autor: vinitor » 03 lut 2010, 21:53
Zagajenie.
Część moich postów, nie wyłączając tego, z pewnością wzbudzało i wyzwoli u spirytystów sporo kontrowersji. Ja za spirytystę z krwi i kości się nie uważam. Spoglądam z boku, z innej perspektywy. Staram się patrzeć inaczej i kieruję się własną logiką.
W wierzeniach i religiach świata cechą charakterystyczną jest to, że ich zwolennicy na każdy argument strony przeciwnej odpowiadają kontrargumentami. Odnosi się wrażenie, że wszyscy mają rację. A czy tak jest naprawdę?
Czy mam przyjąć założenie, iż prawd jest tyle ilu jest jej obrońców? Poddając chłodnej ocenie każdą z tych prawd bliższa rozwiązaniu zagadek jest idea częściowych prawd ale nikt się nie godzi na połowiczne rozstrzygnięcia. Nieustępliwość i agresywność poglądów ma przekonać, że ta a nie inna wiara, religia, wierzenie, światopogląd jest najwyższego gatunku. Zawziętość i irracjonalne preparowanie dziesiątek, setek i tysięcy zapewnień ma przekonać o słuszności danego programu. Dochodzi do sporów, nie przebierania w słowach, przekłamań, frontalnych ataków, nierzadko do fałszowania dowodów. Czy doprowadza to do postępu i rozwoju, czy rozbudzenia chorobliwych instynktów?
Człowiek ma wolny wybór. Na co się ma zdecydować i czym kierować? Nie ma absolutnych racji, są ledwie widoczne zarysy i nie sposób dojrzeć co się kryje w uciekającej dali.
Każdy jest zamknięty we własnym kotle posiadanej wiedzy i rzuca się w nim jak ryba na piasku. Gdzie nie spojrzeć wyłania się bezsilność i niezdatne do odczytania znaki drogowe Gdzie jest środek do likwidacji łańcucha znaków zapytania? Poszukiwania zataczają coraz większe kręgi, niczym fale wody powstałe po akcji zaczepnej.
Bezmiar i nieskończoność wpisują się do pamiętnika zagadek.
A dzisiejszy monolog rozpoczynam od pytania i odpowiedzi nr 217 z „Księgi Duchów”.
Dla przypomnienia podaję w całości.
217. Czy człowiek w swych różnych istnieniach zachowuje cechy
fizyczne z istnień poprzednich?
„Ciało ulega zniszczeniu, więc to nowe nie ma nic wspólnego z poprzednim.
Jednocześnie jednak Duch wywiera wpływ na ciało; wprawdzie
ciało jest tylko materią, jednak mimo to jest modelowane odpowiednio
do możliwości Ducha, który nadaje mu pewien charakter,
zwłaszcza w przypadku twarzy - tak więc to prawda, gdy mówi się, że
oczy są zwierciadłem duszy; słowem, twarz w sposób szczególny odzwierciedla
duszę; tak więc nawet osoba wyjątkowo nieładna fizycznie,
gdy animuje ją Duch dobry, oczyszczony i pełen ludzkich uczuć,
może jednak mieć w sobie coś, co sprawia, że darzy się ją sympatią -.
a jednocześnie istnieją też jednostki bardzo ładne, które, choć nic tego
nie uzasadnia, wzbudzają niechęć. Myślisz pewnie, że tylko piękne
ciała stanowią powłokę najdoskonalszych Duchów; zauważ jednak, że
każdego dnia spotyka się dobrych ludzi dotkniętych zewnętrznymi deformacjami.
Nawet wtedy gdy nie istnieje zewnętrzne podobieństwo,
jedność upodobań i poglądów sprawia, że kogoś traktuje się jak członka
rodziny”.
Oko artysty wnet wyłapie piękne poetyckie powiedzenie o oczach i duszy. Autor przysłowia jest nieznany. Zaczerpnięte z zasobów ludzkości uświadamia, że pamięć Duchów o ziemskich sprawach nie wygasa. Być może przyczyną urzekającego wspomnienia był sam A. Kardec, bowiem zadając pytanie mógł musnąć w myślach zanotowany zwrot, który wychwycił Duch dający odpowiedź. Taki podgląd myśli autora spirytyzmu oraz przebywającym z nim osób mógł, choć nie musiał, przyczynić się do dania odpowiedzi niekoniecznie pewnej i wartościowej. Ślepa wiara w szczerość (dobre intencje) Duchów jest szeroko otwartą bramą przez którą z łatwością przeniknie każde kłamstwo, bałamutna treść. Nie twierdzę, że zawsze i wszędzie. To taka ewentualność o której nie wolno zapominać. Nie utemperowana pewność siebie prowadzi najkrótszą drogą ku pysze. Człowiek złakniony wiedzy gładko przełknie podsuwane mu informacje , by potem z nutką pewności w głosie rzec: „ Super! Wiem wszystko. Niech tylko ktoś spróbuje zadać temu kłam. Poradzę sobie ...”
