Nikita pisze: ... Moze musialam wyrobic sobie pewnien hart ducha? Ktoz to wie po co mi byly takie doswiadczenia...
Porzekadło powiada że "Co człowieka nie zabije to go wzmocni". Widać łatwo jak ludzie nie chcą wchodzić w nowe doświadczenia, chowają się w skorupie wykształconej w dzieciństwie odwołując się, nieraz gromko i "z mocą", do tradycji, wiary przodków itp. Albo wymądrzają się bez umiaru, wszystko wiedzą najlepiej, na wszystko mają gotową odpowiedź.
Wszystko byle nie wyjść z tej skorupy dzieciństwa.
A mistrzowie duchowości zgodnym chórem podkreślają wagę wchodzenia we wciąż nowe obszary, istotność dynamiki życia. Z tego punktu widzenia podział na "dobre" i "złe" doświadczenia nie istnieje. Wszystkie one są lekcjami do przerobienia z których można i należy wyciągnąć wnioski. A wtedy człowiek umrze z dala od skorupy dzieciństwa.
I jeżeli czegoś w życiu żałuję to tego że tak późno się o tym dowiedziałem. Dlatego chciałbym wykorzystać czas który mi pozostał w możliwie mądry sposób.
ps.: Około półtora roku temu dowiedziałem się o tym że cierpię na schorzenie którego istnienia u siebie nie przypuszczałem. Trochę się wtedy rozsypałem, m.in. trafiłem wówczas tutaj (pozdrowionka dla sąsiada

). Starałem się wówczas rozmawiać z ludźmi tak jak nie rozmawiałem dotychczas, o sensie życia itp.
Zauważyłem w rezultacie tych rozmów ciekawą rzecz: Różni ludzie posiadając, bywa że skrajne rozumienie sensu życia podobni są do siebie w uporze z jakim do tego rozumienia przylegają

.