Wiecie, kiedy byłam jeszcze uczennicą szkoły podstawowej, popularne były wśród młodzieży akcje tzw. niewidzialnej ręki. Co robiliśmy wtedy? Ano pamiętam, że np. najpierw zbierało się i sprzedawało butelki, makulaturę czy złom. Za uzyskane pieniądze, kupowaliśmy chleb, bułki, mleko, masło i ładnie zapakowane, zostawialiśmy pod drzwiami ludzi, których wytypowaliśmy czy wydawali się nam najbardziej ubodzy. Czasem był to też węgiel, drewno (zimą). Sprzątaliśmy też opuszczone czy zaniedbane groby na cmentarzach. Czasem to było tylko sprzątanie parków albo odśnieżanie przed domami ludzi starszych, którym nie miał kto pomóc. Czerpali z tego radość i malutką pomoc nie tylko ci ludzie, którzy akurat znaleźli się w trudniejszej życiowej sytuacji, ale też my. Łza się w oku kręci, kiedy to teraz wspominam.
No to sobie powspominałam, jak to drzewiej bywało.
Pozdrawiam serdecznie!:)
m.

