W dyskusji, dialogu zawsze możesz spotkać oponenta. Ja ich spotykam w większości dyskusji. Najważniejsze dla mnie to to, że mój oponent nie jest moim wrogiem, i zawsze staram się wysłuchać oponenta do końca (czy też wyczytać

), bo może jego argumenty są logiczne i ja muszę zrewidować swoje poglądy. Nigdy nie uważałam, że zjadłam wszystkie rozumy. Jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić w moich ocenach i wnioskach. Nie muszę wygrywać w dyskusji, ale chciałabym by mój oponent przedstawiał logiczne argumenty. No, ale przy tym trzeba wysilić mózg. Trzeba przemyśleć różne rzeczy, ustosunkować się do danego tematu, znaleźć argumenty na podjętą decyzję. A jak przekonałam się wielokrotnie, dla wielu osób prawdziwe jest stwierdzenie, że "myślenie boli". Dlatego tak często jestem traktowana jako ktoś, kto rozpoczyna burdy (słowne oczywiście).
Jestem taka, ponieważ od dzieciństwa rodzice uczyli mnie logiki, logicznego myślenia i szukania argumentów. Mój mąż też jest doskonałym dla mnie oponentem. Dlatego w dyskusji z obcymi ja też wymagam myślenia. Co wielu się nie podoba, złoszczą się, bo nie potrafią zbić moich argumentów. I zazwyczaj dyskusja kończy się słowami "bo ty głupia jesteś!". Ot z tym hasłem nigdy nie mogłam walczyć, bo owszem im więcej się dowiaduję, tym bardziej sobie uświadamiam, jak mało wiem. "Wiem, że nic nie wiem" (jedno z moich mott).