Nikita pisze:Chcialabym wierzyc w to, ze cierpienie ma swoj kres...
To jest niemal pewne

- ale odpowiedź i bez spirytyzmu można znaleźć.
Nawet jeśli prawdziwy jest najgorszy scenariusz, a więc materializm, ateizm, życie duchowe sprowadzone do przemian biochemicznych w mózgu, to wraz ze śmiercią wszystko się rozpada, ustają wszelkie indywidualne doznania - wszystko, a więc również i cierpienie. Z drugiej strony, w przypadku spełnienia się scenariusza, o którym w sposób jasny mówi spirytyzm i (może czasami mniej jasny) różne religie, ostatecznie cierpienie też przemija.
Sokrates już 400 lat przed Chrystusem zwracał uwagę na ten problem i powiedział (Platon,
Obrona Sokratesa, z przekładu Witwickiego): "bo albo tam niejako nic nie ma i człowiek po śmierci nawet wrażeń żadnych nie odbiera od niczego, albo jest to, jak mówią, przeobrazenie jakieś i przeprowadzka duszy stąd na inne miejsce. Jeśli to brak wrażeń, jeśli to coś jak sen, kiedy ktoś, śpiąc, nawet widziadeł sennych nie ogląda żadnych, toż przedziwnym zyskiem byłaby śmierć. Bo zdaje mi się, że gdyby ktoś miał wybrać w myśli taką noc, w której tak twardo zasnął, że nawet mu się nic nie śniło, i inne noce i dni włąsnego życia miał z nią zestawić, i zastanowiwszy się, powiedzieć, ile też dni i nocy przeżył lepiej i przyjemniej od tamtej, to myślę, że nie jakiś prywatny człowiek, ale nawet Wielki Król znalazłby, że na palcach policzyć je można w porównaniu do tamtych innych dni i nocy. Więc jeżeli śmierć jest czymś w tym rodzaju, to ja ją mam za czysty zysk. Toż wtedy cały czas nie wydaje się ani odrobinę dłuższy niż jedna noc."
Powiedział też: "Jeżeli zaś śmierć to niby przesiedlenie się duszy stąd na inne miejsce i jeżeli to prawda, co mówią, że tam są wszyscy umarli, to jakież może być większe dobro ponad nią, sędziowie!" - i cieszył się na myśl, że w tym drugim przypadku będzię mógł sobie pogadać np. z Hezjodem i Homerem
