W tym przypadku chodziło mi tylko o konkretne sformułowanie,zagadnienie. Bardzo uderzyła Mnie ta "nędza duchowa",chociaż nie mam depresji, nigdy nie miałam i nie zamierzam mieć
goska82 pisze:Lukas,powiem tak. Na pewno po części masz rację. Jednak to,co uderza w twoich wypowiedziach to całkowita posucha emocjonalna w stosunku do drugiego człowieka. Wiem,wiem...nie o uczucia tu chodzi,ale o wiedzę. Musisz jednak wiedzieć,że czasem do drugiej osoby trzeba podejść chociażby z odrobiną serca,a nie tylko z cytatami i wiedzą teoretyczną.
Wybacz,ale jako,że jestem osobą ,która zawsze mówi to,co myśli pozwoliłam sobie na tę uwagę. Ludzie tu oczekują pomocy,mają i małe i ogromne problemy,a Ty walisz jakąś nędzą duchową![]()
Masz pojęcie jak potężnych tragedii doświadczają ludzie? To są chwile w życiu kiedy WSZYSTKObierze w łeb...i wierz Mi,że wiedza i świadomość siebie niestety czasem też.

000Lukas000 pisze:Nikt nie może ofiarować własnych cierpień za kogoś innego, z prostej przyczyny.
Ktoś popełnia błąd, sprowadza na siebie konsekwencję tego błędu, konsekwencję sprowadzają cierpienie na tą osobę, musi więc zrozumieć błąd i podjąć kroki by zmienić swoją sytuację i przyszłość a w ten sposób uniknąć dalszego cierpienia.
Przyczyna i skutek, nie ma więc możliwości by kogoś przed tym uchronić, a na pewno nie masz takiej możliwości jako żyjący w stosunku do duchów.
Jedyną opcją jest więc tylko modlitwa, która może załagodzić cierpienie w każdym przypadku i dodać sił gdy osoba zrozumiała swoje błędy i chce je naprawić.
PS: Nasze ziemskie cierpienia w znacznej większości przypadków jest spowodowane właśnie tym prawem odnoszącym się do nas.
Np. ktoś ma depresję, która w istocie spowodowana jest nędzą duchową i zbyt dużym przywiązaniem do materii (w innym wypadku depresja nie może nas dopaść, jest to choroba duszy). Jak chcesz więc konsekwencjami naszych własnych błędów uchronić innych od konsekwencji ich błędów

Luperci Faviani pisze:Według mnie traktujesz temat zbyt dosłownie. Jezus zginął na krzyżu za idee, którym był wierny aż do samego końca. Gdyby w strachu przed śmiercią wyparł się ich, przekreśliłby całe swoje życie. Może jego historia potoczyła by się inaczej, gdyby przeżył 33 rok naszej ery i przez następne 30 lat czynił cuda? Tego nie wiemy.
Jeśli uznamy, że to nauki Chrystusa są dla człowieka zbawienne, a nie śmierć na krzyżu sama w sobie, to zaczyna być oczywistym, że umierając za głoszone poglądy, wziął na siebie męki innych w takim sensie, że ludzie przestrzegający jego przykazania nie będą cierpieć w zaświatach i później. Gdyby jego nauki zostały zapomniane, ludzie nadal tkwili by w duchowym ciemnogrodzie.
Przed momentem w innym temacie pisałem post o Maksymilianie Kolbe. On wziął na siebie cierpienie człowieka - dosłownie. Wydaje mi się, że to jest jedyny sposób.
Krzysiek pisze:głosił wyraźnie, że istnieje przeciwnik, Szatan, który jest odpowiedzialny za grzech na świecie.
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości