Znaki Anioła I cz.

Najlepsze miejsce do tego, by zacząć przygodę z naszym forum. Przywitaj się, napisz, kim jesteś, jak do nas trafiłeś...

Znaki Anioła cz.II

Postautor: bedrylo1@interia.eu » 11 maja 2014, 19:42

zdzislaw.bedrylo
31-01-2008, 19:40
W 1952 r.po zdaniu matury zostałem niespodziewanie wcielony do wojska..
Był to dla mnie szok i kara za odmowę wstąpienia do UB. Byly to okropne
czasy...Lata stalinowskiego reżimu...Wcielono mnie do słynnego 16 Pułku
Piechoty z Kołobrzegu z siedzibą w Krakowie.....Dowództwo było opanowane
przez ruskich oficerów....Nędza i głód i do domu daleko.....Stalinowskie
rosyjskie tradycje wojskowe...Tam też skończyłem roczną Szkołę Podoficeską.
Ponownie zapropowano mnie wstąpienie do rocznej Szkoły Oficerskiej do
wywiadu wojskowego..Tutaj również odmówiłem..T0 był 7-my znak Anioła...
Będąc w wojsku sam wpakowałem się w tarapaty...ponieważ w rozmowie z kolegami powiedziałem,że Lwów był zawsze polski...To wystarczyło aby w owym okresie stać się wrogiem ludu..W tym czasie można było trafić po sąd.
Skończyło się szczęśliwie po 20 dniach aresztu..To był 8-my znak Anioła....
Po powrocie z wojska 1954 roku ..studia..małżeństwo i praca.....
Zycie biegło normalnie....Praca..dzieci..nornalka......
W 1973 roku pojechałem do pracy w NRD w Magdegurgu....Praca dobra
ale współpracownicy nie ciekawi...co drugi był tzw.kontaktem operacyjnym SB...ale ja o tym nie wiedziałem...Każde słowo było przez nich odpowiednio
notowane i można było tam też nie żle wpaść w kłopoty.....To był 9-ty
znak Anioła.....
W grudniu 1973 r. wracałem z domu do Mgdebuga do pracy ,pociągiem
Na stacji Zgorzelec nastąpiło wykolejenie wagonu....W tym czasie ja
stałem w przedziale..Nastąpił ogromny wstrząs a ja uderzyłem się w głowę
w kant stolika przy oknie. Utrata przytomności i potworny ból..
Skutek wypadku był taki,że przyleżałem 3 miesiące w 3 szpitalach w Polsce
a następnie w Magdeburgu w Klinice Akademii Medycznej ,w lipcu tego roku
zrobiono mi trepanację czaszki..z usunięciem krwiaka...
Następstwem operacji było niezborność mowy..problemy ze wzrokiem i padaczka pourazowa....Same komplikacje i nieszczęścia....
Operacja po 3 godzinach udała się pomyśnie..przeżyłem i to był 10-ty znak Anioła....
Po powrocie do Polski..rehabilitacja..II gr.wypadkowa iwalidzka i dalsze problemy zdrowotne.....
Po 2 latach leczenia i rehabilitacji wróciłem do pracy ale na 1/2 etatu aż do emerytury.....
W między czasie ponowna operacja guza na jelicie grubym ..nie bylo ciekawe..bo istniało poderzenie nowotworu....Same kłopoty...Operacja
również przebiegła dobrze i to był 11-ty znak Anioła......
W między czasie bywały różne większe i mniejsze epizody z życia wzięte,ale
one nie były już takie istotne.....
Reasumując stwierdzam z pełną odpowiedzialnością,że mam osobistego
opiekuna duchowego,który mnie prowadzi......Dziękuję Bogu i jemu za opiekę....
Jako zadość uczynienie postanowiłem pomagać ludziom w każdej możliwej
postaci....Obojętnie w jaki sposób...wystarczy nawet uśmiech...dobre słowo....pomoc materialną...pomoc zabiegami Reiki..i wszystkie ,które innym pomagają....Muszę spłacić w ten sposób zaciągnięty dług Opatrznosci......
Zdzisław Bedryło
bedrylo1@interia.eu
 
Posty: 2
Rejestracja: 11 maja 2014, 15:04

Znaki Anioła I cz.

