My sobie nie zdajemy sprawy z tego jakim dobrodziejstwem jest edukacja i wiedza. W okresie międzywojennym matura była cenzusem dla wielu po prostu nieosiągalnym. Ludzie w sporej części umieli czytać, pisać i niewiele więcej. Takimi ludźmi łatwo manipulować, łatwo im dać broń do ręki i powiedzieć co z tą bronią mają robić ...
Dziadek, będąc leśnikiem, zrezygnował pod koniec lat 30-tych z pracy w Lasach Państwowych (co go nawiasem mówiąc uchroniło przed prześladowaniami po wybuchu wojny) i wyjechał w Bieszczady bo tam miał dobrą pracę leśnika u jakiegoś prywatnego właściciela leśnego. Ojciec opowiadał co działo się kiedy w tamte strony przyjechało tzw. "ruchome kino", czyli samochód z rzutnikiem i projektorem. Brak było możliwości jednoczesnego odtwarzania dźwięku i obrazu w związku z czym wypowiedzi zastępowały napisy u dołu ekranu. Ojciec, wówczas ok. dziesięciolatek, był dyżurnym lektorem ponieważ w okolicy mało kto potrafił czytać a ekipa "kinowa" oczekiwała raczej aktywizacji miejscowej ludności, po to zresztą tam przyjeżdżali. Ojciec czytał, ludzie (głównie Polacy i Łemkowie) patrzyli i słuchali ...
Paczitaj, malczik, paczitaj ...
Nasza Ziemlia Łemkowyna ...
Tak było, po prostu. I to jest nam trudno sobie wyobrazić. A w związku z tym trudno nam zrozumieć genezę tych wszystkich wydarzeń, wzajemnego braku rozumienia, przemocy, okrucieństwa ...
W latach 80-tych ubiegłego wieku mieszkałem w akademikach Politechniki Krakowskiej na nowohuckich Czyżynach. Przez rok sąsiadowałem z Łemkiem z Bieszczadów, członkiem jakiegoś łemkowskiego zespołu pieśni i tańca. Sporo rozmawialiśmy, opowiadał mi o ich wojażach po Europie Zachodniej, Ameryce i Australii. Fascynowało go to wszystko znacznie bardziej niż studia.
Całkiem inne czasy, inni ludzie ... I tak jest lepiej, bez cienia wątpliwości.
