Dziś spotkałem się z taką sytuacją. Stałem wieczorem na przystanku i czekałem na autobus. Nagle jakiś dzieciak przypadkowo otarł się o bark pewnego mężczyzny około 40 lat, na co on zareagował w ten sposób:
-Co k***. Jak Ci p** to się nauczysz chodzić, grubasie p****.
Dzieciak w wieku może 14 lat z przerażeniem i piskliwym głosikiem mówił "przepraszam".
Zacząłem tam podchodzić, bo nikt nie reagował. W myślach już przypominałem sobie ciosy i ich kombinacje, których się kiedyś uczyłem. Przez chwilę się zastanawiałem, czy w razie potrzeby mam go obronić, ryzykując pobiciem, czy mieć to w nosie i sobie pojechać. Facet o wiele starszy ode mnie, trochę nawet wyższy.
No i teraz pytanie do was - czy odważylibyście się nadstawić karku w obronie nieznanej wam osoby? No bo sumienie mi podpowiada, że tak należy. Jednak czy brak reakcji jest sam w sobie niemoralny?
