Ciekawy artykuł

Wprawdzie, gdzieś od momentu, w którym stępiła się brzytwa ockhama czuję się, jak kot Schrödingera (nie wiadomo, czy już głupek, czy jeszcze intelektualistka), a mój multirozum rozgałęzia się w nieskończoną ilość kierunków (choć podstawowo mamy 4 w porywach do 8 :p). Zastanawiam się, w jaki sposób możnaby udowodnić pewne zjawiska? To tak, jakby chciało się udowodnić istnienie Boga. Można snuć teorie, przekopywać literaturę, ale i tak dowodów nigdy nie otrzymamy. Pewne kwestie oscylują w sferze nauki, inne w sferze wiary. Czasami sfery te przplatają się ze sobą, niektórzy optymistycznie je łączą uważając, że jedna jest dowodem istnienia drguiej i na oborotno, ale tak na dobrą sprawę to czyste spekulacje. Bo jak można udowodnić istnienie czegoś czego nie widać, nie słychać, nie czuć - czyli nawet przeprowadzając doświadczenie nie można zobiektywizować jego wyników. Z drugiej strony wierzymy w pewne prawdy naukowo "udowodnione", ale właściwie też nie możemy mieć pewności, że nie jest to oszustwo, mistyfikacja, próba nagięcia rzeczywistości, czy czysta manipulacja. Tak naprawdę to nie możemy być pewni niczego; wszystko można zanegować; a teoria multiwszechświatów świetnie nadaje się do tego, by zrelatywizować każde zdarzenie.
