Rozwój osobisty...

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: sigma » 19 lut 2011, 12:30

A jakoś tak ...
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: Nikita » 19 lut 2011, 19:09

kiedys byla PZPR a teraz mamy ojca Rydzyka...he he
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: atalia » 19 lut 2011, 22:23

Tyle że ojciec dyrektor nie jest przewodnią siłą narodu.No,może jego części. ;)
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 12:30

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: barsaf » 20 lut 2011, 07:22

Voldo napisał:

" dążenie do tego, żeby każdy człowiek i zwierze na Ziemi i na całym wszechświecie był dla nas rodziną. Bo w końcu nią jesteśmy - jedną, wielką rodziną."

Jak do tego można dążyć? Ja to często czuję. Czuję więź z każdym.
Nie mogę zmienić stosunku innej osoby do mnie.
Mogę zmienić swoje nastawienie do innych, do zwierząt, roślin.
Za przekonaniem idzie zmiana swojego zachowania.
Czyli takiego by nasze relacje dawały obu stronom poczucie bezpieczeństwa,
akceptacji, itp. itd.
Czy o to chodzi?
barsaf
 
Posty: 11
Rejestracja: 08 sty 2011, 10:09

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: konrad » 20 lut 2011, 09:40

barsaf pisze:Voldo napisał:

" dążenie do tego, żeby każdy człowiek i zwierze na Ziemi i na całym wszechświecie był dla nas rodziną. Bo w końcu nią jesteśmy - jedną, wielką rodziną."

Jak do tego można dążyć? Ja to często czuję. Czuję więź z każdym.
Nie mogę zmienić stosunku innej osoby do mnie.
Mogę zmienić swoje nastawienie do innych, do zwierząt, roślin.
Za przekonaniem idzie zmiana swojego zachowania.
Czyli takiego by nasze relacje dawały obu stronom poczucie bezpieczeństwa,
akceptacji, itp. itd.
Czy o to chodzi?


Wydaje mi się, że pomimo naszych wysiłków, drugiej osoby nie jesteśmy w stanie nigdy zmienić. Każdy człowiek musi dokonać przemiany sam - jego rozwój intelektualny i moralny zależy wyłącznie od niego. Nie stoimy jednak zupełnie w beznadziejnej sytuacji. Choć nie możemy nikogo zmienić, możemy innych ludzi inspirować. Najlepszą inspiracją jest działanie, czynienie miłosierdzia, pomaganie innym itd.

Ważne jest też, by nasze słowa i nasze czyny były ze sobą zgodne. W innym przypadku ludzie postrzegają nas jako hipokrytów i na pewno nie wezmą z nas przykładu.

Można więc powiedzieć, że aby zmienić świat na lepsze, trzeba pracować nad tym, by zmienić siebie na lepsze i inspirować innych swoim przykładem. Oczywiście nie zawsze ludzie będą w stanie zmienić się o 180 stopni, bo znajdują się na różnym poziomie rozwoju i taki przeskok jest dla nich niemożliwy w tym życiu, ale na pewno w kolejnych istnieniach będą się rozwijać jeszcze bardziej.

Dam tu przykład Divaldo Franco. Gdy założył Dom Drogi, instytucję charytatywną pomagającą codziennie tysiącom osób, w biednej dzielnicy miasta Salvador, gdzie zdecydował się osiąść, dochodziło dziennie do jednego zabójstwa. Divaldo nie chodził i nie przekonywał ludzi, że robią źle, ale zaczął działać. Adoptował sieroty pozostawione na ulicy, dawał biednym posiłki, pomagał chorym itp. I po wielu latach zauważył zmianę: zabójstwa w dzielnicy stały się rzadkością.
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: Nikita » 20 lut 2011, 12:45

Slyszalam , ze w krajach Ameryki Pd niestety ciagle istnieje przemoc w spoleczenstwie...


Nie ma tego w takim stopniu w biednych ale uduchowionych Indiach...czyli wiedza duchowa pomaga...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: Voldo » 20 lut 2011, 14:29

barsaf pisze:Voldo napisał:
"był dla nas rodziną"

Kochać, szanować, pomagać - o to chodzi :)

Gdy my będziemy szanować i pomagać innemu człowiekowi, to pójdzie to dalej. Czyli dana osoba również zacznie szanować i pomagać kolejnej osobie, a ta kolejnej itd.
Jeśli chodzi o zwierzęta - to samo. No, one mogą odwzajemnić uczucie, od nich to dalej raczej nie pójdzie, ale zawsze.

A dążenie w moim odczuciu polega na tym, że po prostu musimy pozbywać się uprzedzeń i niechęci do drugiej osoby.
Bo wiadomo, nie wszystkich da się lubić (przynajmniej ja nie jestem w stanie). No, nie na początku. I właśnie dążyć trzeba do tego, żeby ich polubić.
Tomasz

„Jezus Chrystus nie prosił nas o wiele, nie wymagał od ludzi, by wspinali się na Mount Everest, czy wielce się poświęcali. Prosił nas tylko o to, byśmy kochali drugiego człowieka.” - Chico Xavier

Wiceprzewodniczący PTSS
Przewodniczący Wrocławskiego Oddziału PTSS
tomasz.grabarczyk.spirytyzm@gmail.com
Awatar użytkownika
Voldo
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2204
Rejestracja: 08 lut 2010, 14:58
Lokalizacja: Wrocław

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: tadyszka » 20 lut 2011, 19:38

Nikita pisze:Slyszalam , ze w krajach Ameryki Pd niestety ciagle istnieje przemoc w spoleczenstwie...


Nie ma tego w takim stopniu w biednych ale uduchowionych Indiach...czyli wiedza duchowa pomaga...


mi sie wydaje ze to jest zalezne od temperamentu. Latynosi kierują sie sercem, emocjami. czyli najpierw działaja a pozniej myslą. a hindusi jakich udalo mi sie poznac zyja głowa jakby w chmurach( jakby ciągle medytowali), opanowani i bardzo spokojni. w sumie jeszcze nie udało mi sie zobaczyc zdenerwowanego Hindusa, ale nikogo tez nie prowokowałam :)

Joga, medytacja i ich filozofia napewno powoduje ze sa nastawienie bardziej pacyfistycznie. Joga( zwlaszcza radza joga) jasno mówi Kochaj wszystko co jest stworzone, zabij w sobie niechec do innych.
sama zauwazyłam po sobie, ze medytacja i joga mnie uspokoiła.:) wiec cos w tym musi byc


to co napisałes Konradzie skojarzyło mi się z Ksiązka " mały ksiaże" i fragment z oswajaniem lisa. Ludzie, czesto ktorzy sa w beznadziejnej sytuacji zyciowej poddaja sie i nie chca pomocy. a on powoli otwierał ich serca, na dobroć ktora gdzies pod tonami problemów się zagubiła. czuli ze moga na niego liczyc i w otoczeniu dobra sami sie poprawili..
i nie byla to pomoc jednorazowa, pomoc ktora chciala ich na sile zmienic. powoli ich po prostu oswajał z dobrocią.

a w sprawie pomocy innym polecam film podaj dalej :)
http://www.filmweb.pl/Podaj.Dalej
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: konrad » 21 lut 2011, 13:45

Nikita pisze:Slyszalam , ze w krajach Ameryki Pd niestety ciagle istnieje przemoc w spoleczenstwie...


Nie ma tego w takim stopniu w biednych ale uduchowionych Indiach...czyli wiedza duchowa pomaga...


Jako że znam trochę te dwa regiony świata, bo miałem to szczęście, że oba odwiedziłem, mogę wtrącić moje trzy grosze na ten temat.

Rzeczywiście Latynosi są bardzo wybuchowi i do wszystkiego podchodzą emocjonalnie, przez co mogą być skłonni do popadania w przestępcze zachowania. Nakręca to wszystko duże rozwarstwienie między bogatymi i biednymi. Dzielnice biedy oddzielone są szczelnie od dzielnic bardzo bogatych. Ludzie są też tam kiepsko wykształceni, przez co jedyną szansą na zdobycie pieniędzy jest dla nich po prostu ich kradzież.

W Indiach mamy do czynienia z czymś innym. Panuje tam ogromna bieda i w wielu miastach nie istnieją nawet bogate dzielnice. Nie ma więc kogo okradać. Ludzie są tam kiepsko wykształceni, ale też biegną za pieniądzem, gdy tylko mają ku temu okazję. Wystarczy, że pojawi się na horyzoncie Europejczyk, a od razu przylgną jak muchy do niego handlarze błyskotkami i pamiątkami. Nie wydaje mi się, by Indie były aż tak uduchowione... Moim zdaniem bardziej niż prawdziwa duchowość, wyższe uczucia panuje tam kult tradycji. Owszem dużym plusem jest to, że są raczej pokojowym narodem, ale to też trochę iluzja, bo znajdujemy tam różne uczucia i zachowania. Co prawda nikt mnie tam nie napadł, ale widziałem karygodne zachowania rodziców wobec dzieci, które traktuje się tam jak przedmioty. Film "Slumdog. Milioner z ulicy" nie odbiega bardzo od rzeczywistości... Także nie mogę powiedzieć, bym w Indiach dostrzegł rzeczywiście jakieś większe pokłady duchowości. Owszem, jest tam wiele ciekawych postaci, guru, myślicieli, ale są oni bardzo przesiąknięci w kulturę kastową, od której ciężko im uciec... Świat jednak ciągle ewoluuje i zapewne wiele rzeczy się jeszcze zmieni w najbliższym czasie, na pewno na lepsze.
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Rozwój osobisty...

Postautor: tadyszka » 21 lut 2011, 18:04

w Polsce tez jest niestety praktykowany kult tradycji do KK. a z tego wszystkiego są same negatywne konsekwencje, bo więcej już osób wierzy bo musi, bo powinno niż to czuja. sama pamiętam jak zmusili mnie do ochrzczenia mojej córeczki (ja chciałam żeby kiedyś sama podjęła ta decyzje). mimo upory w słuszność mojej sprawy -przegrałam.
Całe starsze pokolenie(naszych babć i pradziadków) nie jest tolerancyjne do innych wyznań, uznając katolicyzm za jedyna słuszna i najlepsza religie.

ja nie byłam w Indiach, ale miałam kilku znajomych w szkole językowej z tego kraju. odniosłam inne wrażenie, ale wiem ze pozory moga mylić,

co do wychowywania dzieci. W Hamburgu jest ok. 30 % mieszkańców obcego pochodzenia.
W mieście są dzielnice arabskie, hinduskie i afrykańskie.
przez to ze sama jestem mama bardziej zwracam uwagę na sposoby wychowywania dzieci.
I nawet tu( w kraju bardzo cywilizowanym) wśród tych rodzin widać bicie dzieci. jest to wychowywanie nieskuteczne, gdyż zarazem te dzieci właśnie są najbardziej nie grzeczne( rodzicie w przypadku 8-9 osobowej rodziny praktycznie nie zwracają uwagi na dzieci). dzieci wychowują się same, a w rodzeństwie najczęściej jest ostra rywalizacja. No i dzieci muszą pracować ( nie mowie tylko o nastolatkach), najczęściej jest to praca w interesie rodzinnym.

ja mam wrażenie, ze mieszkańcy krajów 3 świata( przepraszam , za określenie) zostali w taki a nie inny sposób nauczeni jak z dziećmi postępować. I nawet emigracja do innego kraju tego nie zmieni. Przecież u nas jeszcze z 10 lat temu bicie dzieci uwazano takze za cos ok.
Mam nadzieje ze czas cos z tym zrobi.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości