Myślę że to nie jest "problem" w znaczeniu "zadania do rozwiązania". Kto właściwie miałby go rozwiązywać albo pokierować rozwiązaniem ?
Ciekawie na temat różnej liczby mieszkańców Ziemi w różnych okresach historii wypowiedział się pewien nauczyciel buddyjski (chyba Tybetańczyk) nauczający na Zachodzie. Niestety nie pamiętam źródła a szkoda bo chętnie bym go przytoczył

.
Otóż rzeczy mają się tak:
1) Do liczby mieszkańców Ziemi należy zaliczyć wszystkie istoty czujące, nie tylko ludzi. Określenie "czujące" przyjęło się w naszym języku w piśmiennictwie buddyjskim, pewnie mogłoby być inne, chodzi o istoty doświadczające rzeczywistości emocjonalnie. A wtedy liczba zmienia się drastycznie.
2) Mistrzowie buddyjscy nie przemierzają przestrzeni kosmicznych, zajmują się raczej zwykłymi zajęciami. Ale nie ulega dla nich wątpliwości że, o ile istnieje życie poza Ziemią, to reprezentanci pozaziemskich gatunków to także istoty "czujące". A kołowrót wcieleń nie zamyka się w obszarze Dalekiego Wschodu ani planety Ziemi... A biorąc to pod uwagę, dywagacje nad liczbą Ziemian "czujących" tracą w ogóle sens.
Prostota buddyjskiego rozumienia rzeczywistości jest dla mnie urzekająca

.