Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Nangaparbat » 21 lis 2010, 21:21

A to tez nie jest do konca powiedziane ze jak wejdzie na mine to ona wybuchnie... bywaly przypadki "cudownego" uratowania. Spadajacy wspinacze z niesamowitych wysokosci... zlamany palec u reki :) Skad ze spadochronem konczacy sie nie otwarciem spadochronu... osoba przezyla... czytalem przez lata o takich "przypadkach" i smialo moge stwierdzic (mam nadzieje nie kompromitujac sie za bardzo) ze to istoty wyzsze decyduja co sie kiedy stanie... czesto ludzie wzywaja imie Pana Boga w momencie gdy dzieje sie cos "zlego"... pomaga :")))
Nangaparbat
 
Posty: 105
Rejestracja: 05 lis 2010, 01:05
Lokalizacja: Slask

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Voldo » 21 lis 2010, 21:45

Nangaparbat pisze:i smialo moge stwierdzicze to istoty wyzsze decyduja co sie kiedy stanie...

Kłóciłbym się z tym stwierdzeniem.
Bo pokazywałoby ono, iż niektórzy są więcej warci.
Dlaczego jeden ma przeżyć (tutaj można podpiąć kogoś kto podciął sobie żyły, lecz ktoś to zauważył i zatamował krwawienie), gdy np. samobójca skaczący z mostu (cudownie zdając sobie sprawę, że jednak chce żyć) ginie?
Można ew. powiedzieć, że czasem jest tak, iż "nasz czas nie nadszedł", być może to sprawka Boga (ale tutaj znowu by było nierówne traktowanie), być może natury (spadochron się nie otworzył, ale wiatry tak szczęśliwie zawiały, że danej osobie nic się nie stało).
Dziwne są losy niektórych. Jeden może zginąć przez przypadkowe ukłucie się nożem (nie wiem, nóż będzie zakażony bum bum i do widzenia), a drugi spadnie z wysokości kilkuset metrów i złapie kilka siniaków...

Nang mam pytanie - wierzysz w predestynację?
Tomasz

„Jezus Chrystus nie prosił nas o wiele, nie wymagał od ludzi, by wspinali się na Mount Everest, czy wielce się poświęcali. Prosił nas tylko o to, byśmy kochali drugiego człowieka.” - Chico Xavier

Wiceprzewodniczący PTSS
Przewodniczący Wrocławskiego Oddziału PTSS
tomasz.grabarczyk.spirytyzm@gmail.com
Awatar użytkownika
Voldo
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2204
Rejestracja: 08 lut 2010, 14:58
Lokalizacja: Wrocław

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Nangaparbat » 21 lis 2010, 22:41

Na to wychodzi ze tak... tyle ze jesli ktos zamierza popelnic samobojstwo to licza sie intencje... tutaj objawia sie nasza wolna wola. Uwazam ze Bog ma dla wszystkich z gory zaplanowane cos wspanialego... a to jak szybko do tego dojdziemy to juz od nas zalezy...

Bywaly przypadki ze i nawet "zli" ludzie przezywali ataki bombowe (Hitler w Wilczym Szancu) i to tez mialo na celu cos dac nam... lekcje... sam nie wiem ale na pewno cos.

W takim razie predestynacja z mojego punktu zrozumienia polega na tym ze fakt mamy mozliwosc kreowania naszej rzeczywistosci materialnej ale prowadzi to do jednego celu...
Nangaparbat
 
Posty: 105
Rejestracja: 05 lis 2010, 01:05
Lokalizacja: Slask

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Voldo » 21 lis 2010, 23:11

Tak, na pewno kiedyś wszyscy będziemy Duchami Czystymi i tylko od nas zależy ile będziemy ten stan osiągać.

