danut pisze:Estia 72 - wyłożyłaś sprawę doskonale i ja także o tym piszę, że każdy jest wyjątkowy i spełnia swoje zadanie. Daje nacisk tylko na to, że nikomu nie wolno się chełpić tym co jest jego drogą nad innymi, ponieważ nie ma takiej wykładni, która jest od innej lepszą. To jest sedno.
Zgadzam sie Danut
Sa owszem osoby ktore w "niewlasciwy" sposob korzystaja ze swoich talentow i to nie dotyczy tylko mediow. bardzo czesto my jako zwykli ludzie poprzez swoje wlasne "ulomne postrzeganie" potrafimy przypisac komus pewne negatywne intencje czy wrecz cechy wlasnie poprzez wlasne wewnetrzne bledy ktore zaklucaja/ wykrzywiaja wlasciwy odbior osoby czy rzeczywistosci, a takze falszywe wyobrazenia....I przypisujemy komus rzeczy ktorych w tej osobie nie ma, nie wynika to z naszej zlej woli ale z blednego postrzegania/blednej informacji.
Tak samo jest z medium, wyobrazamy sobie ze ta osoba wie wszystko zapominajac o czynniku ludzkim a takze specyfikacji jej talentu, jak i stopnia doswiadczenia/wiedzy/zaawansowania.
Mamy wielkie oczekiwania ,a gdy osoba ta ich nie spelnia czujemy sie oszukani....i mowimy te medium jest be!
A kazdy z nas powinien uswiadomic sobie ze kazde medium dziala jakby w pewnym obszarze...a nie wszystkich! To tak jak bysmy oczekiwali od piszarza bajek dla dzieci by napisal powazna prace naukowa...albo thriller...tak samo by artysta rockowy zaspiewal arie operowa!
A wracajac do tematu ja osobiscie nie czuje sie medium (moja definicja medium to osoba ktora w swiadomy sposob kontaktuje sie z duszami, ma staly dostep do swiata ducha)
Pisalam juz na roznych tematach o moich roznych doswiadczeniach , nigdy nie chcialam miec nic do czynienia z spirytyzmem, duszami ,gdyz nie czulam i nie czuje tego do dzisiaj, byc moze nie dojrzalam do tego i dlatego powiedzialam zdecydowane nie! Jednakze sprawa nie jest prosta ,bo pewne rzeczy ot tak po prostu nie znikaja od naszego chcenia... W moim przypadku jak u wiekszosci z osob ktore tu pisaly pewne rzeczy pojawialy sie juz we wczesnym dziecinstwie, od widzenia pewnych bytow, swiadome sny, czucie innych, ich emocji, mysli, prorocze sny,wizji. Jako dziecko wiele z tych rzeczy uwazalam za normalne a nie jakies wyjatkowe, myslalam ze kazdy tak ma. Czulam rowniez mocne polaczenie ze zrodlem ,bylo to dla mnie tak oczywiste jak oddychanie... Ze swojego wczesnego dziecinstwa pamietam moje spotkanie z "matka boska i Jezusem " W pewnym wieku gdy mialam kilka lat nastapila jakas zmiana ,dotychczas mialam jakby stale polaczenie ze swiatem ducha az pewnego dnia nastapila zmiana, to bylo jak by ktos wylaczyl przelacznik-zgasil swiatlo!.... Zrozumialam rowniez ze nie wszyscy doswiadczaja tego co ja , gdy okazalo sie ze rowniez moja rodzina/najblizsi mnie nie rozumieja czulam sie osamotniona, zwlaszcza gdy doswiadczylam wyjscia z ciala ....to samo w szkole wsrod rowiesnikow bylam inna,dziwna, wiec nie mowilam nikomu o tym czego doswiadczam. Jedynie czasem slyszalam glos mojego opiekuna ktory mnie w pewnej formie wspieral ale rowniez nie w jakis nachalny sposob. Gdy zaczelam chodzic do szkoly obiecalam sobie w pierwszej klasie ze zawsze bede szla za Bogiem/Jezusem ,w 3 klasie fascynowal mnie ojciec Pio i jego polaczenie z Bogiem i wiara, chcialam isc ta droga bo niewyobrazalam sobie zycia bez Boga. Jako dziecko patrzac na chorobe dziadka i bole nie rozumialam jak moze go cos bolec, myslalam sobie wtedy ze mnie nigdy nie bedzie nic bolec
