Bez wątpienia wchodzimy w wodnika, moim zdaniem zaczną się powolne zmiany, których efektów pewnie nawet nie zobaczymy. Nie ma co się spodziewać nagłych zmian, każde pokolenie popełnia ten błąd, a szanse na to, by coś się zmieniło z dnia na dzień są żałośnie małe
Koniec świata jako koniec czego?
Ziemii? No wieczna to ona nie będzie.
Wszechświata? Różne są teorie, ale kiedyś w ten czy inny sposób ulegnie dość drastycznej entropii, lub też spojeniu w jedną całość.
Byt nie powstaje jednak z niebytu i weń się nie obraca, toteż koniec świata byłby... no, można zakładać, że to nie jedyny wszechświat (co jest dość logiczne), ale i tak nie uważam, by cokolwiek mogło zniknąć i się pojwić z niczego. "Tchnienie" Boga to już "coś" i rozwiązuje problem tworzenia się wszechświatów, a jednak nie uważam, by tutaj było to działanie, które można tak brutalnie personifikować...

