"Pewnosc, ze donoszenie ciazy zakonczy sie dla matki smiercia, wedlug mnie, w pelni usprawiedliwia dokonanie aborcji, ale sytuacja sie zmienia jesli jest to tylko zagrozenie utraty zdrowia, badz zycia. I w takim sensie jedno z tych rozwiazan nazywam zabojstwem. Innych powszechnych motywow dokonania aborcji nawet nie rozwazam."
Czy ja dobrze zrozumiałam?
Wg Ciebie:
-jeśli jest PEWNOŚĆ, że matka umrze w czasie ciąży/przy porodzie/tuż po porodzie i ona podda się wcześniej aborcji, to to jest usprawiedliwione
-jeśli jest ZAGROŻENIE UTRATY ZDROWA LUB ŻYCIA matki, w takim samym przypadku jak wyżej , to to już nie jest usprawiedliwione
???
Z jednej strony chyba Ciebie rozumiem, z drugiej strony stwierdzam, ze to trochę bez sensu. Bo tak naprawdę, człowiek może mieć PEWNOŚĆ, co do tego, że umrze. Powiedzmy, że np. 99% ciąż pozamacicznych kończy się śmiercią dziecka i matki, gdy ta nie podda się zabiegowi usunięcia ciąży/nie poroni samoistnie i chce donosić ciążę.
Tylko, że i tu zdarzają się wyjątki/cuda, jak kto woli. Nie wiem ile było/jest, takich przypadków udokumentowanych, ale się zdarzają, że przeżywa i matka i dziecko.
Albo np. lekarz mówi do kobiety w ciąży, powiedzmy chorej na coś tam, że jak zdecyduje się na donoszenie ciąży, to umrze i niby jest tego pewny! Takie rzeczy wie tylko Bóg, co będzie na pewno a co nie. Moim zdaniem lekarz nigdy nie powinien mówić, że ktoś NA PEWNO straci zdrowie lub życie w takiej a takiej sytuacji, jeśli już to o dużym zagrożeniu ich utraty.
Kiedyś czytałam o takim przypadku, że kobieta była mężatką, młodą, miała ok. 30 lat. Nigdy poważnie nie chorowała i nie skarżyła się na zdrowie,aż do pewnego momentu.
Przy okazji jakichś tam badań, wyszło, że najprawdopodobniej miała bezobjawowy (lub z bardzo lekkimi objawami, które zbagatelizowała - zdarza się), zawał i że duża część jej serca jest martwa/nie pracuje/źle pracuje (nie pamiętam dokładnie). Zaraz potem okazało się, że jest w nieplanowanej ciąży. Lekarz jej powiedział, że najlepiej dla niej będzie jak usunie ciążę, bo jak nie, to nie przeżyje, na pewno! I nawet nie chodziło o samą ciążę jako ciążę (obciążenie dla organizmu, rosnące dziecko/brzuch, dolegliwości itd.), ale o poród, jako coś co jej życie odbierze. Bo rzekomo nie miała szans na przeżycie ani cesarki ani tym bardziej porodu naturalnego. Poród naturalny, bo ogromny ból, ogromny wysiłek, stres, emocje i możliwe komplikacje, a cesarka bo operacja.
Tylko ja tego nie rozumiem. Aborcja miała jej życie uratować a cesarka zabić. Że poród naturalny wykluczył, rozumiem, ale cesarkę??? Przecież aborcji się nie robi, na żywca, tylko albo daje narkozę, albo jakieś znieczulenie częściowe. Do tego usuwa się wewnątrz kobiety, sztucznie, coś co jest naturalnego, żywego. I tu mogą być komplikacje zdrowotne aż po niepłodność. A emocje??? Niejedna kobieta po aborcji cierpi do końca życia, żałuje swojego czynu, ma wyrzuty sumienia, jej psychika cierpi.A gdy psychika cierpi, często cierpi i ciało.
To się nie liczy????????????
Cesarka to takie coś straszne? Nie. Operacja owszem, ale dzisiaj jest XXI w i medycyna się rozwija. Coraz częściej zamiast narkozy daje się znieczulenie w kręgosłup. Kobieta jest przytomna wtedy. Jak ktoś się bardzo boi kłucia w kręgosłup, to można mieć wcześniej zastrzyk normalny, znieczulający, tak jakby, znieczulenie w kręgosłup. Rozcina się brzuch, macicę, szybko dziecko wyjmuje, zszywa. Połóg jest chyba co prawda gorszy niż po porodzie naturalnym, ale to też sprawa indywidualna i do przeżycia

Poza tym można rozwiązać ciążę wcześniej, np. w 7-8 m-cu, jeśli dziecko jest odpowiednio duże/rozwinięte i są ku temu wskazania medyczne.
----------------------------------
"Kurcze, a co jeżeli ciąża to pięcioraczki ?

"
A Ty mnie, Piotrze nr 2, natchnąłeś, do poruszenia kwestii tzw. redukcji płodów, jeśli jesteśmy w temacie aborcji i ciąż mnogich.
Ciąże mnogie, 'większe' niż bliźniaki i trojaczki, zdarzają się, najczęściej po in vitro, ale też i poczęte w sposób naturalny. Rzadko bo rzadko, ale jednak. Najczęściej są to ciąże zagrożone. Groźba poronienia, przedwczesnego porodu i komplikacji zdrowotnych matki albo nawet jej śmierci. Gdy embrionów/płodów (embrion podobno do 3 m-ca życia, a płód od 3-go)jest za dużo, lekarze proponują/sugerują tzw. redukcję płodów, aby dać szanse na rozwój pozostałym. Ile to jest za dużo, nie wiem, ale słyszałam, że chyba od 6. Ale przecież nieraz zdarza się i więcej.7,8, 9 i jeszcze więcej. Kiedyś czytałam, że swego czasu, w Księdze Rekordów Guinnessa, z któregoś roku, w latach 90-tych,był odnotowany, udokumentowany przypadek, że jakaś kobieta miała w sobie aż 35 płodów.Najwięcej dzieci, które przeżyły ciążę, bez żadnych uszczerbków na zdrowiu swoim i matki,i żyją do tej pory, z 1 ciąży, to 8-raczki. Też myślę, że stanąć przed takim wyborem, to ciężkie doświadczenie. Z jednej strony się zabija, z drugiej chce ratować, dając szanse reszcie.I nie narażać zdrowia/życia kobiety. No bo szanse na to, że kobieta donosi i urodzi zdrowe i żywe, i sama nie ucierpi, w ciąży z np. 10 raczkami lub więcej, są chyba bliskie zeru. Brzuch jak brzuch, ale macica nie z gumy, pęknąć może i przy 1 dziecku.