Predestynacja z punktu widzenia... Ciekawe ;)

Hm... Intencje w samobójstwie... Rozwiniesz?
Tomasz

„Jezus Chrystus nie prosił nas o wiele, nie wymagał od ludzi, by wspinali się na Mount Everest, czy wielce się poświęcali. Prosił nas tylko o to, byśmy kochali drugiego człowieka.” - Chico Xavier

Wiceprzewodniczący PTSS
Przewodniczący Wrocławskiego Oddziału PTSS
tomasz.grabarczyk.spirytyzm@gmail.com
Awatar użytkownika
Voldo
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2204
Rejestracja: 08 lut 2010, 14:58
Lokalizacja: Wrocław

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Nangaparbat » 22 lis 2010, 01:54

No tak...predestynacja jest predestynacja... nie powinienem pisac z mojego punktu widzenia ale... jednak cos sie za tym ukrywa :")))
Predestynacje rozumiem jako calosc czyli jako ze naszym przeznaczeniem jest osiagnac stan ducha doskonalego i czystgo w pelni.

Intencje, czyli emocje jakie temu towarzyszyly...czy byl to akt kompletnego braku swiadomosci czy w pelni swiadomy czyn... wedlug mnie bardzo duza roznica :")
Nangaparbat
 
Posty: 105
Rejestracja: 05 lis 2010, 01:05
Lokalizacja: Slask

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Nikita » 22 lis 2010, 08:17

a jaka jest roznica miedzy samobojstwem a zabojstwem? Oba byly zaplanowane gdzies wyzej? Przeciez Bog musi wiedziec ile dany czlowiek da rady zniesc bolu....i musi znac sciezki zabojcow....i kogo on napotka....
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: cthulhu87 » 22 lis 2010, 08:43

Cóż Nikito, tu pojawia się stary problem dotyczący wszechwiedzy Boga i naszej wolnej woli - jak je pogodzić?
Myślę, że problem jest jednak pozorny. Podobnie jest jak próbujemy wyobrazić sobie to, co jest za granicami wszechświata gdzie kończy się przestrzeń - a nie potrafimy wyobrazić sobie pustki pozbawionej przestrzeni (umysł zawsze wyobraża sobie pustą przestrzeń). Tak samo jest pewnie tutaj :)
nasza logika nie musi przekładać się wcale na logiką Boga
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4282
Rejestracja: 19 lip 2008, 12:44

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Nangaparbat » 22 lis 2010, 08:46

Droga nikito a jesli bysmy tutaj dolozyli reinkarnacje to by zaczelo sie to wiazac w calosc...
Karma jest taka a nie inna... jesli ktos ma umrzec to umrze, kto ma zyc bedzie zyl :")))
Nangaparbat
 
Posty: 105
Rejestracja: 05 lis 2010, 01:05
Lokalizacja: Slask

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: konrad » 22 lis 2010, 14:00

Chyba się muszę zapisać na kurs szybkiego czytania, bo nie nadążam. :)

Ja chciałbym nawiązać trochę do kwestii "fluidu życiowego" i przeznaczenia człowieka - tj. liczby lat, które w założeniu ma przeżyć, co jednak ulec może skróceniu np. przez samobójstwo. Moje pytania są następujące:

1) czym od strony czysto fizycznej różni się poderżnięcie gardła sobie samemu od poderżnięcia gardła drugiej osobie?
2) jaki wywiera to wpływ na ciało duchowe w obu przypadkach?
3) jakie prawa natury tym (tj. zależnością między czynem podobnym od strony fizycznej do drugiego, a stanem duszy po śmierci) rządzą?

Celowo omijam tu kwestię moralności, chcę się tu skupić na aspekcie... przyrodniczym. Jakoś się nad tym zastanawiam od pewnego czasu


Fluid życiowy jest jak paliwo, które otrzymuje człowiek. Jest mu niezbędne do tego, by jego ciało mogło funkcjonować. Oczywiście paliwo to nie jest nieskończone - może wystarczyć tylko na pewien okres, który jest czasem od narodzin do naturalnej fizycznej śmierci. Ta ostatnia zachodzi bardzo rzadko. Jedynym przypadkiem, który znam i pod taką podchodzi, była moja prababcia, która zmarła w wieku ponad 90 lat, gdy po prostu jej serce przestało bić... Zabrakło mu sił, czyli de facto fluidu życiowego. Domyślam się też, że np. wszelkie choroby zużywają fluid życiowy. Jedynym przypadkiem, gdy w momencie śmierci jest go bardzo dużo jest właśnie samobójstwo.

