Jestem leniem totalnym. Dobrze wiem o czym piszesz Kalatala. Czasem walka z lenistwem mnie przerasta. Ale przekonałam się już nie raz, że trudniej jest wziąć się do jakiejkolwiek pracy gdy jesteś w ciągu pracy (wtorek - piątek), a trudniej gdy masz przerwę (niedziela-poniedziałek). Koszmarem dla mnie są dłuższe weekendy. Wtedy zbieram się do kupy przez cały tydzień.
Bardzo ciężko jest też mi się brać za robotę, którą wykonuję tylko od czasu do czasu (mycie okien, umycie lodówki). Wydaje się, że to robota na cały dzień, że ciężka i trudna. A gdy się już do tego zmuszę, to idzie jak z płatka. Raz, dwa i zrobione. Ale zmusić się by zacząć, to jest dla mnie największa trudność.
Według mnie zwalczanie lenistwa to jest doskonalenie siebie. I naprawdę warto. Wiele razy przekonałam się na własnej skórze, że po ciężkiej pracy mam więcej energii niż przed tą pracą. Niby powinno być odwrotnie, ale u mnie działa to odwrotnie. Im więcej pracuję, tym więcej mam energii i więcej chce mi się zrobić. Im więcej mam wolnego, tym mniej mam energii na cokolwiek i tym mniej mi się chce robić cokolwiek. A gdy już wpadnę z przymusu w wolne (choroba, urlop), to potem bardzo długo zajmuje mi wejście na właściwe tory. Dlatego według mnie masz rację Kalatala pisząc, że lenistwo to tortura.
Nikita pisze:U mnie np jest tak, ze nie lubie sprzatnia ale zarazem nie lubie balaganu
Mam tak samo. Gdy bałagan u mnie przekracza stan krytyczny, to jestem po prostu wściekła. Wściekam się i stąd dostaję kopa by zabrać się za sprzątanie i zagonić domowników do tego. Często też powtarzam sobie, że gdy już zacznę, to robota pójdzie raz, dwa. Niestety najbardziej dołujące u mnie jest to, że np. w sobotę sprzątam kilka godzin, dom na błysk, a w niedzielę wieczorem (przy dwójce urwisów) dom wygląda prawie tak samo jak przed sprzątaniem. Po prostu odechciewa się wszystkiego
