Kim jest dla mnie Bóg? Nieskończoną dobrocią, wiedzą, inteligencją i mocą sprawczą. Nie istotą, bo "czym" jest istota? Sugeruje to możliwość popadania w humory, reagowania na fakty w sposób subiektywny... a Bóg nie jest człowiekiem. Nie cofam się do antycznej Grecji, hellenistyczny Zeus poddawał się złym emocjom, a dla mnie to jest dowód na to, że nie był Bogiem- słabości... nie personifikuję Tego, co musi być idealny. Jak bowiem można porównywać ideał do czegoś ułomnego? Bezsens...
Uważałem, że logicznym jest, że istnieje. Dziś wiem, że jest to fakt. Odnosząc się do wszystkim znanej sytuacji biblijnej- "włożyłem palce w otwory w dłoniach", jakże więc mam nie wierzyć? Wierzę równie mocno, jak w to, że fotel na którym siedzę istnieje... czyli dość mocno

Nie, nie jest najważniejszy. Jest na ostatnim miejscu... na szarym końcu, którego w ogóle nie biorę pod uwagę. No, ale to zależy o co się pytasz

Boga proszę o pomoc, ale pomagam innym ludziom i sobie. Bogu nie pomogę (jakakolwiek pomoc przeczyłaby Jego wszechmocy), więc najważniejsi są ci, którym mogę pomóc (w tym ja sam rzecz jasna). Bóg jest na samym końcu nie przez brak szacunku, a wręcz przeciwnie. Bóg nie jest człowiekiem, bliżej Bogu do ideii... nie ma co rozpatrywać Boga jak człekokształtnego, to jest płytkie. Oczekujemy herbatki z Bogiem? Tak ziemsko? Jak dla mnie- wolne żarty. Bóg dla mnie to idea, która egzystuje, a jednocześnie okazem szacunku do niej będzie stosowanie się do niej, niźli pokłony. Platońskie spojrzenie na idee w pewnym sensie przedstawia moje podejście do tej kwestii.