Czesto rowniez slyszalam rozne dzwieki w domu ,zapachy perfum,kremow zmarlych bliskich ,sygnaly dusz ktory w ten sposob probowaly dawac o sobie znac, ale nie byly one nachalne, po prostu byly,zazwyczaj pojawialy sie gdy ktos odszedl , czasem bez powodu. Oprocz tego doswiadczalam rowniez innych dzwiekow nie zwiazanych z duszami, pamietam do dzisiaj wieczorowymi porami te rytmiczne buczenie , nikt inny tego nie slyszal ale moja babcia wytlumaczyla mi ze to samoloty (o ufo jeszcze wtedy nikt nie slyszal) zawsze mnie przerazaly te dzwieki i balam sie nocy/ciemnosci z niezrozumialych dla mnie powodow..... Bylam dzieckiem bardzo wrazliwym , raczej wycofanym ,staralam sie nikogo nie zranic, zadowolic, za klotnie rodzicow obwinialam siebie, czulam sie bardzo zle, plakalam. Gdy mialam ok. 11 lat zachorowal moj brat ,trafil do szpitala w ciezkim stanie , mial w odstepie paru dni 3 operacje ,stan byl bardzo ciezki i lekarze nie dawali mu szans na przezycie, rodzina byla w rozpaczy, wtedy poszlam do kosciola i prosilam Boga z mocna wiara by zabral mnie a nie jego bo jego wszyscy kochali, na szczescie mnie nie zabral ale moj brat wrocil po tym do zdrowia. Gdy bylam dzieckiem wierzylam ze o cokolwiek poprosze w dobrej sprawie tak sie stanie bo Bog zawsze dziala, nie mialam cienia watpliwosci. Pozniej przyszedl czas dojrzewania, buntu, nie potrafilam zrozumiec dlaczego dobry Bog pozwala na tyle cierpienia, choroby , niesprawiedliwosci, smierci dzieci , czemu ten swiat jest tak okrutnym miejscem, dlaczego mnie tutaj zeslal, nie chcialam tu byc....i bardzo tesknilam za duchowym domem, za Bogiem,zawsze chcialam byc jak najblizej niego.....Czesto zadawalm mu pytania na temat cierpienia i chorob ,skad one sie biora, dlaczego jedni choruja a drudzy nie itd, ale nie otrzymywalam odpowiedzi na moje pytania, w kosciele rowniez nie znalazlam odpowiedzi a nawt gorzej gdyz wszystko co zwiazane jest z moimi doswiadczeniami ksiadz uwazal za "sztuczki zla" Bylam rozgoryczona i pewna zalu do Boga.
Pozniej bylo jeszcze gorzej zaczely sie powane choroby w moim zyciu...leki ani terapie nie pomagaly, meczyly mnie paskudne wizje ktore mowily o mojej smierci , wiedzialam oraz czulam fizycznie jak moje cialo slabnie i zycie ucieka z niego....Zaczelam ostatkiem sil i woli zycia wolac do Boga i prosic by mi pomogl i wtedy nastapil cud w moim zyciu, w wizjach 3 dni z rzedu zaczol przychodzic do mnie Jezus, przy trzeciej wizji powiedzial mi "Wiara Cie uzdrowi" i pokazal mi energie ktora plynie przez cialo , wiedzialam juz co musze zrobic by odzyskac zdrowie ale nie wiedzialam jeszcze jak, w ciagu kilku dni "zbiegiem okolicznosci" dowiedzialam sie jak to zrobic. I zaczelam, prace z energiami, zaczelam tez czytac biblie i znalazlam w niej wiele madrosci , kiedy przeczytalam stary testament i doszlam do nowej ewangelii ,zauwazylam niesamowita rzecz ,czytajac ja miedzy napisanymi slowami zaczely splywac do mnie jakies inne wewnetrzne informacje, to bylo niesamowite, wtedy tez nauczylam sie jak potezna "moc" ma mysl/slowo, slowa z biblii jak by wbijaly sie w moja swiadomosc i serce,te przezycie jest nie do opisania slowami. Wpadaly mi rowniez przypadkiem rozne ksiazki na temat pozytywnego myslenia , afirmacji, zaczelam codzienie 3 razy dziennie medytowac o stalych