autor: juniperus » 12 cze 2013, 13:22
Temat rzeczywiście w moim odczuciu jest niezmiernie ważny. Wielu ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy, jak bardzo alkohol ich zmienia. Nie pamiętają, ile krzywd wyrządzili innym w stanie nietrzeźwości i jak bardzo sami siebie ośmieszyli. Osobiście jestem przeciwniczką alkoholu. Sama nie piję alkoholu od 6 lat i nie dlatego, że kiedykolwiek miałam z nim problemy (bo nie miałam, wręcz od zawsze stroniłam od niego). Ciąża była powodem i okazją do całkowitej abstynencji, później okres karmienia, do dnia dzisiejszego nie piję z poczucia obowiązku wobec swojego dziecka. Matka, mająca pod opieką swoje dziecko musi być zawsze trzeźwa!! Nie jest dla mnie żadnym wytłumaczeniem, że jeden drink, czy piwo nie czyni pijanym. Zawsze może zdarzyć się sytuacja, że trzeba będzie zawieźć dziecko do szpitala, a czasu może nie wystarczyć na poszukiwanie trzeźwego kierowcy, czy oczekiwanie na pogotowie. Usiąść za kierownicą po alkoholu jest dla mnie jak zgoda na ewentualne zabójstwo, ponieważ jak inaczej można nazwać pijanego, potrącającego np. rowerzystę, czy wjeżdżającego w przystanek zabijając dzieci tam stojące? Rodzice odpowiedzialni to rodzice niepijący. Rodzic pijany nie potrafi zająć się swoim dzieckiem na tyle, ile tego wymaga, gdyż jego uwaga jest osłabiona, czasem wręcz całkowicie odwrócona.
Drugim powodem mojej abstynencji jest fakt, że alkohol nie jest mi do niczego potrzebny. Na weselu, czy przy innych okolicznościach, potrafię bawić się bez niego. Nie widzę powodu, dla którego miałabym doprowadzać się do zawrotów głowy, a następnego dnia do złego samopoczucia z powodu kaca. Czy naprawdę trzeba się ogłupiać, by się pośmiać, czy pobawić?
W powyższym artykule czytamy: "Te złośliwe uzależnienia są prawdziwymi katami nawet po odcieleśnieniu." Zgadzam się z tymi słowami całkowicie i jest to trzeci powód abstynencji. Widziałam ogromne cierpienia ducha alkoholika po śmierci jego ciała: potworny krzyk, lament, uczucie odrzucenia, odosobnienia, ból połączony z wizją rozkładającego się żywcem własnego ciała. Te uczucia towarzyszyły mu, gdy stał nad własnym grobem, żałując tego, co zrobił. Alkoholizm za życia doprowadził go do cierpienia własnego ciała i ducha oraz ogromu krzywd jakich dopuścił się względem swoich najbliższych. Krzywdy te pozostały przy nim w dalszym świecie duchowym.
Innym przykładem jest przypadek dwóch bardzo dobrych "kumpli", niestety od kieliszka również. Obiecali sobie wzajemnie któregoś dnia, że ten, który pierwszy umrze przyjdzie do drugiego i powie mu, jak jest po drugiej stronie. I tak się stało. Odpowiadając swemu przyjacielowi jeden z nich, po śmierci, powiedział tak: "wiesz, jest wspaniale, tylko bardzo nie lubią tam pijaczków".
W tym miejscu ktoś mógłby powiedzieć: no tak, ale artykuł jest o piciu dla towarzystwa, a Ty piszesz o alkoholizmie. Owszem. Każdy alkoholizm zaczyna się właśnie od picia dla towarzystwa. Później pije się samemu, co kilka dni, dalej już każdego dnia, aż przychodzi chwila, gdy nie można przestać. Wielu powiedziałoby: ja znam umiar i wiem kiedy przestać. Alkoholicy też tak mówili i wielu z nich do dziś nie czuje się alkoholikami, będąc przekonanymi, że mają nad tym kontrolę. To tylko złudzenia...
W artykule odnajdujemy również pytanie : "JAKI STOSUNEK POWINNIŚMY MIEĆ DO TOWARZYSKIEGO PICIA?"
Jeśli otacza nas towarzystwo nie stroniące od alkoholi, sprawa nie jest łatwa. Nierzadko odmawiając wypicia z nimi jesteśmy postrzegani za dziwnych, sztywnych, nietowarzyskich. Niejednokrotnie postrzegani możemy być jako odmieńcy. Nie zawsze bowiem towarzystwo okaże nam w tym względzie zrozumienie, akceptację i szacunek. Czasami niektórzy potrafią nawet obrazić się, słysząc odpowiedź odmowną na pytanie: "no co, ze mną się nie napijesz?". Ponieważ w pewnej chwili miałam dosyć ciągłych tłumaczeń mojej abstynencji, na spotkaniach "nakrapianych" pojawiałam się w roli kierowcy. To doskonałe tłumaczenie, które "zwalniało" mnie w oczach towarzystwa z picia i dawało mi tzw. święty spokój.
Niestety nie jest łatwo być abstynentem pośród pijących, ale nie jest to rzecz niemożliwa. Niejeden obraził się na mnie o to. Jeśli brak zrozumienia dla mojego wyboru w tej kwestii jest dla kogoś powodem do obrazy, to trudno - jego sprawa. Każdy odpowiada przed Bogiem za własne błędy.
Jak zauważyliście moje spojrzenie na tę kwestię jest bardzo ostre i stanowcze. Mam ku temu solidne powody. Zbyt wiele krzywd z rąk alkoholików moje oczy widziały i zbyt wiele sama przez jednego z nim cierpiałam, bym do tematu podchodziła łaskawiej. Patrząc na alkoholika jest mi jednak bardzo go żal, szczególnie, jeśli odrzuca pomoc... Przykro patrzeć jak niszczy siebie i innych.
Izabela
GG: 42074662
Ulecieć do góry na skrzydłach...