Interesuje mnie wpływ Ducha na materię W odpowiedzi znalazłem wzmiankę i postanowiłem przyjrzeć się bliżej niezwykłej skuteczności mieszkańca w ludzkiej skórze. Po zapoznaniu się z nią dotarły do mnie oszałamiające wieści świadczące o tym, że ludzka twarz jest wymarzonym polem dla ukazania zdolności plastycznych Ducha. Nie ma co ukrywać, osaczyły mnie też wątpliwości, ponieważ nie wiem ile w tym działań Ducha, a ile wnoszą obojga rodzice. W tej złożonej wspólnotowej sytuacji pojawiają się wątki umożliwiające dowolną interpretację stosownie do padających argumentów oponentów podnoszących sprawę powierzchowności posiadanych danych. Oddziaływanie ducha na fizjonomię może być sugestią wypływającą z treści przysłowia. Dziwne wrażenie odczuwa się patrząc na zwierzę lub inne żywe stworzenie przebywające wspólnie z człowiekiem, gdyż zdaje się jakby było ono podobne do swego właściciela. Czy wspólny wkład Ducha i rodziców nie stwarza problemów z wyselekcjonowaniem, co istota ludzka im zawdzięcza? Czy orli nos jest spadkiem po rodzicach, dziełem Ducha, wynikiem wadliwej materii? Twarz, jako coś widocznego i szczególnie obrazowego, nadaje się do wykazania kto za co odpowiada. Wypowiedź Ducha nic nie precyzuje i trudno cokolwiek podważać, bo może to, a może tamto. Ktoś zechce mi zarzucić drobiazgowość lub niepotrzebne zawracanie głowy człowiekiem, który w obliczu wieczności jest niewidocznym pyłkiem. Trudno. W świecie materialnym istnieją cząstki duże, mniejsze i najmniejsze i dla potrzeb analizy bierze się je wszystkie pod uwagę. Gdyby Duch podał jaki element twarzy ma ścisły związek z działaniami Ducha wcielonego, albo po czym poznać, że to akurat powstało dzięki niemu. Takich wiadomości nie uświadczysz, podobnie jak upragnionych wskazówek pozwalających zidentyfikować interesujące badacza detale.
Nie od dziś wiadomo, że niekiedy na twarzy ujawniają się szczegóły zdradzające pewne cechy charakteru lecz nie jest to na pewno absolutną regułą. Równie dobrze cechy te rozpoznajemy też po gestach chodzie, wysławianiu się, piśmie. Zwolennicy tej teorii zaraz przytakną, że to wypisz, wymaluj robota Ducha. A jak miałby tego dokonać? Rodzi się pytanie: Dlaczego jedna twarz ujawnia prawdziwą cechę charakteru a inna wręcz odwrotnie, jest bez wyrazu lub daje mylne wyobrażenie o jej właścicielu?. Odpowiedź sugeruje, że to uzależnione jest od możliwości Ducha. I znowu zagadka. Pod względem konstrukcji Duchy są jednakowe. Rozwój w ludzkiej powłoce nie zmienia uzdolnień pochodzących od Stwórcy. Istne czary-mary, bo jeden może a drugiemu nic nie wychodzi, co doskonale widzimy lub nie dostrzegamy na twarzach. Cóż więc? Mamy przyjąć oświadczenie, że nie wszystko, co się świeci, jest złotem, a to nie błyszczące może być jednak złotem? Grunt dowodowy ciągle płynny i nie ma dobrego oparcia. Dom buduje się na litym fundamencie a nie na piasku.
Na pierwszy rzut oka nie da się ustalić z kim lub czym mamy do czynienia. Idąc tym tropem rozumowania nie ma oczywistych dowodów na ingerencję lub nie ingerencję Ducha w omawianym przypadku. Samo mówienie nie ma większego znaczenia. Brak przekonywujących identyfikatorów oddziaływania Ducha na widzialne struktury materii skłania – zgodnie z zasadami bezpieczeństwa na rzecz prawdy – do wstrzymywania się od wygłaszania tezy o niewątpliwym i niepodważalnym oddziaływaniu Ducha na tą część ciała. Patrząc od strony prostego prawa ludzkiego, wolno domniemać, że coś takiego mogło mieć miejsce. W myśl tegoż prawa, mniej doskonałego od Bożego, domniemanie nie jest dowodem.
Jeżeli ktoś usłyszy wiadomość trudną do sprawdzenia, to ma dwa wyjścia: przyjąć bezkrytycznie i delektować się jej niecodziennym smakiem lub po zastanowieniu się bez wahania odrzucić jako niepewną i mało prawdopodobną. Na upartego dociekliwy może pominąć obie metody i przystąpić od razu do rozwinięcia testów kontrolnych (badań).
Zastanawiam się na ile poważnie traktować odpowiedź Ducha. Czyta się, że oddziaływanie na materię istnieje pomimo że natrafia na opory. Powiedzmy. Mimo przeszkód jakieś siły demonstrują swoją skuteczność. Materia materią, ale myśl nią nie jest i w żadnej definicji nie trafi się o niej na najmniejszą wzmiankę. Dlaczego tak mizernie prezentuje się aktywność Ducha na tej niematerialnej płaszczyźnie? Myślenie człowieka kojarzy się nieodparcie z myśleniem Ducha, bo materia nie myśli. Podobnie bywa z, pożądaniem, zachłannością, egoizmem itd. Te cechy nie są wytwarzane przez ludzkie organy a jednak nikt nie zaprzeczy, że w życiu każdego objawiają się w różnym stopniu.