godzinach, przyjmowac energie, wprowadzac slowa Jezusa w czyn i zaczely nastepowac cuda w moim zyciu, w ciagu 3 miesiecy po moich ciezkich chorobach nie zostalo sladu, bylam odbudowana fizycznie, psychicznie i duchowo , to tak jak bym narodzila sie na nowo, zaczelam tez dzielic sie swoja wiedza/doswiadczeniem , pomagac innym, moja rodzina zupelnie tego nie rozumiala, jak moglam powierzyc moje zycie w rece Boga i zdac sie na jego madrosc , nie rozumieli tego co robie , byla krytyka, wysmiewanie sie itd. Ktoregos dnia zauwazylam ze odczuwam bole pewnej osoby,dokladnie jej opisalam co w tym momencie czuje ,co ja boli i to potwierdzila z wielkim zdziwieniem, to bylo cos dla mnie nowego, od tego czasu stalo sie to norma, musialam nauczyc sie rozpoznawac co jest moje a co nalezy do kogos innego , to samo z emocjami. Od czasu uzdrowienia zaczelam odczuwac rowniez wielki wewnetrzny spokoj bez wzgledu na zaistniala sytuacje oraz blogosc, najpierw podczas tylko medytacji, pozniej juz na stale, zylam w tej blogosci 24 godziny na dobe. To byl blogoslawiony czas. W wizjach zaczelam spotykac istoty i Jezusa ktore udzielaly mi lekcji ....Ktoregos razu doswiadczylam rowniez dziwnej rzeczy, podczas medytacji poczulam najpierw dziwne uczucie w ciele i dzwiek w uszach po czym moj oddech , puls tak zwolnil samoistnie ze oddech lagodnie lapalam co 4-5 min tak dla pro-formy bez zadnego przymusu,nie czulam potrzeby oddychania ,ale na wszelki wypadek co pare minut lapalam oddech, niesamowite doswiadczenie, w tym momencie po prostu bylam....nie potrafie tego wyjasnic do dzisiaj.
Pozniej nastapil "czarny" okres w moim zyciu, pewnego wieczoru zauwazylam na niebie dziwne swiatlo ciemno-pomaranczowe, ono leciala w lini poziomej na niebie i w pewnym momencie zmienilo kierunek i zaczelo leciec w moja strone, zawisla czesciowo nad blokiem przy ktorym stalam i oslepilo mnie jasnym swiatlem. Trwalo to kilka sekund tkz. chwile po czym pod kontem odlecialo, gdy wrocilam do domu (zwykle spacer zajmowal mi 30 min) okazalo sie ze gdzies zgubilam czas bo minelo prawie 3 godziny ale wtedy nie zastanawialam sie nad tym. Po tym spotkaniu zaczely sie moje niewyjasnione problemy ze zdrowiem ktore trwaja do dzisiaj , lekarze nie potrafia znalesc przyczyny, po tym spotkaniu rowniez poczulam sie jakby odcieta od zrodla, moja milosc,wiara, tesknota jakby oslabla i zbladla. Nadal miewam od czasu do czasu wizje ale czuje sie tak jak bym zyla w wiecznym snie, za mgla,wszystko stracilo swoj kolor ,zapach i smak....
Pojawil po tym sie czas gdy chcialam odejsc z tego swiata i wtedy przyszedl w wizji znowu Jezus z pomoca, pokazal mi mnie przed narodzeniem , jak bardzo chcialam tutaj byc, jak sie cieszylam, czulam jaka wtedy mialam energie , silna motywacje z perspektywy duszy, moze dlatego dzisiaj roumiem dlaczego niektore dusze biora sobie tak trudne lekcje w swoim zyciu...gdyz patrzac z perspektywy duszy wydaje Ci sie ze wszystko to co sobie zaplanowalas osiagniesz, nie widzisz najmniejszego problemu nawet w trudnych lekcjach, wszystko jest do osiagniecia, nie dopuszczasz porazki, z taka energia przed narodzeniem sie wcale nie dziwie ze nie dostrzegamy trudnosci....ponadto ta motywacja ze zrobisz wszystko ,z calej swej duszy , z calej swojej mocy, z wszystkich sil ....to niesamowite! Po tej wizji pozbieralam sie majac w pamieci te uczucia....
