Achill miałam to nieszczęście, lub szczęście (w zależności jak na to spojrzeć

) pracować przez kilka lat w zakładzie przetwórstwa mięsa. Widziałam i wiem z czego są parówki i nie tylko parówki. W moim zakładzie najlepszym mięsem (mięsem, nie kiełbasą, mielonką czy parówkami) była polędwica, która miała w sobie tylko 70% mięsa. Zawsze w pracy śmialiśmy się, że z jednej świni w zakładzie robi się cztery (z 100kg mięsa wieprzowego powstawało 400kg produktów). Zakład, w którym pracowałam był dość dużym zakładem, dlatego teraz wolę kupować z małych masarni, gdzie nie stosuje się tyle chemii i innych dodatków (soja, warzywa i inne).
Mam doświadczenie z zakładu mięsnego, co dzieje się w piekarniach i innych ciekawych przetwórstwach też dowiaduję się od znajomych. Najbezpieczniej byłoby żywić się, tylko i wyłącznie tym, co się samemu wyhoduje i ugotuje. Tyle, że kto ma na to czas?