Na chwilę obecną u mnie wygląda to tak (nie piszę jak robiłam to kiedyś, ponieważ wówczas jeszcze się uczyłam i popełniałam masę błędów):
Ad 1. W kontaktach z duchami, bez względu na ich "poziom", zawsze zwracam się do nich z szacunkiem, wszystkie traktuje jak swoich braci (siostry). Ze względu na zdecydowanie większe rozwinięcie u tych wyższych, czuję pewien respekt w sensie wyjątkowego szacunku i poważania dla nich. Mam w ich obecności poczucie swojej małości, szczególnie wobec ich wiedzy i dobroci. Jestem jeszcze taka niedoskonała

Wyższe duchy są dla mnie przewodnikami i nauczycielami, dlatego też ich wskazówki są dla mnie szczególnie cenne. Pełen szacunek i pokora wobec nich wypływa ze mnie jako rzecz oczywista i konieczna. Duchy niższe (na poziomie podobnym do mojego) tj. zagubione, potrzebujące pomocy ale nie wykazujące agresji, czy złości traktuję jak moich bliskich, którym należy pomóc. Zwracam się do nich po przyjacielsku, rozmawiając jak z dobrą koleżanką lub kolegą. Odwdzięczają się mi tym samym lub czymś więcej (nazywając mnie swoim Aniołem Stróżem). Czasami mówią, że nie zapomną mi udzielonej pomocy bądź zawsze będą o mnie pamiętać. Innym razem pytają, czy będą mogły zobaczyć się ze mną jeszcze. Podchodzę do nich tak, jak podchodzę do każdego człowieka na Ziemi potrzebującego pomocy. Czuję wobec nich ogromną sympatię. Ich słabość wywiera na mnie silne poczucie obowiązku wobec nich, opieki nad nimi i konieczność wsparcia. Często traktuję je jak troskliwa matka swoje dzieci. Nie wiem skąd u mnie właśnie takie uczucia, ale tak to wygląda. Najchętniej wszystkie je przytuliłabym do siebie i wzięła pod "swoje skrzydła", by żadnemu nie stała się krzywda. Jest jeszcze trzecia grupa tj. słabe, wykazujące agresję. Z tymi mam do czynienia, gdy spotykam się z nękaniem przez nie innych ludzi. Mnie osobiście przestały nachodzić. W takich sytuacjach staram się dowiedzieć od Opiekuna dlaczego dany człowiek jest prześladowany. Gdy to już wiem zwracam się do tego ducha również z szacunkiem i serdeczną prośbą by nie męczył już człowieka. Jeśli człowiek zawinił duchowi proszę ducha by wybaczył człowiekowi i odszedł. Tłumaczę, że my ludzie jesteśmy jeszcze słabi, nie dostrzegamy pewnych rzeczy, by duch zrozumiał, że agresją nic nie wskóra. Jeśli nie chce wybaczyć i odejść stanowczym tonem, ale z zachowaniem pełnego szacunku proszę w imię Boga by odszedł. Pomaga mi w tym wówczas mój Opiekun. Czasami proszę w uwolnieniu człowieka od ducha o pomoc inne wysokie Duchy i samego Boga.
Ad 2. Rzeczywiście tak może być. Jeśli kontaktuję się przez pismo z Opiekunem (w celu lepszego zapamiętania Jego słów) kiedy piszę pierwszą literę słowa, wiem co będzie dalej. Czasami ręka zaczyna pisać, a całe zdanie pojawia się w głowie. W kontaktach z pozostałymi duchami najczęściej dowiaduję się, co chcą napisać np po drugim wyrazie, czasami muszę przeczytać pełne zdanie. To zależy od ducha, jednak nie rozumiem jeszcze tej zależności. Pewnie w swoim czasie się dowiem.
Ad 3. Owo "oswojenie" musi dokonać się w Twojej duszy. Chodzi tu bowiem o to by w swej dobroci i serdeczności wobec duchów nie koncentrować się na odczuciach fizycznych, a tym, co ma do przekazania duch i czego potrzebuje. Wydaje mi się, że to przyjdzie z czasem. Ja nauczyłam się jakby wyłączać z większości czucia fizycznego. Jestem nastawiona na przekaz i nawet jeśli całe ciało się trzęsie, mięśnie się napinają, bardziej je dostrzegam wzrokiem, niż czuję. Uczucie jest podobne do tego, jakby dusza częściowo oddzieliła się od ciała. Widzę swoje ciało, ale go częściowo nie czuję. Myślę, że gdy przyzwyczaisz się do myśli, że w chwili kontaktu ciało zachowuje się inaczej, oraz nastawisz się miłością stricte na pomoc duchowi, fizyczne cierpienia będziesz odczuwać mniej. Musi jednak dokonać się w Tobie duża zmiana na poziomie duchowym. Być może potrzebujesz jeszcze trochę czasu by emocjonalnie dojrzeć do swojej roli. To, że chcesz pomagać to doskonały początek
Ad4. W czasie kontaktu z Opiekunem moje ciało nie odczuwa żadnych negatywnych emocji czy to fizycznych, czy psychicznych. Kontakt z Opiekunem jest czysto przyjemnym doznaniem, jakby ktoś ogromnie mi życzliwy, darzący niesamowitą sympatią i miłością stał obok mnie i rozmawiał ze mną. Jego przekazy odczuwam jako przejaw bezwarunkowej troski. W jego obecności fizycznie odczuwam przyjemne ciepło, przy zamkniętych oczach widzę światło, nawet, kiedy sama znajduję się w ciemnym pokoju (np nocą). Czasami czuję, jakby trzymał dłonie na mojej głowie, czasami po niej głaszcze. Gdy jego dłonie leżą na mojej głowie fala ciepła przechodzi od czubka głowy, przez całe ciało, aż do końca nóg. Ogromnie poprawia mi to samopoczucie, czuję się silniejsza, pełniejsza wiary w dobro i miłości do ludzi i duchów, odporniejsza na zło, niedomagania ciała również znikają.
