Kiedyś na tym forum opisywałem swój przypadek wyjścia z ciała który nastąpił całkiem przypadkowo dlatego nie będę się powtarzał. Mój stary nick to: "Paweł" - nie mogłem odzyskać hasła dlatego mam inny nick teraz.
Opisywałem chyba jak raz udało mi się nawiązać kontakt w sobie z pewną osobą którą definiuje jako "ktoś pomocny" to było w czasach kiedy miałem nazwijmy to problemy z wyborem a odpowiedź wręcz mnie poraziła i to prawda że każdy może być medium ale nie jest to łatwe

Po tych dwóch przygodach postanowiłem narazie nie wyskakiwać "poza kurtynę"...
Jednak 3 tyg temu przeżyłem znów coś czego w całym swoim życiu nie doświadczyłem i napiszę o tym. Bardzo ciężko mi to opisać ponieważ nie ma słów aby to opisać.
Stało to się przypadkowo, kładłem się spać, z racji tego że późno chodzę spać była to godzina 2 może 2:30 w nocy. Procedura standardowa jak większość ludzi czyli zamykamy oczy i czekamy aż zaśniemy. Ja dodatkowo włączam sobie na noc radio ale bardzo cicho - nie wiem czemu ale o 10 lat tak robię i jak nie mam radia to gorzej mi się zasypia itd.
W każdym bądź razie zamykam te oczy i staram się nie myśleć o niczym, nie wiem w którym momencie trace przytomność ponieważ nikt nie wie kiedy to się dzieje, sam do końca nie jestem pewien do tej pory czy ją straciłem czy nie.
Odzyskuję świadomość, nie wiem ile czasu upłyneło ale odzyskałem ją ponieważ wywołało to... no właśnie to jest najtrudniej wytłumaczyć co to było.
Sytuacja wyglądała tak że byłem w 100% świadomy tego że leże w łóżku, słyszałem radio, ciała oczywiście nie czuję (paraliż senny) - czyli byłem pewien że ciało spi. 100% świadomość, wiem że ciało spi a ja nie ale to mnie nie przerażało wręcz przeciwnie ciekawiło.
Ale to jeszcze nic, stan w jakim się znajdowałem bardzo ciężko mi opisać, czułem się bardzo zadowolony, wręcz odprężony i w duchu szczęśliwy co już teraz po fakcie mnie bardzo zastanawiało bo takich chwil w życiu miałem może klika a ostatnie kilka lat nic z tych rzeczy (życie...)
Ale oprócz tego najlepsze i niezwykłe było to coś... to coś jak by fale, energia która sprawiała że czułem się niezwykle (nigdy czegoś takiego w życiu nie przeżyłem), nie wiem dlaczego ale czułem kolor fioletowy pomimo że miałem oczy zamknięte ale sobą czyli duchem to czułem. Na początku pamiętam że przez chwilkę w tym trwałem i analizowałem, nie bałem się tego mimo że to było coś dla mnie nowego ale w gruncie rzeczy nie bałem się tego. Po chwili nie wiem dlaczego ale zaczeło mi się to podobać, bardzo mi się to zaczeło podobać i chciałem trwać w tym stanie i w tym momencie gdy to coś się zorientowało że zakończyłem analizę i mi się spodobało to momentalnie odchodziło, chciałem to zatrzymać i nie mogłem.
Nie wiem jak to opisać ale to taka świadomość pomiędzy, między światem, ciałem materialny a mną samym, niby oczy miałem zamknięte w widziałem jakby sobą to a raczej czułem sobą to. Nie wiem co to było ale dużo bym dał aby przeżyć to jeszcze raz.
Po pewnym czasie gdy już to znikło i czułem że "wracam do staniu pierwotnego" czułem żal że odeszło, po pewnym momencie rozmyślania o tym zapewne straciłem świadomość i lulu.
Odrazu uprzedzam że to nie był sen i mam jakieś tam doświadczenie tak, wkońcu raz wisiałem nad sobą
Niestety od tamtego czasu to się już nie powtórzyło, ale czekam, to zawsze w moim przypadku przychodzi nie spodziewanie i bardzo rzadko.
Naprawdę to trzeba przeżyć bo opisać tego nie można.
Ten stan był poprostu niezwykły.