Witam wszystkich

Jest mi bardzo miło, że trochę się mną zainteresowaliście.
Czuję się strasznie pogubiona w tym życiu. Ciągle próbuję je rozwikłać, zrozumieć. Spirytyzm pozwolił mi odkryć sens moich cierpień, całe szczęście, że trafiłam na książkę Kardeca.
Zdaję sobie sprawę, że sama jestem sobie winna, bo gdybym nic nie zawiniła wcześniej, tobym teraz nie cierpiała. To nie sa cierpienia fizyczne, tylko natury psychiczno-emocjonalnej. Ale mimo wszystko obwiniam moją matkę. Chodzę do psychoterapeuty, bo inaczej to nie dałabym rady, miałam już małe próby samobójcze. Próby, ponieważ wierzę, że samobójstwo niczego nie rozwiąże. Mam teraz naprawdę dobrego terapeutę, facet powolutku mnie wyciąga z tej traumy, ale ja ciągle czuję, że szukanie odpowiedzi i rowiązań na poziomie, jak to nazwę, materialno-psychicznym, nie przyniesie mi prawdziwych odpowiedzi.
Przepraszam, że trochę traktuję Was jako kolejną grupę terapeutyczną. Ale jeśli Bóg by nie chciał, abym szukała rozwiązań swoich problemów, toby mi nie dał ciągłej, nieustającej potrzeby szukania. Wiecie, jak sie czuję? Jakby ktoś mnie we wczesnym dzieciństwie postawił przed wielkim labiryntem i kazał go przejść. Idę, nie ma sprawy. Ale potrzebuję wskazówek. Cholernie dużo wskazówek.
"Księgę Duchów" już wyciągnęłam i chyba będę na razie czytac wybiórczo, aby po raz kolejny nie wzbudzić lęków. Może pomoże, kto wie.
A ciekawostką jest to, że nazwisko autora na okładce w wydaniu które posiadam jest napisane przez "C" - Cardec.