Właśnie przeczytałam nowa ksiażkę Francoisa Brune zatytułowaną jak wyzej i stwierdzam,ze targają mną uczucia ambiwalentne...Z jednej strony mój ulubiony ksiądz w bardzo ciekawy(i nowy) sposób omawia zjawisko śmierci klinicznej,czyli tzw. NDE oraz zajmuje sie najnowszymi osiągnięciami nauki w dziedzinie badań nad świadomoscią i mózgiem,z drugiej zas strony,hmmm.....zaprzecza istnieniu reinkarnacji,przypisujac zjawiska wskazujace na jej istnienie nawiedzeniom,opętaniom,czy też moze współzamieszkiwaniu ciał fizycznych przez wiele istnień duchowych...
Taka postawa mądrego i odwaznego kapłana smuci i nasuwa mysl,że robi on krok w tył w swoich pracach nad życiem po śmierci.Zdaje sie nie zauwazac,że dzieci przebadane pod katem poprzednich wcieleń przez Iana Stevensona i jego nastepców tracą wspomnienia o minionych inkarnacjach z chwilą osiagnięcia najdalej ósmego roku życia.Czy miałoby to oznaczać,że wtedy zamieszkujący ciało dziecka"nadprogramowy"duch się z niego na zasadzie automatu wycofuje?

