Słucham dalej. Jednak się nie oparłem... Verlinde podaje
nieprawdziwą informację. Kardec nie podaje w Ewangelii według spirytyzmu, że Jezus był medium i komunikował się z kimś, kogo nazywał "swoim Ojcem" za pośrednictwem ducha.
Ojciec Verlinde zwraca się też do słuchaczy, czy wiedzą, że Biblia wielokrotnie potępia nekromancję. Nie pyta się jednak, czy potępia fakt chodzenia przez kobiety w spodniach (co w kontekście francuskim jest o tyle też istotne, że było to oficjalnie zakazane w Paryżu do niedawna

).
Verlinde idzie dalej - przytacza, że za wywoływanie duchów Biblia grozi wykluczeniem z ludu Bożego. Czy miłosierny i kochający Ojciec mógłby iść tak daleko? Verlinde przytacza też, że zakazy te podtrzymywali ojcowie kościoła, ale ciekawostka - nie wspomina, że nie mówi o nich ani przez chwilę Jezus, który przecież sam kontaktował się ze zmarłymi.
Verlinde mówi, że mógłby opowiadać mnóstwo historii związanych ze spirytyzmem, które wszystkie kończą się w sposób dramatyczny. Ja z kolei mógłbym przytoczyć mnóstwo historii związanych ze spirytyzmem, które kończą się w sposób bardzo pozytywny: ludzie odzyskują nadzieję, wiarę w Boga, motywują się do czynienia dobra itp.
Przytaczanie też zdania jakichś tam naukowców, nieokreślonych z nazwiska o tym, że zgodnie z ich wiedzą, wiele osób, które znaleźć można w szpitalach psychiatrycznych trafia tam po tym, jak oddają się praktykom spirytystycznym, nie ma dla mnie mocy argumentu. Chciałbym poznać, kto tak twierdzi, jak prowadził badania, skąd ma dane itp. Ja sam nie słyszałem o tym, by ktokolwiek, kto brał udział w spotkaniach spirytystycznych we Francji trafiał do szpitali psychiatrycznych. Zgadzam się, że niektóre osoby, które zabierają się za wywoływanie duchów, mogą rzeczywiście nabawić się dużych problemów, ale wówczas nie mówimy o spirytyzmie, a o wywoływaniu duchów, a to nie jedno i to samo, jak wspomniałem kilka postów wyżej.
Ale ciekawe stwierdzenie ojca Verlinde znowu... Mówi, że widzimy, że to nie zmarli przychodzą na spotkania (a kto, jeśli nie oni? demony? a czym są demony?)... Twierdzi, że zmarli mają co innego do roboty...
Dalej się rozwijają. A na podstawie czego tak twierdzi, że się rozwijają? Gdzie mowa w Kościele o ewolucji duszy po śmierci? Ojciec Verlinde przekazuje tu chyba stwierdzenie, które nie jest zgodne z wykładnią kościoła katolickiego, a raczej bardziej zgadza się ze spirytyzmem czy amerykańskim spirytualizmem. Skoro to nie zmarli się komunikują, to skąd wiedza o ewolucji duszy?
Kolejne ciekawe stwierdzenie o. Verlinde, którego nie uchwyciła tłumaczka. Mówi, że spirytyzm rozpoczął się
na nowo w 1847. Po pierwsze, co oznacza, że się rozpoczął, skoro słowo powstało w okolicach 1857 i wymyślił je Kardec. Chyba chodzi o to, że duchy zaczęto na nowo wywoływać w 1847, ale to też nieprawdziwe stwierdzenie, bo duchy wywoływano wszędzie i w każdym miejscu. Chodzi o to, że o tej tematyce zrobiło się głośno w 1847. Wcześniej też z duchami się kontaktowano np. robiła to chociażby Joanna d'Arc, ale kończyło się to stosem

Verlinde mówi teraz o szamanizmie i narkotykach, żeby trochę ludzi postraszyć. A przecież w spirytyzmie narkotyków nie ma i co więcej wielu spirytystów z jakichkolwiek używek rezygnuje, podczas gdy np. księża katoliccy co niedzielę piją alkohol pod postacią wina, a alkohol też przecież uzależnia i wpływa negatywnie na nasze postrzeganie.
Verlinde mówi, że dzięki duchom chce się uzyskać informacje, których nie mamy, a które mają pozwolić na zmianę środowiska. Najpierw pomyślałem, że to trochę nie tak, ale myślę, że ma rację. Dzięki duchom uzyskujemy wiele informacji o tym, kim jesteśmy, skąd przychodzimy, dlaczego cierpimy i jaki jest sens naszego życia, dzięki czemu możemy zmieniać świat na lepsze. Jeśli tak to rozumie, to znaczy, że rozumie prawdziwy sens spirytyzmu.
Różnica między spirytystami a ojcem Verlinde jest taka, że my nie krytykujemy kościoła katolickiego używając naciąganych argumentów, nie śmiejemy się, że ludzie w kościele wierzą, że wino zamienia się krew, a Bóg narodził się z dziewicy, choć te informacje są na pozór dziwne. Jeśli katolicy dzięki tym informacjom stają się lepszymi ludźmi, to tylko nas cieszy, więc nie spędzamy czasu na tym, by kogokolwiek krytykować za tego typu zachowania. Najlepszą religią jest ta, która najlepiej zachęca nas do czynienia dobra.
Różnica jest też taka, że ja odnoszę się do argumentów ojca Verlinde dopiero po wysłuchaniu tego, co ma do powiedzenia. Nie wkładam w jego usta słów, których nie powiedział i jeśli ktoś niewłaściwie go osądza, to go bronię (np. w przypadku błędów tłumaczki).
To tyle chyba na dziś. Muszę przyznać, że ksiądz Verlinde bardzo fajnie opowiada i jego wykładu się dobrze słucha. To, czy ma rację czy nie, zostawiam już "tym z góry", którzy są mądrzejsi niż my tutaj na Ziemi.