Nic nie piszecie,cisza tu i smutek...moze w takim razie napiszę o czymś,co przydarzyło mi się jakis czas temu,zwłaszcza,że po liftingu mój komputer chodzi jak przecinak.
Otóz miałam sen,w kórym jakiś bliżej niesprecyzowany głos oznajmił: "Teraz poznasz tajemnicę wszechświata".Dalej pamietam,ze głos ów mówił,ze:"wszystko co istnieje jest połączone,wszystko jest jednym,wszystko jest we wszystkim-nic nie jest oddzielone"
Zapytałam o nature Boga.Głos rozlegający się w mojej głowie powiedział rzecz nastepujacą:"wszyscy jesteśmy Bogiem".
Powiedział jeszcze coś,co miało być rzecza najważniejszą,podstawową tajemnicą wszechświata a zarazem czymś niesłychanie prostym i logicznym.Niestety obudziła mnie potrzeba udania się tam,gdzie król piechotą chodzi-w tej bezsennej przerwie ciagle powtarzałam sobie w olśnieniu "to takie proste,takie proste,żeby tylko do rana nie zapomnieć..."Oczywiscie zapomniałam.
Mój mąż skwitował mój dość niezwykły sen chłodno:"chyba żadnej Ameryki nie odkryłaś,przecież wszyscy o tym wiedzą".
Hmm...kubełek zimnej wody na główkę poleciał.
Zapewne o tym wszystkim szybko bym zapomniała gdyby nie to,ze czytałam ostatnio ksiażki amerykańskiego psychologa Kena Wildera oraz buddysty i benedyktyna Willigisa Jaegera i piszą oni kropka w kropkę to samo,oczywiście z dużym rozszerzeniem.