W 2010 przeprowadzilam sie do pewnego domu ,tam zaczelam slyszec moich niewidzialnych sasiadow, nie byli jednak oni nachalni, chodzili zwlaszcza wieczorami, ktoregos razu juz zasnelam, obudzil mnie chalas, nie wiedzialam co to wiec nasluchiwalam ,uslyszalam wyrazne kroki i trzeszczaca podloge, postanowilam sprawdzic co to ,gdyz mieszkalam sama wiec bylo niemozliwe by ktos chodzil ,zajrzalam tam (stal tam piec centralnego) nikogo nie bylo ale cos kazalo spojrzec mi na licznik cisnienia , wystraszylam sie bo cisnienie bylo przy samym koncu gornej granicy, zeby mnie nie obudzila ta dusza to pewnie by sie to zle skonczylo. Generalnie zylismy w zgodzie, nie myslalam wtedy zeby jakos pomoc tej kobiecie bo nawet nie wiedzialam jak, ale podziekowalam jej, czasem zartowalam zeby przypilnowala domu do mojego powrotu.
W 2012 "los" znowu sprawil ze sie przeprowadzilam tym razem do Anglii, przed wyjazdem mialam rozne wizje zwiazane z tym wyjazdem ale najbardziej przemowila do mnie wizja mojego nowego mieszkania( nie widzialam go jeszcze) nawt nie wiedzialam w jakim miescie zamieszkam . Zobaczylam w niej ze w domu w ktorym zamieszkam mieszkaja juz bezcielesni,dosc nieprzyjemni lokatorzy, a dom w srodku wydawal sie jakis taki mroczny, z groza, ale gdy doszlo do przeprowadzki nie myslalam o tym.
Gdy sie wprowadzilismy wszystko wydawalo sie w porzadku. Na poczatku zaczeo sie od tego ze zaczelo mnie wybudzac w nocy trzaskanie drzwiami oraz dziwny zapach w pokoju w ktorym spalam i zimno. Nie zwracalam na to uwagi , gdyz pracowalam po 14 godzin i wracalam do domu padnieta. Jednakze gdy co noc po 2 w nocy trzask drzwiami zaczol mnie wybudzac ze snu (a spalam zawsze mocno) zaczelo mnie to irytowac ,w pokoju robilo sie naprawde zimno , ponadto mialam praktycznie co noc paskudne,meczace sny,koszmary, dodatkowo zaczelam slyszec ciezkie kroki po schodach, sapanie i strasznie trzeszczaca porecz, mimo ze nasza porecz nie trzeszczala. Nie mowilam nikomu z domownikow o tym by ich nie niepokoic. Ktorejs nocy wybudzil mnie jak zwykle trzask drzwiami w nocy i zrobilo sie bardzo zimno tak mocno ze zaczelam sie trzasc z zimna pod koldra mimo ze to bylo lato....w pewnej chwili poczulam jakis wielki ciezar na mojej klatce jak by cos probowalo we mnie wejsc, wtedy sie wkurzylam i wypedzilam tego kogos, byla to ciezka walka bylam po niej wykonczona psychicznie i fizycznie. Na drugi dzien rano moja siostra zaczelo opowiadac co jej sie przytrafilo w nocy w jej pokoju. Po drugiej w nocy cos ja wybudzilo udezajac z calej sily w lozko przy jej twarzy, po czym weszlo w nia az stracila oddech, doslownie czula sie przygnieciona po czym za chwile to cos wyszlo zniej jak by chcialo jednoczesnie wyciagnac z niej dusze, byla przerazona... W domu zaczely sie dziac brzydkie rzeczy, wiekszosc chodzila podenerwowana, nastepowaly klotnie z byle powodu, po kolei zaczelismy tracic prace, wszystkich nawiedzaly zle sny, byli wybudzani ,. Mialam powtarzajace sie wizje mezczyzny w garniturze okolo 35 letniego, ktory mi ciagle powtarzal "mam Cie , teraz nalezysz do mnie i nie pozwole Ci odejsc" przy ktorej wizji zostawil mi czerwony slad na plecach , ktory mialam przez pare lat... Slyszelismy ciezkie kroki,czasem jakby cos/ktos spadal ze schodow i jeki. Zglosilam to landlordowi, zawiesil nawet 2 krzyze w miejscach w ktorych byla najwieksza aktywnosc, ale to bardzo nie spodobalo duchom w pierwsza noc spadl sam w nocy pierwszy krzyz i mimo ze spadl na wykladzine doslownie roztrzaskal sie... drugi ktory wisial na pietrze wytrzymal 3 dni.... Wszyscy bylismy wykonczeni psychicznie najbardziej ja z siostra odczuwalismy skutki tych dzialan,wszystkich ciagle bolala glowa, dziwne uczucie w zoladku i mdlosci. Pewnego dnia zaslablam w pracy ,zabralo mnie pogotowie, lezalam na oiomie, lekarze podejrzewali niewydolnosc serca, po pobycie w szpitalu dostalam leki i wypisano mnie ze szpitala , czekalam na dalsze badania. Nagle z dnia na dzien stalam sie bardzo chora osoba...nie moglam przejsc nawet 30m , szybko sie meczylam ,dostawalam zadyszki, dlawicy, wewnetrznie czulam ze cos tu sie nie zgadza ,ze to nie moje i czulam ze to nalezy do tego ducha, starszego mezczyzny w ktorego pokoju spalam. Przy pierwszej wizycie na badaniach wysilkowych nie udalo sie go przeprowadzic gdyz mialam bardzo zle badanie ekg i bole ,wiec wizyta zostala przelozona na inny termin. Przy drugiej wizycie sytuacja sie powtorzyla...Postanowilam w miedzy czasie zmienic mieszkanie, i szybko okazalo sie ze zwolnilo sie mieszkanie 2 drzwi dalej, nie czekalam, od razu poszlam do landlorda ze je wynajmuje. Szybko sie wyprowadzilismy z tamtad. Po przeprowadzce do nowego mieszkania zapanowal znowu spokoj, skonczyly sie klotnie i podenerwowanie, wrocila radosc ,poprawila sytuacja finansowa. W koncu moglismy normalnie sie wyspac itd. Dostalam wezwanie ze szpitala znowu na badanie wysilkowe, tym razem sie udalo, lekarze podejrzewali ze mam zapchana aorte , dostalam kontrast, przy badaniu okazalo sie ze wszystko jest w porzadku. Moj lekarz GP nie potrafil wskazac przyczyny...I tu pomyslalam sobie mam Cie!
Zastosowalam uzdrawianie energia uwolnilam sie od tego i wrocilam do zdrowia ,te obciazenie ducha bylo dla mnie zupelnym zaskoczeniem, z reguly gdy odczuwalam choroby innych bylo to niedlugotrwale i przejsciowe ,w przypadku tego ducha bylam calkowicie zdezorientowana ....I tak wkrotce po uwolnieniu moglam spowrotem zaczac pracowac. Po tych doswiadczeniach stalam sie jeszcze bardziej wrazliwa na energie innych, a takze duchow , obciazenia innych. Im wiekszy mam kontakt/wiez z osoba tym bardziej czuje nie tylko jej dolegliwosci fizyczne ale i psychiczne po mysloksztaly zwlaszcza w miejscach gdzie dana osoba dlugo przebywa. Wiem kiedy ktos mowi nieprawde gdy cos mi opowiada , czytam miedzy jego slowami, jak bym widziala jego uczucia . Poruszalam zreszta na tym forum problem z jedna lokatorka....Ktoregos dnia postanowilam ,ze koncze z tym wszystkim, majac nadzieje ze uda mi sie pozbyc niechcianych "talentow" Jestem juz tym wszystkim zmeczona , chcialabym byc jak kazdy czlowiek nie majacy tych darow, to ciezka droga z ktorej czesto wychodzimy poobijani...jednoczesnie madrzejsi o doswiadczenia, z drugiej strony trapia mnie watpliwosci ,czy majac te dary mamy prawo je odrzucac by lezaly odlogiem bo jest nam ciezko...czy nie jest to egoistyczne i czy przez odrzucenie tego nie stajemy sie winni zaniechania czy nie zbaczamy z kursu jaki nakreslila nasza dusza na te zycie??? Czy nie jest to tchorzostwem?
PS. Danut szanuje Twoje zdania choc sie z nim nie zgadzam , dla mnie istnieje ktos taki jak Bog ktory jest zarazem osobowy jak i bezosobowy, energia i zyciem jednoczesnie ,wszystkim i we wszystkim, kiedys moj opiekun pokazal mi bym zrozumiala istote Boga , co ciekawe gdy go w tamtym momencie widzialam rozumialam czesciowo jego nature, ale gdy doszlam do swiadomosci to zostaly w niej tylko skromne ogolne informacje...