Informacja o fluidzie jest bardzo istotna, gdyż jak przeczytać można np. w książce "Wspomnienia samobójcy" Y. Pereiry, gdzie znaleźć można historie duchów-samobójców: niewykorzystany fluid życiowy wciąż ściąga ducha do jego fizycznego ciała. Z tego też powodu duch jest wciąż narażony na fizyczne cierpienia i ból - może np. czuć, jak rozkłada się jego organizm itp. (nic przyjemnego zapewne).

Co do np. fizycznych okaleczeń, oczywiście odciskają one swoje piętno na ciele duchowym i zapewne te, które spowodowane były samobójstwem, odciskają piętno silniejsze.

A jeśli chodzi o temat żołnierza rzucającego się na minę, by kogoś ratować, odwołajmy się do wyjaśnień z "Ewangelii według spirytyzmu":
30. Czy człowiek wystawiający się na nieuchronne niebezpieczeństwo,
kiedy ratuje życie drugiej osobie, wiedzący z góry, że zginie, może być
postrzegany jako samobójca?

Gdy w danym czynie nie ma intencji odebrania sobie życia, nie ma
mowy o samobójstwie. Mamy tu do czynienia jedynie z poświęceniem i
oddaniem, nawet mimo pewności, że dana osoba zginie. Ale któż może
mieć taką pewność? Kto powiedział, że Opatrzność nieoczekiwanie nie
zapewni ratunku w ostatniej chwili? Czyż nie jest w stanie uratować nawet
tego, kto znajduje się przy samej armacie w momencie wystrzału?
Często jej zamiarem jest sprawienie by próba poświęcenia się drugiemu
człowiekowi przyjęła najbardziej ekstremalny wymiar i by następnie, w
wyniku zupełnie nieoczekiwanych okoliczności, ten ktoś uniknął śmierci.


Myślę, że wypowiedź LF krążyła właśnie wokół tego fragmentu, więc chyba warto go przytoczyć.
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Samobójstwo z miłości, czy chęć ucieczki?

Postautor: Voldo » 22 lis 2010, 17:26

konrad pisze:Chyba się muszę zapisać na kurs szybkiego czytania, bo nie nadążam. :)

:lol: :lol: :lol:

konrad pisze:Fluid życiowy jest jak paliwo, które otrzymuje człowiek. Jest mu niezbędne do tego, by jego ciało mogło funkcjonować. Oczywiście paliwo to nie jest nieskończone - może wystarczyć tylko na pewien okres, który jest czasem od narodzin do naturalnej fizycznej śmierci.
(...)
Informacja o fluidzie jest bardzo istotna, gdyż jak przeczytać można np. w książce "Wspomnienia samobójcy" Y. Pereiry, gdzie znaleźć można historie duchów-samobójców: niewykorzystany fluid życiowy wciąż ściąga ducha do jego fizycznego ciała. Z tego też powodu duch jest wciąż narażony na fizyczne cierpienia i ból - może np. czuć, jak rozkłada się jego organizm itp.

Hm, pierwszy raz widzę takie wyjaśnienie dlaczego to Duch samobójcy nie może pójść dalej tylko siedzi przy swoim ciele...
No ale... Co do tego fluidu... Tylko w przypadku samobójców on działa jakoby do całkowitego wyczerpania zapasów?
Bo w końcu ci, którzy giną śmiercią gwałtowną raczej nie mogli do końca wykorzystać swojego fluidu życiowego, więc muszą go dokończyć jeszcze po śmierci... Ale coś mi się nie widzi, żeby ginący śmiercią gwałtowną miał siedzieć przy swoim ciele tyle samo ile samobójca (tj. do całkowitego wyczerpania zapasów)...
Mam nadzieję, że to co napisałem jest zrozumiałe ;)
Tomasz

„Jezus Chrystus nie prosił nas o wiele, nie wymagał od ludzi, by wspinali się na Mount Everest, czy wielce się poświęcali. Prosił nas tylko o to, byśmy kochali drugiego człowieka.” - Chico Xavier

Wiceprzewodniczący PTSS
Przewodniczący Wrocławskiego Oddziału PTSS
tomasz.grabarczyk.spirytyzm@gmail.com
Awatar użytkownika
Voldo
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2204
Rejestracja: 08 lut 2010, 14:58
Lokalizacja: Wrocław

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości