mam kolejne pytanie, podobne do takiego ktore wczesniej zadawalam ale inaczej (przy tym uwazam ze lepiej i dokladniej) sformulowane, przy okazji mam nadzieje ze nikt wczesniej nie pytal o nic takiego w kazdym razie prosze o odpowiedz bo moze przeoczylam gdzies temat, mianowicie: czy mozna nasze zycie porownac do przedstawienia z marionetkami, a duszy do czlowieka ktory pociaga za sznurki - przez chwile marionetki maja zludzenie ze SA czlowiekiem i ich rola ma jakies wieksze znaczenie, a w rzeczywistosci po przedstawieniu odstawia sie je w ciemny kat? duch moze w nas siedzi i 'pociaga za sznurki', jak aktor udaje ze wciela sie w nas, myslimy ze to zycie jest nasze.
jak w filmie wyspa - tam bogaci ludzie zamawiaja swoje klony zeby w razie wypadku miec potrzebne do przeszczepu organy, krew, czy my tak samo zostalismy stworzeni na potrzeby ducha, zeby mogl sie rozwijac?
czasem mam wrazenie, ze nie jestesmy ta dusza, ze ona jest jak bierny obserwator zamkniety w nas. po smierci ona idzie gdzies dalej a my odchodzimy?

