Też często myślę na ten temat. W sumie nawet myślałem o tym w czasach kiedy stwierdziłem, że wizja raju w którym śpiewam w chórach anielskich jest mocno przerażająca ze względu na mój antytalent wokalny
Zanim ktoś zarzuci mi że przemawiam z pozycji osoby wszechoświeconej

, od razu mówię, że to o czym napiszę to moje prywatne spostrzeżenia, (oparte o na razie skromną wiedzę na temat spirytyzmu)
Na pewno zabieramy ze sobą:
1) świadomośc tego kim jesteśmy - zakładam że rozszerzoną o wiedzę na temat tego kim byliśmy w poprzednich wcieleniach.
2) Wiedzę o świecie - również rozszerzoną o wiedzę z poprzednich wcieleń (jak mi się wydaje).
3) Zalety
4) No i niestety wady
Problemy pojawiają się wtedy kiedy pkt 4 naszego charakteru ma przewagę nad pkt 3. Wtedy zanim trafimy do jakiegoś lepszego miejsca, musimy się uporać z wadami, to znaczy zrozumieć, że one są wlaśnie nimi a nie naszymii zaletami.
Powstaje pytanie dlaczego duchy po deinkarnacji wydają się lepsze niż wtedy kiedy ogranicza je materia. Wydaje mi się, że odpowiedź leży w psychologii. Przeczucia, to nie to samo co pewność. Na codzień wiele osób które deklarują, że wierzą w życie pozagrobowe, wcale nie zachowuje się tak, jakby traktowało to co deklaruje w poważny sposób.
Mają przeczucie, chcą wierzyć w nieśmiertelność duszy, ale codzienna walka o byt całkowicie pochłania ich uwagę, sprawiając, że sprawy "zbawienia po śmierci" traktują jako raczej dość mało istotną sprawę. Szczególnie w sytuacji, gdy trzeba zrobić coś tu i teraz np. aby podnieść swój status. Po deinkarnacji okazuje się, że prawdziwe priorytety są zupełnie inne. Wtedy zmieniają się, tak samo jak człowiek, który nagle przekonuje się o realności czegoś, co do tej pory uważał za mało prawdopodobne.
Dlaczego tak sądzę ? Na podstawie obserwacji swoich zachowań. Przez sporą część życia byłem skrajnym ateistą. Nie mówię, że z tego powodu postępowałem źle w jakiść szczególny sposób, ale byłem "rewolucjonistą" który uważał, że należy chwycić za broń i przebudować ten świat na sprawiedliwszy, a jeśli ktoś stoi na drodze do tego (jest odpowiedzialny za cierpienia innych ) to cóż... straty w ludziach są konieczne

. Później sam padłem ofaiarą rewolucji światopoglądowej, odkrywając, że materia to nie wszystko co istnieje. Myślę, że z tego powodu stałem się lepszy. Mam inne priorytety niż zbawianie świata "ogniem i mieczem"

Stałem się spokojniejszy, bardziej otwarty na potrzeby innych. Wiadomo, jak każdemu człowiekowi brakuje mi dużo do ideału, ale jest lepiej.
Duch po deinkarnacji przechodzi na pewno olbrzymią rewolucję światopoglądową, a dodatkowo nie musi już o nic walczyć. Może skupić się na tym co istotne i stać dużo lepszą istotą.