Postautor: bedrylo1@interia.eu » 11 maja 2014, 19:49

zislaw.bedrylo
31-01-2008, 13:30
Lwów, piękne i malownicze miasto. W tym mieście urodziłem się 75 lat temu. Moje dzieciństwo do czasów wojny 1939 było rodzinne i spokojne. Jestem jedynakiem spod znaku Ryby, co w przyszłości zaważyło pośrednio w moim życiu. Byłem samotnikiem od czasów dzieciństwa, takie to było uwarunkowanie w moim życiu. Lubiłem samotność. Rodzice pracowali, nie mieli czasu do właściwej opieki. Ojciec był motorniczym tramwaju, mama też pracowała...a ja byłem w Przedszkolu.. Mając 3 lata wsadziłem drut do gniazdka elektrycznego pod napięciem, nastąpiło zwarcie a mnie nic się nie stało - to był pierwszy znak opieki Anioła Stróża. Następne lata do 1939 roku były względnie spokojne, czyli normalne dzieciństwo z rodzicami. W czasie rozpoczęcia wojny 1939 roku, jako dziecko nie odczuwałem lęku pomimo ostrzału miasta, bombardowań i innych - miałem 7 lat.

Był dzień 8 września 1939r względnie spokojny dzień…mama powiedziała mi, abym poszedł po wodę do miejskiej studni na ulicy...(wodociągi nie działały).
W trakcie przechodzenia przez ulicę nadleciał niemiecki samolot i ostrzeliwał ulicę, pociski uderzały po kostce brukowej, jak iskry nie daleko od moich nóg, a mnie nic się nie stało. Do dzisiaj pamiętam iskry. To był drugi znak Anioła Stróża.
Okres wojny był straszny we Lwowie, brak żywności, środków czystości i stałe zagrożenia. Jako 11-13 latek stale byłem sam. Kolegów nie miałem, bo w naszym domu mieszkali kiedyś Żydzi, Ukraińcy. Rodzice pracowali, a ja chodziłem do szkoły na 2 - 3 godziny, bo tylko tyle można było, pozostały czas należało chodzić obowiązkowo na zbieranie złomu dla Niemców. ·W pozostałym czasie wałęsałem się po mieście....
Jako chłopiec nie miałem co robić i wówczas przychodziły mi do głowy głupie pomysły, które mogły skończyć się tragicznie, jak Np. chodzenie po balustradzie balkonów na III piętrze oraz chodzenie po krokwiach dachu i samym stromym dachu...I tutaj była ochrona anielska - to był trzeci znak Anioła Stróża.

Pewnego letniego dnia 1944 roku miałem zamiar skoczyć do jadącego tramwaju. Był ogromny tłok. Na stopniach nie było miejsca na wskoczenie, stopnie tramwaju były pełne stojących ludzi. Ja wskoczyłem i nie udało się...moje nogi znalazły się pod wozem. Mogło dojść do tragedii. Wówczas jakaś niespodziewana siła wciągnęła mnie do wnętrza wozu.
To był cud! Teraz wiem, że to był znak Anioła czwarty.

Najważniejszym zdarzeniem mojego życia stał się wypadek, który był przełomem i potwierdzeniem Anielskiej Opieki. W czerwcu 1941 roku Niemcy wkraczali do Lwowa. Trwał ostrzał artyleryjski miasta. Było południe...Ja z ojcem i drugim chłopakiem staliśmy na bramie budynku na ulicy...Tknięty intuicją mój ojciec zdecydował, aby udać się do schronu przeciwlotniczego w piwnicy. Tak też zrobiliśmy. Będąc już w drzwiach piwnicy nastąpił ogromny wybuch. W miejscu gdzie staliśmy z ojcem uderzył pocisk, który rozerwał bramę i zabił tego chłopaka, który pozostał na bramie. Widziałem i słyszałem ogromny huk i szczątki tego człowieka. Nam z ojcem nic się nie stało. To był cud i piąty znak Anioła.

Ten wypadek jednoznacznie potwierdza pomoc Opatrzności i Anioła Stróża. Nie każdy człowiek może jednoznacznie udowodnić, że istnieje Opatrzność Boska i Anioł Opiekuńczy. To jest dowód, który niedowiarkom może udowodnić, że ktoś nam pomaga.
W 1945 roku w ramach repatriacji wyjechaliśmy z rodzicami na Górny Śląsk do Chorzowa. Szkoła tj. Gimnazjum i Liceum przeszło bez specjalnych wydarzeń za wyjątkiem dnia pisania egzaminu maturalnego. Otóż tego dnia rano wezwano mnie do Miejskiego Urzędu Bezpieki, aby zaproponować mi wstąpienie do tej formacji. Odmówiłem i maturę zdałem bez trudności. To był następny szósty znak Anioła...
bedrylo1@interia.eu
 
Posty: 2
Rejestracja: 11 maja 2014, 15:04


Wróć do Witamy!

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość