Chodzi pewnie nie o to aby wogóle nie używać, ale używać mądrze.
Jezus mówił, żeby pić po męsku a nie po pijacku.
Osobiscie uważam, że najlepszym alkoholem jaki piłem, to nalewka na spirytusie z pigwy. Ma swoja moc (bo na spirytusie,

) a smak jest po prostu rewelacyjny (kwaśna jak esensja witaminy c).
Psiepyśna!
Na drugim miejscu jest nalewka na spirytusie z cytryny (cytrynówka),
potem grzanka (gorąca czekolada za spirytusem), potem nalewka na spirytusie z aroni, potem malibu z mlekiem, potem te wszystkie "babskie" advocaty i inne takie tam.
Dobrym bimberkiem też nie pogardzę.
I to wszystko.
Alkohol zdarza mi sie spróbować średnio dwa razy w miesiącu w bardzo umiarkowanych dawkach (przy okazji spotkań ze znajomymi).
Do zycia w alkoholowym upodleniu czuję ogromną odrazę, wnioskuję zatem z tego iż kiedyś (prawdopodobnie) musiałem takowe wieść i teraz jednym z pojęć wrodzonych mojego Ducha jest taki a nie inny stosunek do tej używki. Mam nadzieję, że dobrze przyswoiłem tę lekcję i nie będę jej nigdy musiał powtarzać

.