Ludwig Wittgenstein:
"W życiu terazniejszym smierć nie istnieje.Śmierc nie jest wydarzeniem z życia,smierci się nie przeżywa."
My,ludzie Zachodu,w ciagu całego naszego życia udajemy,że śmierć nie istnieje.Mysl o niej zostaje usunięta do najgłębszych zakamarkow umysłu i zamknięta na klucz,tak ,aby bron Boże nie wychynęła na światło dzienne.
W chrzescijanstwie smierc łączy się z grzechem poierworodnym i szatanem.Traktuje się ją jako wroga,z którego szponów może nas wybawić tylko Bóg,prowadząc nas do zycia wiecznego.
Lek przed śmiercią jest strachem przed nieznanym.Myśl,że z chwilą ustania czynności życiowych organizmu przestaniemy istnieć,wprawia nas w poczucie beznadziei ,bezsensu naszej egzystencji oraz daremności wszelkich naszych ziemskich poczynań;czyżbyśmy my,ludzie, byli li tylko pyłem,prochem,trzciną na wietrze?A co sie stanie z naszymi uczuciami,najcenniejszymi wspomnieniami,ogromem wysiłku włożonego w doskonalenie umysłu-czy to wszystko ma przepaśc w otchłani niebytu?
Refleksje takie sprawiają,ze ludzie traktują śmierć jako tabu,coś o czym nie da się. myśleć,a tym bardziej mówić.Spróbujmy porozmawiać np.ze znajomymi z pracy o śmierci i umieraniu-każdy będzie skrzętnie omijał ten temat,zmieniając go na inny lub całkowicie ignorował nasze uwagi.W najlepszym przpadku będziemy uchodzili za ludzi nietaktownych a w najgorszym spotkamy się z ostracyzmem.
Ludzie Zachodu zdają się zachowywac tak,jakby śmierć dotyczyłą "tych innych" ,lecz na pewno nie ich samych.
Dopiero osobista tragedia,jak śmierć osoby bliskiej powoduje,iz zaczynamy brać pod uwagę ewentualność,że my teś kiedyś umrzemy.
Mma potęzne wyrzuty sumienia,iż ukrywałam przed moim synem fakt,że jego choroba jest z rodzaju smiertelnych i tym samym nie dałam mu możliwości duchowego przygotowania się do odejścia.Zresztą w tamtym czasie sama od siebie odsuwałam myśl,że Rafał moze umrzeći byłam osobą tak naprawdę niewierząca.
Błędy,błedy...Nie wiem,czy on mi je wybaczył.Gdybym wtedy była wiedziała to,co wiem teraz...
Jedno jest pewne-nie boję się śmierci i jestem gotowa odejsc w każdej chwili.Mam już dość trudów tego wcielenia,czuję się taka zmęczona...
Zakończę pytaniem:czy naszym OBOWIĄZKIEM jest rozmawianie z ludzmi na temat umierania i śmierci?A jesli tak,to jak to robić?