Jak wytworzyły się owe odstępcze cechy, skoro na początku stworzenia Duch ich w ogóle nie posiadał? Jeżeli ich nie miał, to gdzie je „zdobył”? W świecie duchowym takie pojęcia są zbędne, całkowicie niepotrzebne. Wielce prawdopodobne, że jako Duch ucieleśniony uległ chorobliwym wirusom. I dalej. Jeżeli ucieleśniony nabawił się tych chorób w świecie materialnym to wnioskuję, że zostały zaplanowane przez samego Stwórcę. Człowiek będący siedliskiem przeróżnych cech nie wymyślił ich sam, nie są to także samosiejki, twory powstające niejako na życzenie. Spirytyzm zaprzecza istnieniu przypadku, a więc wszystko związane z następstwami korzystania z wolnej woli musiało być także stworzone przez Konstruktora. Konsekwencje są przerażające a paskudne choróbska mają wyśmienitą pożywkę.
Od zarania historii człowieka choroby fizyczne i niematerialne nie zniknęły i wciąż się odnawiają. One współistnieją z rodem ludzkim i wątpliwe żeby same się unicestwiły. I jeszcze jedna rzecz na którą mało kto zwraca uwagę: Choroby nękające człowieka nie są żadnym wyjątkiem wśród istot żywych. Zwierzęta, którym obca jest moralność i panoszące się zło, również chorują. Czym sobie zwierzę zasłużyło na taki los, na cierpienie i śmierć? Pytanie jest uzasadnione, ponieważ choroby ludzi są tłumaczone przez Duchy Bożą karą. A co z chorobami roślin? Zawiniły i trzeba im dać wycisk?
Moja ostateczna konkluzja: Oddziaływanie Ducha objawiające się jakoby rysami twarzy nie działa wystarczająco energicznie na wyobraźnię a co dopiero mówić o sile dowodowej. Choroby fauny i flory wprowadzają atmosferę niepewności, co się tyczy tej postaci kary za przewinienia. Jeszcze mniej wiadomo o sferze myślowej i kształtowaniu się cech natury moralnej.
Nadal łamię sobie głowę nad sensem ulepienia ciała ludzkiego dla Ducha, którego rozwinięte funkcje zdają najlepszy egzamin w formie bezcielesnej. Spirytyzm, w oparciu o niemożliwe do sprawdzenia relacje Duchów, wbrew zdrowemu rozsądkowi i logice praktycznego korzystania z otrzymanych umiejętności w odpowiednim środowisku, zmusza Ducha do katorżniczej pracy posługiwania się znacznie prostszymi (prymitywnymi) narzędziami. Samorzutnie przychodzi mi na myśl wprowadzenie do dzisiejszej technologii sprzętu znanego w epoce kamienia łupanego. Czy nie zalatuje to zacofaniem, zamrożeniem wyobraźni, kulejącym rozwojem myśli twórczej? Bóg stwarza Duchy a potem zadaje im cielesne tortury jakoby na rzecz rozwoju. Jakoś nikt nie doszukuje się w tym rozwiązań bliższych naturze ludzkiej a nie doskonałego w każdym calu Stwórcy. Duch na samym początku nie zasługiwał na karę mąk w cielesnej skorupie, a jednak dobry Bóg przepełniony miłością skazuje swoje wykonane z wysokim kunsztem dzieło na cierpienia. Może ktoś zdoła wyjawić mi czym się naprawdę kierował ukochany Konstruktor przy podejmowaniu tak drastycznej decyzji? Czy Ty, Drogi Czytelniku, chciałbyś aby Twoje dziecko było zmuszane siłą do robienia czegoś, co nie leży w jego naturze? Kto potrafi lub zechce dać głowę, że opowieści Duchów są prawdą, tylko prawdą i jedyną prawdą? KD powstała nie z przekazów z pierwszej ręki, czyli bezpośrednio od Boga. Kto żyjący w świecie materialnym zagwarantuje, że odpowiedzi Duchów nie mają charakteru zmowy, aby zakpić sobie z ludzkiej naiwności? Nie neguję istnienia świata Duchów lecz żadna cielesna istota nie uda się w zaświaty, aby sprawdzić i potwierdzić stan faktyczny. Uważam, że każdą nowinę ze świata niedostępnego dla żywego stworzenia trzeba badać, badać i jeszcze raz badać, zwłaszcza że tyle informacji jest niekompletnych i wyjątkowo skromnych jak na wysoko rozwinięte byty duchowe, które znajdując się w swoim żywiole nie mają ograniczeń na miarę ludzi ziemskiego świata.
Według mojego pojęcia coś tu nie gra, nie dochodzą czyste dźwięki.
.......................................................
" Rzeka prawdy płynie korytem błędów."
Rabindranath Tagore