Pamiętam imprezy rodzinne u babci i wujków, czyjeś urodziny czy inne święto... Wiadomo, stół, jedzenie, picie, rozmowy, żarty. Ja zawsze wpatrywałem się jako mały dzieciak w kasety czy potem już płyty jednego z wujasów mówiące co to za zespół i jaki album napisem na grzbiecie pudełek. Były to tytuły takie jak King Crimson, ELO, Jimi Hendrix, T Rex & Marc Bolan z przekrwionymi oczami, Joe Cocker z przećpaną twarzą na okładce, Iron Buterfly, Budgie (jak ja kochałem kawałek "Parents") no i właśnie Pink Floyd i ich "Wish you were here", "Division bell", "Dark side of the moon"... Były tego setki setki płyt i kaset, w dużej części nagrywane na sprzęt "za całą wypłatę" z radia wolna europa. Kasety "no name" z kilkoma utworami jakiegoś zespołu. Pamiętam jak dostałem w prezencie (jak to powiedział) "na czas nieokreślony" Finezję, to moja mini wieża poszła w odstawkę

Na tej Finezji odpalałem jego kasety. Potrafił siedzieć ze mną godzinami i ekscytować się muzyką i z taką pasją opowiadać o każdym nawet dźwięku, że nigdy mi się nie nudziło. Każdy kawałek był magiczny. Pamiętam do dziś jak mi powiedział, że gdzieś wyczytał o pewnej statystyce. Pytali się ludzi (pewnie w latach 80-tych) co by wzięli ze sobą na bezludną wyspę. Większość jak na hurrrraaa!!! że "Dark side of the moon" i nie ważne było że nie mieli by prądu ani sprzętu hehe. Okładka fajna. A pod okładką coś czego nie mogliby już posłuchać czyli najlepiej "zrobiona" technicznie/dźwiękowo płyta tamtych czasów prawdopodobnie do teraz bijąca część dzisiejszych rockowych albumów. O punkrockowych rymoplenio-szarpidruitach nie wspomnę.
Co do "Division bell"
http://el.wikipedia.org/wiki/%CE%91%CF% ... _front.jpg , pomiędzy twarzami widać katedrę. Jest to piękna, bodajże trzynastowieczna katedra mieszcząca się w najmniejszym "city" w Anglii na południowym wschodzie. Nie Town tylko City ponieważ posiada katedrę

Miałem przyjemność mieszkać w tym
pięknym zadupiu otoczonym polami i niezwykle nudną płaszczyzną. Pewnego razu przeprowadziłem się do wioski o nazwie Fordham i z okna mojego domku na kurzej łapce, mógłbym dorzucić kamieniem w fotografa gdybym tam mieszkał kilkadziesiąt lat temu.
Ale się rozpisałem

A Tangerine Dream znam bo mi wujas sprezentował (również na czas nieokreślony) płytę Alfa Centauri. Z tym to trochę przegiął

Potem dopiero odkryłem bardziej przyswajalne albumy.