Z Opiekunem rozmawiam najczęściej za pomocą myśli. Zadaję pytanie, a odpowiedź słyszę w głowie. Czasami nie zdążę skończyć pytania i odpowiedź już mam. Czasami nasze rozmowy są po prostu o tym, jak się czujemy danego dnia. Często pytam Opiekuna, co u niego słychać - tak po prostu ze zwykłej przyjaźni i życzliwości

Ostatnio praktykujemy z Opiekunem również pismo automatyczne, gdyż po rozmowie w "myślach" nie zawsze wszystko zapamiętuję. Lubię wracać do naszych "rozmów na piśmie" by analizować to, co mi przekazał. Poza tym ujmuję mnie język jego wypowiedzi, co sprawia, że miło się to czyta.
Jeśli chodzi o pozostałe duchy to tak: wysokie wywołują specyficzne uczucie ich wyższości wobec mnie, doskonałości, a we mnie poczucie niższości wobec nich. Uczucie to można porównać do ujrzenia "świętości", choć nie tak ogromnej i doskonałej jak Bóg. Tej drugiej pewnie nie jestem nawet w stanie objąć, choć mam przekonanie, że istnieje siła o stokroć wyższa niż tę, którą posiadają Duchy wysokie. Duchy wysokie dają wrażenie dostojnych, bardzo serdecznych, przepełnionych dobrocią i błogim spokojem. Przybycie duchów słabszych dają różnorodne odczucia w zależności od ilości i "jakości" win, które mają na sobie. Duch samobójcy wywołuje silne mdłości, drgawki, zamglenie obrazu, przyspieszenie oddechu, skurcze mięśni, zaburzenie myślenia. Modlitwa drugiej osoby powoduje uspokojenie się ciała. Zauważyłam niedawno, że wyjątkowe znaczenie mają słowa "Panie Boże Wszechmogący". Gdy brzmią wypowiadane przez drugą osobę ustają drgawki, oddech się uspokaja. Przy kolejnych słowach niedogodności cielesne powracają ale w mniejszym natężeniu. Ostatnim razem po 4 modlitwach ciało uspokoiło się całkowicie. Było później dość zmęczone. Jeśli modlitwy jest zbyt mało mdłości i przemęczenie towarzyszą przez kolejny dzień. Po nim zwykle wszystko wraca do porządku. Z moich doświadczeń wynika, że im częściej i szczerzej modlę się o spokój dla ducha, który mnie odwiedza, proszę o wybaczenie dla niego i możliwość dalszej drogi (tj by nie pozostawał dłużej w ciemności), tym odczucia cielesne są mniejsze. Ostatnio w ogóle ich nie odczuwam. Kontakt z duchami słabymi jest dla mnie przyjemniejszy, nie niesie za sobą bowiem negatywnych odczuć fizycznych. Pierwsze pojawienie się ducha to zwykle lekkie uczucie niepokoju, delikatne ciarki, czasami (gdy duch ciężko zawinił za życia na ziemi) czuję nagły ogromny chłód mimo wysokiej temperatury w pomieszczeniu, na rękach pojawia się gęsia skórka, a włosy stają na baczność, przez ciało przechodzi potężny dreszcz, mimo, że nie odczuwam właściwie strachu. Wczoraj, gdy zmarła moja ciocia, jej duch wpadł rozpędzony do mojego domu przez okno. Siła i prędkość z jaką się w moim kierunku poruszała spowodowała, że nagle odchyliłam się na bok w przeświadczeniu uniknięcia z nią zderzenia. Przy zetknięciu się ze mną usłyszałam dziwny huk. Niesamowite uczucie.
Jeśli chodzi o pismo automatyczne, rangę ducha poznaję po jakości pisma. Duchy niskie z winami piszą kanciate, drukowane litery, o ostrych kształtach, duchy niskie ze średnimi winami piszą już nieco staranniej ale literami drukowanymi, duchy wyższe i Opiekun piszą ładnymi, kaligrafowanymi literami, używają zarówno małych jak i wielkich liter o okrągłych kształtach, zawijasach, czasem zdobieniach.
A tak na marginesie, Zbyszek napisał kiedyś, że duch nie może wejść w ciało, a uczucie, które towarzyszy nam to siła oddziaływania ducha na nas. Faktycznie przy kontakcie z duchem odczuwa się, jakby wszedł w nasze ciało. Widocznie to tylko jego oddziaływanie.