Sigma- z różnorakiej literatury (do której często sięgam nawet przed napisaniem posta, by mieć pewność, że się nie pomylę), ze słuchania ludzi o wiedzy większej niż moja, oraz w tym przypadku z tego, że moja mama miała okazję pracować z osobami chorymi na schizofrenię w zakładzie w Tworkach, jak i tam się uczyć o tego typu rzeczach (a ja z zasady każdemu robię za odpytywacza przedegzamonowego, więc dogadam się "ledwo ale zawsze do przodu" migając, jak i alfabetem Braila, jak sobie trochę przypomnę te "organy nieużywane".).
Dziękuję za docenienie

Zastanawia mnie jednak fakt, że chociaż medycy widzą tutaj złe funkcjonowanie mózgu (czemu trudno w ciemno przeczyć, po wojnie pośrednio zostało to dowiedzione poprzez znalezienie związku chemicznego, który ogranicza objawy pozytywne schizofrenii, czyli urojenia i tak dalej, więc osobiście nie mam wątpliwości co do przynajmniej części przypadków, iż jest to choroba czysto materialna), to wedle mojego kombinowania w poprzednim poście- możliwą byłaby choroba Ducha przynajmniej łudząco podobna do schizofrenii. Widzę tutaj sytuację, w której schizofrenia mogłaby na Ziemii być chorobą o źródle w mózgu, ale jednocześnie Duch sam w sobie mógłby być na to chory (wyleczalnie, sami tworzymy swoje piekło), w rezultacie przynajmniej część zachorowań mogłaby wynikać z pewnego rodzaju synchronizacji ciała materialnego do Ducha, o czym była mowa na Kongresie.
Tak mi się to jakoś widzi, że zdrowy Duch może dostać taką próbę, ale jednocześnie chory Duch wcielając się ma tę próbę wymuszoną z racji wspomnianej synchronizacji... no i skoro Duch jest chory, to również w świecie niematerialnym jak długo będzie miał tę chorobę (co zależy od niego, jak w przypadku mordercy widzącego twarze zabitych), tak długo będzie narażony na nieprzyjemności (głównie irracjonalny lęk) z tym związany. Ot- tak mi to jakoś się układa w całość...