Generalnie do mnie przemawia również odpowiedź w KD na pytanie o panteizm, gdzie Kardec pyta się duchów, co myślą o teorii, zgodnie z którą każdy z nas jest w pewnym sensie częścią Boga. Odpowiedź jest dość mocna, ale prawdziwa moim zdaniem. Brzmi mniej więcej tak: Człowiek sam nie może być Bogiem, ale chce przynajmniej być jego częścią. Nie wiem, czy do końca wynika to z ludzkiej pychy, ale może coś w tym jednak jest

Kolejna kwestia: fizyka kwantowa jest tak szalona, że bardzo często ludzie ją dopasowują do wszystkiego. To słynne pole łączące wszystkich we wszechświecie nie koniecznie musi być Bogiem. Moim zdaniem może być właśnie w pewnym sensie łącznikiem fluidycznym, o którym czasem można przeczytać u Kardeca. Zmieńcie słowo fluid na pole (np. zamiast fluid elektryczny użyjcie słów pole elektryczne), a wszystko zacznie mieć sens.
Ja sam nie jestem jednak zdania, że Bóg jest gdzieś daleko stąd i jest niedostępny. Wręcz przeciwnie. Myślę, że jest on przy nas, w nas i poza nami, ale nie jest bytem materialnym i wchodzi w interakcje z materią w zupełnie nieznany nam sposób.