cthulhu87 pisze:Problem w tym, że najciekawsze książki jest koszmarnie trudno zdobyć, bo większość została napisana przed 1939.
Wiesz, dla mnie problemem z książkami starszymi jest taki, że ja nie lubię składni tam stosowanej. Po prostu trudno mi się to czyta, a co za tym idzie trudno wchodzi do głowy.
E tam, bez przesady

Już w podstawówce dzieci są katowane Sienkiewiczem, Konopnicką czy Prusem. Styl Ludwika Szczepańskiego, Paula Gibiera czy Leona Denis wcale nie jest trudniejszy w odbiorze, zwłaszcza że tutaj nie musimy tak silnie pilnować wątków, jak wtedy, kiedy czytamy beletrystykę.
Myślę, że pierwszym krokiem jest polubienie takiego stylu, zwrócenie uwagi na pewien kunszt, którego nie posiada współczesna polszczyzna. Kiedy przebrniemy przez jedną książkę, łatwiej będzie przejść przez kolejne i jeszcze następne. Są ludzie, których praca polega np. na odczytywaniu dziewiętnastowiecznych manuskryptów, które następnie skrupulatnie przepisują, opatrzają przypisami, skorowidzami, modernizują itd., większość na początku, gdy zetknęła się z paleo czy neografią, załamywała ręce. Potem bez problemu zaczęli odczytywać nawet najmniej czytelne słowa, pisane niedbałym charakterem pisma. Pamiętam jak na studiach mieliśmy takie zajęcia - jedną kartkę A4, napisaną XVIII-wieczną polszczyzną odczytywaliśmy prawie przez półtorej godziny. Na prowadzącego zajęcia patrzyliśmy jak na boga, bo potrafił odczytać coś w kilka sekund, co dla nas było zupełną niemożliwością. Wszystko zaczęło się jednak zmieniać po kolejnych zajęciach, bo człowiek tak naprawdę szybko się uczy nawet najtrudniejszych rzeczy. Jedyną przeszkodą jest brak silnej woli...
No, nagadałem się

, ale nie ma nic piękniejszego dla spirytysty niż stawianie czoła przeciwnościom
