegam możliwości ułożenie współżycia na zasadzie wzajemnej tolerancji z tak hierarchiczną nastawioną na prywatny zysk i trzymającą się dogmatów instytucją.