Na imię mam Mateusz i mam 27 lat. Wychowałem się w wierze chrześcijańskiej, lecz z czasem moja wiara bardzo podupadła i pomimo, że dalej miałem przyszytą plakietke katolika to tak naprawdę niewiele mnie z nim lączyło, a Kościół był dla mnie miejscem rozmyślań o wszystkim tylko nie o tym co trzeba. Po kilku latach spędzonych na wyławiającym życiu materialnym zacząłem odczuwać pustkę. Kościół nie zdołał jej zapełnić, ponieważ filozofia, w którą niegdyś starałem się usilnie wierzyć była niewystarczająco zwięzła i zdawała się przeczyć sama sobie. Szukałem więc gdzie indziej. Tymczasem odpowiedź na moje pytania przyszła do mnie sama.W ubiegłym roku, gdy moja żona czekała w szpitalu na poród, zupełnie przypadkiem i przez pomyłkę do tej samej sali trafiła jej stara znajoma, która później zapoznała nas ze spirytyzmem. Spirytyzm odpowiedział na wiele moich pytań i przekonał mnie swą logiką. Jestem teraz na etapie wewnętrznej walki o to by umocnić fundament swojej wiary, gdyż po latach niedowiarstwa nie łatwo jest tak poprostu uwierzyć.Trudno jest tym bardziej,że nigdy nie miałem kontaktów z duchami a próby kontaktowania się z moim przewodnikiem duchowym nie przynoszą narazie żadnych efektów (choć mam nadzieję, że kiedyś mi się uda). Kolejna sprawa to walka z własnymi słabościami, gdyż za wiarą muszą iść czyny. Wyzbycie się egoizmu, pychy i lenistwa na rzecz miłosierdzia i pokory jest mi niezbędne by móc za jakiś czas szczerze nazwać się prawdziwym spirytystą
Może głupio to zabrzmi, ale mam nadzieję, że wy drodzy spirytyści pomożecie mi w chwilach zwątpienia i nie pozwolicie by iskra spirytyzmu rozpalona w moim sercu zgasła niepodsycona. Wiara jest jak ogień trzeba ją stale podsycać by zapłonęła w pełni, otaczając dusze swym cudownym blaskiem.
To tyle na początek

